<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8980565410186456749</id><updated>2012-01-21T04:24:55.038-08:00</updated><title type='text'>abnormal and wild imagination?</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>M.M.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/TNg-burpdzI/AAAAAAAAFPM/g9ZOLHlB6sI/S220/ID-DA.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>13</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8980565410186456749.post-3235038119415339862</id><published>2010-08-24T13:29:00.000-07:00</published><updated>2010-08-24T13:29:47.215-07:00</updated><title type='text'>part 1: Closer [Alice Nine, the GazettE]</title><content type='html'>Oki. Bardzo dawno nie pojawiały się aktualizacje. &lt;br /&gt;Wena na yaoi/shonen-ai uciekła gdzieś daleko i dopiero niedawno, dzięki Twitter'owi i spamowi jaki serwuje Aoi z the GazettE oraz Hiroto, Shou i Saga z Alice Nine, wróciła i pozwoliła napisać trzy strony i troszkę czegoś nowego i zgoła niespodziewanego.&lt;br /&gt;Pisze to specjalnie dla mojej kochanej Carol z Holandii i przy dobrych wiatrach postaram się przełożyć to na angielski. Będzie to o tyle trudne, iż mój angielski jest bardzo średni, ale będę się starać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej teraz chcę zaprezentować polską wersję, która powstała zaledwie wczoraj. Zapewne znajdzie się tu sporo literówek, błędów natury stylistycznej i tym podobnych.&lt;br /&gt;Jest to próba i zobaczymy co z tego wyjdzie - chciałam sprawdzić, czy umiałabyś napisać coś z nietypowym pairingiem. Tu mamy Aoi'ego z the GazettE oraz Hiroto z Alice Nine. A gdzieniegdzie pojawiają się też inne pary czy też rzekome pary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł zaczerpnęłam sobie z kawałka Nine Inch Nails. Swego czasu Hiroto pisał, ze bardzo ich lubi.&lt;br /&gt;Więc posłuchajcie i życzę potem miłego czytania:&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/cVgBuwM9zcQ?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x5d1719&amp;amp;color2=0xcd311b"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/cVgBuwM9zcQ?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x5d1719&amp;amp;color2=0xcd311b" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;_____________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hiroto po raz kolejny przewrócił z jednego boku na drugi. I tak jeszcze kilka razy. Niemal z irytacją naciągnął koc na głowę i zacisną mocniej powieki. Nic nie przynosiło rezultatu – obudził się jakieś pół godziny wcześniej i teraz w żaden sposób nie mógł zasnąć, mimo iż zegarek wskazywał nieprzyzwoitą czwartą nad ranem. &lt;br /&gt;Wreszcie usiadł na łóżku, przeczesał placami zmierzwione włosy i rozejrzał się po pokoju. Dość szybko dostrzegł Mogu, który wygodnie rozłożył się w nogach łóżka i smacznie spał. Gitarzysta nie miał serca tym razem go wyganiać, choć nie raz beształ się w myślach za niezwykłą słabość do nowego przyjaciela. Piesek nawet się nie poruszył, gdy Hiroto zszedł wreszcie z łóżka i wolnym krokiem pomaszerował do kuchni. Po drodze włączył komputer i zgarnął paczkę papierosów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy przekroczył próg kuchni skrzywił się lekko, widząc jaki syf tam pozostawił – niepozmywane naczynia z zaschniętymi resztkami jedzenia i kilka pustych butelek po piwie.  Gdy nastawił wodę na kawę i odpalił papierosa, uprzątnął nieco bałagan i wrócił do komputera, bu uruchomić przeglądarkę. Włączył też swoją wieżę, kompletnie nie wiedząc czego akurat chce posłuchać. Ostatecznie wcisnął play, zastawiając jaka płyta tam pozostała. Po kilku chwilach ciszy w głośnikach zabrzmiały znajome dźwięki kawałka Nine Inch Nails „Closer”. Hiroto uśmiechnął się pod nosem i wrócił po kawę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy już zasiadł w wygodnym fotelu przed monitorem, pierwszą stroną jaką odruchowo włączył, był Twitter. Dość zabawne, że tak długo nie umiał z tego korzystać, ale dzięki pomocy Shou portal przestał być skomplikowaną tajemnicą. Ba! Okazał się nadzwyczaj prosty w obsłudze.&lt;br /&gt;Chłopak przejrzał wszystkie nowe wpisy na które składały się kolejne bzdury wypisywane przez Tatsurou, ale także przepełnione entuzjazmem wpisy Mizukiego, który nie mógł się doczekać nowej sesji zdjęciowej Karasu. Największą część stanowiły wiadomości i pytania od fanów. &lt;br /&gt;Przez chwilę zastanawiał się co powinien zrobić, aż w końcu wystukał na klawiaturze krótkie „dzień dobry”, a potem postanowił odpisać na kilka fanowski wiadomości.&lt;br /&gt;Gdy skończył była już prawie szósta, dlatego udał się pod prysznic, gdyż nauczony doświadczeniem wiedział, iż Mogu będzie chciał wyjść na spacer. Chłodna woda obudziła go nawet lepiej niż wcześniejsza kawa, jednak jego własne odbicie w lustrze nieco go przeraziło – kompletnie potargane włosy i ogromne wory pod oczami nie wyglądały najciekawiej. Hiroto był pewien, że znów makijażyści i styliści załamią ręce podczas dzisiejszej sesji, jednak zazwyczaj udawało im się zamaskować efekty nie do końca przespanej nocy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po godzinie, gdyż już wreszcie ogarnął się do końca i przespacerował z Mogu po okolicy, znów usiadł do komputera i zauważył wpis Aoi'ego z Gazette, ewidentnie skierowany do niego „Hiroto znów nie śpi”. Po chwili wahania chłopak odpisał „Aoi-san również...”, ale nie otrzymał już odpowiedzi. Nie zdziwił się jednak – za jakieś półtorej godziny musiał wyjść z domu i dotrzeć do studia, gdzie zaplanowano wspólną sesję zdjęciową gitarzystów i basistów Alice Nine i Gazette.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na miejscu jak zwykle był przed czasem. Ekipa dopiero się rozkładała i nikogo znajomego jeszcze nie było. Dopiero pół godziny później progi studia przekroczyli Tora i Saga, którzy akurat dziś stanowili obraz nędzy i rozpaczy. &lt;br /&gt;- Wasz widok jest pocieszający dla mnie – zauważył Hiroto od niechcenia.&lt;br /&gt;- Dzięki, ale zwróć uwagę, iż nie wyglądasz lepiej – Tora ziewnął rozdzierająco. - Zabalowaliśmy wczoraj... - przyznał niechętnie.&lt;br /&gt;- Widać – czyjś śmiech rozległ się od progu i należał do nikogo innego, jak Reity. - Cześć chłopaki! Dawno się nie widzieliśmy!&lt;br /&gt;- Dawno, dawno... Trasy, promocje i inne takie – odezwał się Saga zmęczonym głosem, obracając machinalnie kubek z kawą w rękach.&lt;br /&gt;- Gdzie koledzy? - zapytał Hiroto, widząc iż brakuje jeszcze obu gitarzystów, gdyż było już kilkanaście minut po czasie, gdy wszyscy mieli się stawić.&lt;br /&gt;- Ach! No widzisz, zapomniałem powiedzieć – basista Gazette uderzył się dłonią w czoło. - Aoi dzwonił, iż musi pojechać po Uruhę, bo tamtemu samochód wysiadł.&lt;br /&gt;Fotograf słysząc to, westchnął zrezygnowany, ale zaznaczył, że nie mają całego dnia. Hiroto zgodził się z nim, gdyż dwie godziny po tej sesji zdjęciowej musiał jechać na kolejną, tym razem z Karasu. Aż za dobrze wiedział ile charakteryzacji go tam czekało. Wreszcie po piętnastu minutach zjawił się Aoi i Uruha, obaj najwyraźniej jednak w złych humorach, jakby się o coś pokłócili. Wrażenie to pogłębiało się w czasie całej sesji, gdyż obaj gitarzyści kompletnie się do siebie nie odzywali, ani na siebie patrzyli. Reita był już kompletnie zrezygnowany i zaprzestał prób pogodzenia kumpli. Za to chłopaki z Alice Nine czuli się nieco nieswojo. W końcu ekipa nadzorująca sesję, zarządziła natychmiastową przerwę, gdyż z nikim nie dało się współpracować. Tora i Saga natychmiast znikli z pola widzenia, Reita zabrał gdzieś Uruhę, by przemówić mu do rozsądku, a Aoi sam gdzieś znikł. Hiroto rozejrzał się po studiu i westchnął ciężko. Najsensowniejszym rozwiązaniem było teraz podłączenie gitary do wzmacniacza i próba skomponowania czegoś. Szybko odnalazł swój ukochany model, który akurat brał udział w sesji zdjęciowej. Gitarzysta odnalazł jakiś zaciszny kat, nałożył słuchawki i kompletnie odłączył się od rzeczywistości. Dopiero gdy ktoś lekko szturchnął go w ramię uniósł wzrok znad gitary.&lt;br /&gt;- Twoi znajomi mają rację – Aoi uśmiechnął się i przysiadł do młodszego kolegi.&lt;br /&gt;- Nie rozumiem...&lt;br /&gt;- Że nie rozstajesz się z gitarą. Chyba też już rozumiem skąd te twoje wpisy o czwartej nad ranem.&lt;br /&gt;- Nie mogłem spać – odpowiedział wymijająco Hiroto, niezbyt chętny by prowadzić dalszą dyskusję. Uratował go fotograf, który zwołał wszystkich by dokończyć zdjęcia.&lt;br /&gt;Po skończonej sesji wszyscy skrzyknęli się na wspólny obiad i jakieś piwo, by rozładować napięcie. Jedyną osobą, która się wyłamała, był rzecz jasna Hiroto, który niemal na złamanie karku musiał pędzić, by spotkać się zresztą Karasu. &lt;br /&gt;Już na miejscu zderzył się w drzwiach z Mizukim, który podobnie jak on prawie się spóźnił i obaj jako ostatni zjawili się w studiu. Poganiani przez Tatsurou i fotografów grzecznie zasiedli przed ogromnymi lustrami, by makijażyści mogli zrobić im makijaż i ułożyć włosy.&lt;br /&gt;- Jesteś nie w humorze – zauważył Mizuki ciągle coś klikając w komórce. - Nie wyspałeś się.&lt;br /&gt;- Najwidoczniej – westchnął Hiroto spokojnie znosząc marudzenie makijażysty, iż te wory pod oczami są niemal nie do zatuszowania.&lt;br /&gt;- Znów coś komponowałeś po nocach?&lt;br /&gt;- Próbowałem... I uprzedzę twoje pytanie: ze średnim efektem to wszystko – gitarzysta westchnął i przeglądnął się w lustrze. Znów mu zrobili mocny, czarny makijaż.&lt;br /&gt;- Wnioskuję, że powinieneś przeżyć jakąś miłość lub zakazany związek – Mizuki roześmiał się.&lt;br /&gt;- To jest materiał dla piszących teksty, zresztą... - Hiroto nie skończył, gdyż wpół słowa przerwał mu Tatsurou.&lt;br /&gt;- Och, czyżby nasz Hiroto był w zakazanym związku. A z kim? - uśmiech wokalisty, przez ciemny makijaż wydał się w tym momencie nieco karykaturalny.&lt;br /&gt;- Myślę, że tu chodzi o ich sympatycznego wokalistę Shou – gitarzysta Sadie nie pozwolił dojść koledze do słowa. - Jak byłem na ich koncercie niedawno, to...&lt;br /&gt;Niestety nikt się nie dowiedział co i jak, ponieważ fotograf zwołał zespół do wspólnej fotografii. Wybawiło to Hiroto z opresji, gdyż jakoś niezbyt miał w tym momencie argumenty na swoją obronę. Dobrze wiedział, ze kłamać nie umie, ale równie dobrze zdawał sobie sprawę, iż jego koledzy z Karasu żyć mu teraz nie dadzą. Oczywiście miał rację, gdyż teorie jakie potem cała czwórka wysnuwała były coraz to dziwniejsze i mało prawdopodobne. W jednym punkcie mieli jednak rację – Hiroto interesował się Shou. W dodatku od dość dawna, niemniej wokalista wydawał się być nieco niezorientowanym w sytuacji. Niemniej bywały momenty gdy Shou najwyraźniej chciał dać młodszemu koledze do zrozumienia, iż tamten też nie jest mu obojętny.  To było męczące. Niemniej teraz Hiroto postanowił obrócić wszystko w żart, bo jego kolegom dogryzanie wreszcie się znudziło.&lt;br /&gt;I faktycznie, po zakończeniu sesji i wspólnym udaniu się na obiad, nikt nie wspomniał nawet słowem o rzekomym związku wokalisty i młodszego gitarzysty Alice Nine.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy Hiroto wrócił do domu było już późne popołudnie. Dobrze, iż wcześniej poprosił Sagę, by ten wyprowadził Mogu na spacer, acz szczeniak na widok swojego pana zaczął śmiesznie ujadać i skakać po całym mieszkaniu. Chłopak uśmiechnął się do siebie, gdyż takie miłe powitanie jego nowego współlokatora zawsze wprawiało go w trochę lepszy nastrój. W związku z tym zjadł szybko obiad, a następnie wziął pieska na ręce i raźnie ruszył do samochodu z zamiarem zrobienia sobie długiej wycieczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojechał tradycyjnie daleko za miasto w jakieś odludne miejsce. Mogu był zachwycony tak długą wycieczką ze swoim panem i chciał zwiedzić wszystkie możliwe zakamarki, niemniej Hiroto pilnował swojego pupila, by ani mu nie zginał, ani nie wyciapał się w czymś niezbyt ładnie pachnącym. Gdy szczeniak zmęczył się bieganiem, siadł grzecznie obok swojego pana na trawie, skąd gitarzysta obserwował miasto. Lubił tu przyjeżdżać i pomyśleć i jak zawsze automatycznie sięgnął po komórkę, by napisać do Shou. Nagle zorientował się, że teraz właściwie nie ma o czym. Znów napisze, ze jest w górach i Shou będzie się zmartwiał? Dobrze, że chociaż nie była to czwarta rano, a prawie szósta wieczorem. Wreszcie zdecydował się wrócić do domu, dlatego też wziął Mogu na ręce i nieco się wzdrygnął.&lt;br /&gt;- Hej kolego, gdzieś ty łaził? - zapytał, czując, że futerko szczeniaka jest mokruteńkie. Pies w odpowiedzi polizał go po nosie, na co Hiroto tylko się roześmiał i raźnym krokiem ruszył do samochodu.&lt;br /&gt;Gdy już dojechał do domu najpierw wykąpał Mogu i porządnie wysuszył ręcznikiem, a następnie sam wziął gorący prysznic. Dopiero teraz uświadomił sobie jak zmarzł na tym małym wypadzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tym drobnym odświeżeniu się, usiadł wygodnie w fotelu przed komputerem i sprawdził wiadomości na Twitterze. Mało nie oblał się akurat co otwartym piwem, gdy zobaczył wpis Aoi'ego „Hiroto chyba mnie nie lubi. Dziś nie chciał ze mną rozmawiać”. Gitarzysta przez chwilę myślał, aż w końcu wystukał neutralna odpowiedź: „Aoi-san jest fajnym gościem”. &lt;br /&gt;Dosłownie za parę chwil Aoi napisał w odpowiedzi emotikonę, przedstawiająca najwyraźniej radość, a po chwili rozdzwonił się telefon Hiroto.&lt;br /&gt;- Słucham? - chłopak odebrał będąc nieco zdziwionym. - Nie, nie przeszkadzasz. Co? Nie. W sumie jak uważasz. Nie, w porządku, możesz przyjść. Okej, do zobaczenia.&lt;br /&gt;Po odłożeniu słuchawki jeszcze przez chwilę siedział w lekkim szoku, ale wreszcie podniósł się z miejsca, by trochę uprzątnąć mieszkanie. W zasadzie Aoi był kumplem z wytwórni, niemniej gości nie powinno zapraszać się do kompletnego bajzlu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aoi zjawił się za godzinę z wielką reklamówką wypełnioną butelkami z piwem. Na zdziwione spojrzenie kumpla odpowiedział zdawkowym „to się przyda” i raźnym krokiem ruszył na poszukiwania kuchni, by móc schować alkohol w lodówce. Hiroto mógłby powiedzieć, iż starszy gitarzysta zachowuje się jak u siebie w domu – schował piwo, zapalniczką otworzył dwie butelki, przywitał się nawet z Mogu zachwycając się przy tym, jaki to fajny piesek.&lt;br /&gt;- Zaraz, zaraz, czekaj! - odezwał wreszcie Hiroto. - O co tu właściwie chodzi?&lt;br /&gt;- Przyszedłem do kumpla pogadać i napić się piwa – odpowiedział beztrosko Aoi i zaczął przeglądać kolekcję gier na PSP. &lt;br /&gt;- A Reita? Albo inni? - gitarzysta Alice Nine przyjął piwo i rozsiadł się na kanapie.&lt;br /&gt;- Reita chla z Uruhą. Ruki pewnie gdzieś pewnie też pije i pisze kolejny tekst, a Kai znając życie załatwia coś z menadżerem...&lt;br /&gt;- Nigdy z nami się nie spotykałeś ot tak – zauważył Hiroto oschle, na co Aoi spojrzał na niego dziwnym wzrokiem, a dobry humor nagle jakby z niego wyparował.&lt;br /&gt;- Chcesz wiedzieć, dlaczego akurat do Ciebie przyszedłem? - zapytał siadając w fotelu naprzeciwko. - Bo wedle moich obserwacji jesteśmy w podobnej sytuacji. Ale! By o tym porozmawiać trzeba nam więcej alkoholu, więc pij. Wiem, że nie odmówisz.&lt;br /&gt;Początkowo rozmowa niezbyt im wychodziła, niemniej gdy zaczęli rozmawiać o muzyce i grze na gitarze znaleźli całą masę różnych tematów. Jak się okazało też, kolejne butelki piwa były opróżniane w dość szybkim tempie, a popielniczka była zapełniona po brzegi petami.&lt;br /&gt;- … i wtedy Uruha mi powiedział, że źle zagrałem tę solówkę... - westchnął niemal dramatycznie Aoi kończąc swój wywód. - Często tak mówi. Perfekcjonista pod każdym względem. Gra, ciuchy, fryzura, makijaż... Pieprzony dupek.&lt;br /&gt;- Dupek? - zdziwił się Hiroto, któremu wydawało się, iż gitarzyście Gazette dobrze się dogadują.&lt;br /&gt;- Myślałem, ze nam wyjdzie, a tu masz... Nie wyszło. I teraz czepia się częściej niż zwykle. Ile razy bym swoich utworów nie poprawiał, to zawsze coś wynajdzie. A tek głupek Ruki go popiera.&lt;br /&gt;- Dlaczego mi to mówisz?&lt;br /&gt;- Bo szukam rady! - Aoi zrobił wymach butelką, omal nie rozlewając zawartości. - Wy tak dobrze się dogadujecie w tym Alice Nine!&lt;br /&gt;- Nie zawsze, nie zawsze – Hiroto zaśmiał się na wspomnienie prac nad singlem „Senkou”. - Było parę problemów i ciężkich dni.&lt;br /&gt;- Ale wszyscy jesteście w dobrych stosunkach, mimo tych waszych zażyłości – zauważył gitarzysta i chwiejnie wstał na nogi, by zrobić coś na wzór kółeczka po pokoju. - Nawet jeżeli Tora i Saga łażą do łazienki w przerwach, by się trochę obściskiwać... No co się tak patrzysz? Nie mów, że nie wiedziałeś! Zresztą Ty i Shou...&lt;br /&gt;- Jacy „ja i Shou”? - przerwał natychmiast Hiroto, mając nadzieję, iż żaden zdradliwy rumieniec nie wpływa mu na policzki. - Między nami nic nie ma.&lt;br /&gt;- Ale byś chciał, by było – Aoi pochylił się nad nim i dźgnął go palcem w klatkę piersiową. - Nie rumień się. Wszyscy to widzą, tylko sam zainteresowany nie. Dlatego powiedziałem, że jesteśmy w podobnej sytuacji.&lt;br /&gt;- Chyba powinieneś wrócić do domu. Jesteś kompletnie pijany... - młodszy chłopak odsunął się nieco na bok, by móc wstać. Zresztą dobrze zrobił, gdyż po chwili jego starszy kolega stracił równowagę i przewrócił się na kanapę, ale po chwili jednak usiadł w miarę prosto.&lt;br /&gt;- Słuchaj Hiroto, co mamy do stracenia? Nie jestem aż tak pijany, by nie wiedzieć co mówię i co proponuję. Jesteś fajnym chłopakiem, więc...&lt;br /&gt;- A co to, to nie – Hiroto poczuł jak jednocześnie ogarnia go złość, ale także wielkie zniechęcenie i trochę złość. - Nie pójdę na taki układ, bo... - gitarzysta urwał, widząc, jak jego kolega usnął niemal natychmiast w takiej pozycji w jakiej się znajdował. Jednocześnie mu ulżyło, iż skończyło się to głupie gadanie i idiotyczne propozycje. Sam stwierdził, iż chyba za dużo wypił, gdyż propozycja Aoi'ego wydawała się być teraz kusząca, pod warunkiem, że będzie wiedział, kiedy powiedzieć „stop”. Część jego podświadomości przekonywała go, iż dobrym sposobem na zwrócenie uwagi Shou, będzie „zazdrość”. Tylko czy to aby było możliwe i czasem nie odniesie kompletnie przeciwnego skutku?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8980565410186456749-3235038119415339862?l=imagination-by-ireth.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/feeds/3235038119415339862/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2010/08/part-1-closer-alice-nine-gazette.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/3235038119415339862'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/3235038119415339862'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2010/08/part-1-closer-alice-nine-gazette.html' title='part 1: Closer [Alice Nine, the GazettE]'/><author><name>M.M.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/TNg-burpdzI/AAAAAAAAFPM/g9ZOLHlB6sI/S220/ID-DA.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8980565410186456749.post-2709827029913145148</id><published>2010-03-30T16:33:00.000-07:00</published><updated>2010-03-30T16:33:04.756-07:00</updated><title type='text'>Przerwa</title><content type='html'>Soł...&lt;br /&gt;Z przyczyn oczywistych zmuszona jestem oświadczyć, iż jeszcze przez jakiś czas nie będzie się tu nic pojawiało.&lt;br /&gt;Przyczyna oczywistą jest bowiem brak weny, a jak wiecie jest ona kapryśna. Raz przychodzi, raz odchodzi.&lt;br /&gt;Mnie się w tej chwili nie trzyma.&lt;br /&gt;Więc przepraszam wszystkich odwiedzających tego bloga, również jego obserwatorów, ale chwilowo nie będzie żadnych ficów.&lt;br /&gt;Chyba, że dorobię jakąś kolejną, niestworzoną teorię.&lt;br /&gt;Faza od ostatnich kilku miesięcy niezmienna, więc może i coś na ten temat powstanie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze raz przepraszam za milczenie i nieśmiało proszę o cierpliwość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam~&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8980565410186456749-2709827029913145148?l=imagination-by-ireth.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/feeds/2709827029913145148/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2010/03/przerwa.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/2709827029913145148'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/2709827029913145148'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2010/03/przerwa.html' title='Przerwa'/><author><name>M.M.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/TNg-burpdzI/AAAAAAAAFPM/g9ZOLHlB6sI/S220/ID-DA.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8980565410186456749.post-7288765893538575963</id><published>2009-09-07T09:34:00.000-07:00</published><updated>2009-10-30T13:58:27.739-07:00</updated><title type='text'>Bo jesteś głupi i ślepy [Shou x Hiroto - alice nine.]</title><content type='html'>Za dużo alice nine, za dużo fanserwisu [patrz tutaj =&amp;gt; &lt;a href="http://i190.photobucket.com/albums/z48/rikza88/alice%20nine/alice_nine_3122.jpg"&gt;http://i190.photobucket.com/albums/z48/rikza88/alice%20nine/alice_nine_3122.jpg&lt;/a&gt;], za dużo emocji nagromadzonych przez dwa dni.&lt;br /&gt;Miał być brzydki fic, potem miał się stać angstem, a został romansidłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisane przy dźwiękach:&lt;br /&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/y_Ylsnpp_WQ&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;color1=0x2b405b&amp;color2=0x6b8ab6"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/y_Ylsnpp_WQ&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;color1=0x2b405b&amp;color2=0x6b8ab6" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;______________________________________&lt;br /&gt;Stres jest chyba największym wrogiem człowieka. Usidli, potrafi bardzo chcący popsuć wszystko budowane z mozołem, przez jakiś czas. Takie skoki od pełnej euforii i miłego szaleństwa do niemal rękoczynów, bo zginęła paczka papierosów. Żeby jeszcze te oskarżenia miały jakieś dobre podstawy. A tak? Głupia, nic nie znacząca drobnostka, a wszystko może zmienić się w kupkę gruzu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cud, że jeszcze wytrzymywali. Tak przynajmniej stwierdził lider alice nine. Obserwował w milczeniu swoich kolegów z zespołu, gdzie każdy siedział w jak najdalszym kącie garderoby. Tora i Hiroto patrzyli na siebie wilkiem, Saga udawał niewzruszonego, a Shou najwyraźniej się załamał. &lt;br /&gt;Poszło o paczkę papierosów, której Tora nie mógł znaleźć przed encore. Grali w małym klubie, mieli problemy z oświetleniem, nagłośnieniem. W dodatku pomieszczenie było niesamowicie małe. I właśnie w przerwie gitarzysta  koniecznie musiał zapalić, a pierwszą osobą, która padła ofiarą oskarżeń, był Hiroto. Na nic nie zdały się tłumaczenia, że każdy pali inną markę. Od pobicia się, powstrzymała kolegów reszta zespołu. Wreszcie udało im się przyjąć uśmiechy dla fanów i wyjść na scenę.&lt;br /&gt;I podczas koncertu Nao zaobserwował kolejną rzecz. Wcześniej wydawało mu się, iż to przewidzenie, ale zza swojej perkusji wbrew pozorom widział bardzo dużo. Na kolejnej piosence Saga i Shou odstawili tradycyjnie fanserwis. Jednak w odczuciu wszystkich zebranych był on jakiś inny. Bardziej... prawdziwy?I to basista podszedł wręcz uwodzicielskim krokiem do Shou, przyciągając go do siebie i markując pocałunek. Markując? No był niemal pewien, ze ich usta się zetknęły na sekundę. Zdarzało się to coraz częściej, ale wokalista chyba traktował to jak zwykły element koncertu, gdyż za chwilę podszedł wesoło w stronę Hiroto. Ku jego zaskoczeniu niewysoki gitarzysta szybko umknął mu spod ramienia. &lt;br /&gt;Lider z ulgą przyjął koniec koncertu, ale atmosfera w szatni była jeszcze bardziej dobijająca. Brakowało tej radości z zakończenia kolejnego intensywnego dnia. Ku irytacji Tory, znalazł on swoje papierosy pod własnymi ubraniami, ale nawet nie przeprosił Hiroto, który z kolei swoje nieprzyjazne spojrzenie skierował na Sagę. Shou westchnął teatralnie i stwierdził, że idzie się przejść. Niedługo po nim poszedł też młodszy gitarzysta, ale bardzo szybko wrócił. Wydawał się być nieco smutnym, a na pytanie Nao, co się dzieje, machnął tylko ręką i już go nie było. Tak, lider miał tego serdecznie dość. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zapewne cię to bawi, ale mnie już na pewno nie. Szkoda, że nie zauważasz tego co się wokół ciebie naprawdę dzieje. Jesteś wciąż sobą, a gramy wspólnie już na tyle długo, bym mógł stwierdzić, że faktycznie na scenie się cieszysz z tego, iż tam jesteś. Nieważne, co wydarzy się po drodze, co w szatni – ty wychodzisz na scenę i stajesz się taki radosny, entuzjastyczny, widząc tyle ludzi i te wszystkie spojrzenia skierowane na ciebie. Wszystkie troski i problemy z codziennego życia zostawiasz w garderobie. Godne podziwu, gdyż przykładowo po Torze jest widać, gdy ma zły humor. Tak jak dzisiaj – najpierw oskarżył mnie o nie wiadomo co, a po skończonym koncercie szybko zniknął ze sceny. Mimo, że koncert wypadł dobrze, gdyż klub w jakim przebywaliśmy wołał o pomstę do nieba, coś nadal było nie tak. Nasz lider to zauważył, ale ty nie. Nie chciałeś? A może już wiedziałeś? Bo zaraz wyjdzie na to, że fani mają rację dwuznacznie interpretując te kilka twoich wersów z „RAINBOWS”. A ty napisałeś tylko tą piosenkę, a w połączeniu z fanserwisem dla fanek oznacza tylko jedno. Nie ważne, czy podchodzisz do Nao za perkusję, czy skaczesz obok Tory, czy niemal na każdej piosence idziesz w moją stronę, by poczochrać włosy czy objąć ramieniem. Fanki chyba dostrzegają tylko ciebie i Sagę. Cóż, nigdy się nie krępowaliście bawiąc się w fanserwis, ale... Dlaczego ta zabawa zaczęła wykraczać poza swoje granice i ocierać się o coś realnego?&lt;br /&gt;Jakoś bym to przeżył, wiesz? Ale najpierw ty przestań się bawić. Nieświadomie, czy świadomie, ale bawisz się w niezdecydowanego faceta, który chciałby mieć dwie rzeczy naraz, a dobrze wie, ze nie może.&lt;br /&gt;Przestań się do cholery mną bawić!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hiroto spojrzał jeszcze raz na zapisaną koślawym pismem kartkę, po czym zmiął gwałtownie i rzucił w daleki kąt pokoju hotelowego. Nao, który uparł się by dzielić go z nim, spojrzał zaskoczony w jego stronę, ale gitarzysta wzruszył tylko ramionami i wyszedł na balkon, by zapalić. Oparł się o barierkę i spojrzał na okno obok. Tuz za ścianą był pokój osoby do której tak zawzięcie pisał. Nie wiedział zresztą po co, skoro ten skrawek papieru nie dotrze do adresata. Nagle balkon obok zalało światło z pokoju, a Shou z ciekawością wychylił głowę przez drzwi.&lt;br /&gt;- Hej, przyjedziesz zagrać? - zapytał z uśmiechem, machając ręka w której trzymał pada. Tak - on i jego gry.&lt;br /&gt;- Nie dziś – Hiroto wyrzucił wypalonego papierosa. - Idę się położyć...&lt;br /&gt;Ze wszystkich sił nie chciał choć przez moment spojrzeć na kumpla. Nie daj Boże powiedziałby teraz coś, czego właściwie by nie chciał. A przynajmniej nie teraz. Zignorował jego nawoływanie i zamknął za sobą balkonowe drzwi, a by uniknąć dyskutowania z Nao, udał do do łazienki, by wziąć długą kąpiel.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Perkusista jeszcze przez chwilę patrzył za kumplem kompletnie nic nie rozumiejąc. Wreszcie, trochę wbrew sobie odnalazł rzuconą kartkę, nad którą Hiroto wcześniej ślęczał z godzinę. Lider wiedział, że nie powinien tego czytać, ale jego sytuacja już przerosła, a zespól ratować w końcu trzeba. Nagle ktoś zapukał do drzwi, a potem bezceremonialnie wszedł. Tym kimś okazał się Shou, najwyraźniej z czegoś niezadowolony.&lt;br /&gt;- Gdzie jest ta wiewiórka? - zapytał, rozglądając się po pokoju, a gdy Nao wskazał usłużnie łazienkę, wokalista usiadł wygodnie w fotelu i oświadczył: - To ja sobie na niego tu poczekam.&lt;br /&gt;Lider westchnął teatralnie, po czym wręczył bez słowa wymiętą kartkę i z uśmiechem dodał, że idzie pogadać z Torą, by ten wreszcie przestał się kłócić z Sagą, bo słychać ich w całym hotelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;I znowu to samo. Znów udajesz, że nic się nie stało i że wszystko dalej jest tak, jak było. Głupi, głuchy, ślepy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hiroto cisnął notatnikiem o drzwi łazienki. Co za beznadziejna sytuacja. I jakże paradoksalna w dodatku. Jego własne „Don't think. Feel!” wydało mu się teraz tak idiotyczne i naiwne. Uśmiechnął się kwaśno do siebie i wreszcie wygramolił z wanny, gdyż woda zaczynała już być chłodna. Owinął się tylko ręcznikiem i wyszedł do pokoju. Zaskoczenie, spowodowane widokiem Shou trwało kilka sekund. Dopiero, gdy minęło, przyjął na twarz maskę obojętności i przeszedł obok niego, nawet nie zaszczycając spojrzeniem. Sam za to miał wrażenie, iż wokalista go obserwuje, nie chciał sobie jednak wmawiać, że ten wzrok oznacza coś więcej. Zebrał swoje ubrania i ponownie pomaszerował w stronę łazienki. Dopiero wtedy Shou złapał go za nadgarstek, zmuszając tym samym, by spojrzał w jego stronę.&lt;br /&gt;- Przecież powiedziałem, że dziś nie chcę w nic grać...&lt;br /&gt;- W porządku, ale najpierw wytłumacz mi to – wokalista zamachał koledze przed oczami znajomą kartką. Gitarzysta zamarł na chwilę, ale potem spojrzał hardo na przyjaciela.&lt;br /&gt;- Nie twój interes – odpowiedział jak najbardziej spokojnie, po czym wyswobodził się uścisku i zamknął w łazience. Teraz mógł wszystko spokojnie przeanalizować i stwierdzić, że przy najbliższej okazji wypruje Nao falki za czytanie cudzych rzeczy i oddawanie je w niepowołane ręce. Teraz widział, iż nie pozbędzie Shou tak łatwo, który będzie czekał na niego, dopóki nie porozmawiają. Chcąc nie chcąc ubrał się i wyszedł przygotowany na najgorsze. Jednak wokalista wcale nie wydawał się być teraz zły. Rozsiadł się wygodnie na kanapie i poczekał, aż Hiroto usiądzie. Przez dłuższą chwilę milczeli.&lt;br /&gt;- Wiesz, że to wygląda jakbyś był zazdrosny? - zapytał Shou z rozbawieniem.&lt;br /&gt;- A nawet jeśli? - burknął gitarzysta i szybkim krokiem wyszedł na balkon. Teraz potrzebował tylko i wyłącznie zapalić, by choć się trochę uspokoić. Wedle jego przewidywań, Shou nie zrezygnował z doprowadzenia rozmowy do końca szybko do niego dołączył.&lt;br /&gt;- Wiesz, że widzisz tu czego nie ma, a nie chcesz dopuścić do wiadomości czegoś, co jest naprawdę?&lt;br /&gt;- Nie filozofuj, bo ci to nie wychodzi... No dalej, powiedz co masz do powiedzenia – Hiroto niebezpiecznie pochylił się nad barierką i zaczął huśtać w oczekiwaniu na odpowiedź. Jakby mu się nie spodobała zawsze pozostaje mi rzucenie się z tego balkonu i alice nine. będzie szukać nowego gitarzysty.&lt;br /&gt;Odpowiedzi się nie doczekał, ale zdecydowanie stracił równowagę i byłby spadł, gdyby nie Shou, który go przytrzymał. Najwyraźniej obaj byli zaskoczeni tą bliskością, tak podobną do tej na koncertach, ale tym razem z namiastką czegoś więcej. Chyba to spowodowało, iż Shou nie utrzymał kumpla, sam stracił równowagę i obaj runęli w dół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nao ostrożnie wszedł do pokoju, a nad jego ramieniem z zainteresowaniem zerkali do środka Saga i Tora. Zaskoczyła ich dziwna cisza, a teraz panująca tam pustka. Jedynie drzwi balkonowe, wcześniej zamknięte, teraz stały otworem. To zainteresowało lidera, który wyszedł na balkon i nieśmiało zawołał kumpli. Aż podskoczył w górę, gdy spod balkonu rozległ się zduszony głos Shou.&lt;br /&gt;- Tu jesteśmy...&lt;br /&gt;Nao przechylił się z przerażeniem przez barierkę, a za jego przykładem poszli Tora i Saga. Właściwie nie wiedzieli czy się martwić, czy śmiać. Na pewno byli wdzięczni, że mieli pokoje na parterze i dzięki temu ich kolegom nic się nie stało, a przynajmniej taką mieli nadzieję. Jednak z drugiej strony bawił ich widok Shou przygniecionego przez Hiroto, który akurat teraz niezgrabnie podnosił się na nogi. Wreszcie ta zabawna strona sytuacji przeważyła i cała trójka na balkonie ryknęła śmiechem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hiroto szedł obok Shou nieco przygaszony i kompletnie zagubiony w tej całej sytuacji. Nie tak to wszystko  miało wyglądać i nie tak skończyć. Spadanie z balkony – nadzwyczaj romantyczna forma zbliżenia się do siebie. Dopiero po chwili zorientował się, że wokalista przystanął.&lt;br /&gt;- Coś mi się zdaje, że nie skończyliśmy rozmawiać, bo tamta trójka na balkonie skutecznie psuła nastrój – powiedział z lekkim uśmiechem. - Coś chciałeś mi powiedzieć, jak tak sobie leżeliśmy...&lt;br /&gt;Fakt, gitarzysta chciał coś powiedzieć. Ba, nawet coś zrobić, jednak reszta zespołu nie dała mu takiej szansy. Dopiero po chwili stwierdził, że chyba faktycznie przestanie tyle myśleć. Gdy podszedł bliżej Shou, znów różnica wzrostu pomiędzy nimi dała się lekko we znaki. Jeszcze przemknęło mu przez myśl, że wygląda to tak w tanim romansidle, ale ostatecznie oparł dłonie na ramionach wokalisty i wspiął się na palce.&lt;br /&gt;- Sam tego chciałeś – burknął tylko i bez oporów pocałował.&lt;br /&gt;Gdy wreszcie odsunął się, mógł obserwować ciekawy widok, gdyż Shou najwyraźniej nie bardzo wiedział jak zareagować – wszystkie uczucia były widoczne jak na dłoni: szok, lekkie zmieszanie i... radość? Tak, wokalista w końcu uśmiechnął się najpierw, a potem roześmiał głośno.&lt;br /&gt;- I z czego rżysz? - zapytał lekko oburzony Hiroto.&lt;br /&gt;- Z ciebie, moja ty wiewiórko, że tak długo ci to wszystko zajęło – odpowiedział Shou. - I to nie ja jestem tym głupim i ślepym... Mamy takich dwóch – dodał ze śmiechem.&lt;br /&gt;- Dwóch? - zdziwił się gitarzysta i nawet nie zdążył zareagować, gdy to jego wokalista przygarnął do siebie. - Co ty wyprawiasz? Przecież Saga... - nie dane mu było skończyć, bo Shou go pocałował.&lt;br /&gt;Saga ma swoje problemy z Torą, bo ten się łatwo uświadomić nie da... Ależ wy jesteście niemożliwy – ni stad ni zowąd, koło nich zjawił się Nao, obserwując ich z lekko zniesmaczoną miną. - Obyśmy tylko nie nawalili na następnym koncercie przez to wasze swatanie się nawzajem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wiesz, że to tak naprawdę było głupie? Z mojej strony, z twojej strony. Cały nasz zespół zachowywał się jak banda debili. Albo jak w jakimś tanim romansie lub czymś podobnym, gdzie jest ta cała zazdrość, podchody, a na końcu romantyczne spotkania. Nasze chyba trochę nie wyszło, nie uważasz?&lt;br /&gt;I możesz mi teraz zaglądać przez ramię i wiedzieć co piszę. Teraz to jest legalne.&lt;br /&gt;Jesteś głupkiem Shou.&lt;br /&gt;Ale chyba za to „cię lubię”.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8980565410186456749-7288765893538575963?l=imagination-by-ireth.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/feeds/7288765893538575963/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/09/bo-jestes-gupi-i-slepy-shou-x-hiroto.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/7288765893538575963'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/7288765893538575963'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/09/bo-jestes-gupi-i-slepy-shou-x-hiroto.html' title='Bo jesteś głupi i ślepy [Shou x Hiroto - alice nine.]'/><author><name>M.M.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/TNg-burpdzI/AAAAAAAAFPM/g9ZOLHlB6sI/S220/ID-DA.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8980565410186456749.post-6926175762868075467</id><published>2009-08-12T07:16:00.000-07:00</published><updated>2009-08-12T07:21:12.997-07:00</updated><title type='text'>Część trzecia - Napewno nic takiego? [AoixKai; the GazettE]</title><content type='html'>Dawno temu, za górami, za lasami żyła sobie pewna złośliwa i wybredna wena. Całkiem niedawno postanowiła mnie odwiedzić i pozostać na niecałe dwa dni. A teraz wróciła znów do siebie, pozostawiając za sobą takie oto efekty:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;_______________________________&lt;br /&gt;Kai był przekonany, iż jego złe przeczucie było nadzwyczaj słuszne. Zastanawiał się, co też jego koledzy wymyślą i liczył się z każdą ewentualnością. Jak na razie jednak, nikt nie wykazał się szczególną pomysłowością i wręcz nagminnie powtarzającym się incydentem było zamykanie jego i Aoi'ego gdziekolwiek popadło. Zaczęło się najpierw od studia, a potem łazienki. Dziś jednak Reita przeszedł samego siebie, zatrzaskując ich w... schowku.&lt;br /&gt;Początkowo basista poprosił go o przyniesienie dodatkowych arkuszy papieru, bo się skończył, a trzeba robić przecież notatki. Kai popatrzył na niego ze szczerym zdumieniem, gdyż Reita był ostatnią osobą, która mogłaby cokolwiek notować podczas prób. Jednak chcąc nie chcąc wolnym krokiem udał się do schowka. Pomieszczenie było niewielkie, ale i tak kompletnie zagracone. Na dobrą sprawę znalezienie tam czegoś graniczyło z cudem i zazwyczaj trafiało się na dość zaskakujące rzeczy.&lt;br /&gt;Gdy Kai przedzierał się między papierami i tekturowymi pudłami poustawianymi na podłodze, usłyszał wesołą rozmowę reszty chłopków z Aoi'm, który właśnie zjawił się w sali prób. Gitarzysta najwyraźniej chciał coś od niego, gdyż po chwili zaczął go nawoływać. Reita usłużnie zaprowadził go w stronę schowka. A potem stało się coś nieoczekiwanego – Aoi najwyraźniej o coś się potknął i runął do pomieszczenia. Kai chciał uchronić kolegę przed niechybnym upadkiem, ale w efekcie obaj się przewrócili. Perkusista zauważył tylko uśmiechniętego triumfalnie Reitę, który za chwilę zamknął drzwi i przekręcił klucz w zamku, a w pomieszczeniu zapadła totalna ciemność. O ironio – włącznik światła musiał znajdować się na zewnątrz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez chwilę panowała dość niezręczna cisza, którą wreszcie postanowił przerwać Kai.&lt;br /&gt;- Jak tylko wyjdziemy, to go zabiję – stwierdził po prostu.&lt;br /&gt;- Nie wydaje mi się, by to był dobry pomysł – w głosie Aoi'ego słychać było nutkę rozbawienia. - Chcesz potem szukać nowego basisty?&lt;br /&gt;- Wiesz, eee... - perkusista zająknął się, dziękując bogom, że jest ciemno i nie widać na jego twarzy zażenowania. - Czy mógłbyś ze mnie wstać?&lt;br /&gt;- Och, przepraszam.&lt;br /&gt;Aoi dość niezgrabnie starał się podnieść na nogi. Uniemożliwiało mu to nie tyle co wielkość pomieszczenia, co jego totalne zagracenie i panujące akurat ciemności. W dodatku nie chciał jeszcze przypadkiem nadepnąć kumpla. I tak teraz, usiłując wstać, jego dłonie wciąż natrafiały na ciało lidera. Całkowicie przypadkiem jego dłoń wylądowała zdecydowanie za nisko i tylko Kai, który nagle głośno wciągnął powietrze i cicho powiedział „ej”, uświadomiło go co zrobił. Aoi wybąkał tylko przeprosiny i chwycił się tym razem pierwszej lepszej półki, by mieć wreszcie jakieś oparcie. Nie wziął jednak pod uwagę, że wszystko jest tu nadzwyczaj niestabilne – półka przechyliła się, zasypując ich stertą śmieci, a on sam znów przylgnął do Kai'a tak, że ich nosy niemal stykały się. Nie widział tego, ale wyraźnie czuł bliskość perkusisty i jego oddech na swojej twarzy.&lt;br /&gt;- Zabiję Reitę – powtórzył szeptem Kai, po czym nieśmiało musnął ustami wargi Aoi'ego.&lt;br /&gt;Wszystko nie trwało nawet minuty. Gitarzysta zamarł na chwilę, nie bardzo wiedząc jak zareagować. Przez głowę przelatywało mu tysiące chaotycznych myśli, których nie potrafił ułożyć teraz w całość.. Postanowił jednak zachować dywagacje na później i stwierdził, że na razie najsensowniejszym pomysłem będzie po prostu wstanie z podłogi. Udało mu się to po chwili, choć wciąż z małymi problemami.&lt;br /&gt;- Wyciągnij rękę – poprosił Kai'a i za moment pomógł kumplowi podnieść się na nogi. I znów zapanowała ta niezręczna cisza. Jedynie panujący mrok pozwalał im czuć się jakby swobodniej. Wciąż jednak nic nie zapowiadało, że ktoś ich stąd szybko wypuści..&lt;br /&gt;- Myślisz, że powinniśmy ich zawołać? - zapytał, jednak nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Ta cała sytuacja była wręcz dziwna. Przypomniał sobie wcześniejsze zachowanie lidera i to jak po raz pierwszy zatrzasnęli się w łazience. A co ważniejsze, to kiedy znaleźli się w domu lidera. Wreszcie wszystkie te elementy układanki bardzo szybko złożyły się w logiczną całość. Problem tkwił w tym, iż Aoi znów nie bardzo wiedział co z tym fantem zrobić. Jak na razie priorytetem było wydostanie się z zagraconego schowka.&lt;br /&gt;Dopiero po kilkunastu minutach ktoś z zewnątrz łaskawie usłyszał uderzenia w drzwi. Otworzył je Ruki starając się zachować maskę obojętności. Gorzej było z Reitą i Uru, którzy wciąż trzęśli się od cichego śmiechu i nie przestali nawet, gdy Aoi zdzielił ich po głowie. Teraz przyszło im zacząć próbę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić” pomyślał Aoi patrząc po twarzach kolegów. Męczyli się już dobrą godzinę, ale nie osiągnęli nic konkretnego. Ruki siedział jak zwykle z kartką i coś skrobał. Uru i Rei kompletnie olewali sprawę, wymieniając się tylko cichymi uwagami czy posyłając sobie gorące spojrzenia. Kai był kompletnie nieobecny i od pół godziny wpatrywał się wciąż w tę samą kartkę w dodatku odwróconą do góry nogami. Aoi westchnął znudzony całą tą sytuacją i oświadczył, że idzie do domu. Nikt go nawet nie zatrzymywał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy tylko drzwi zamknęły się za gitarzystą, do Kai'a dosiadła się reszta zespołu zasypując go niezliczoną ilością pytań. Wszyscy byli podekscytowani jak dzieci i czekali na choć słowo od strony lidera. W pierwszej chwili nie usłyszeli, że coś powiedział i dopiero Ruki kazał uciszyć się kumplom.&lt;br /&gt;- Co mówiłeś? - zapytał wokalista uparcie wpatrując się w przyjaciela.&lt;br /&gt;- Pocałowałem go – wymamrotał Kai sięgając po kolejnego papierosa, a jego wyznanie zostało powitanie wielkim wybuchem radości.&lt;br /&gt;- Wiedziałem, że to poskutkuje – Reita był z siebie i swojego pomysłu niezwykle dumny. - Teraz wszystko pójdzie już z górki!&lt;br /&gt;- Zamilcz na moment – Ruki spojrzał potępiająco na basistę, a potem gestem wskazał lidera, który wyglądał na kompletnie przybitego. - Kai?&lt;br /&gt;- To było głupie – odpowiedział perkusista uśmiechając się po chwili kwaśno. - A ciebie Rei zabiję przy najbliższej okazji.&lt;br /&gt;- Daj spokój – machnął ręką Uru, który ulotnił się niezauważalnie. Teraz gitarzysta wrócił z butelką jakiegoś alkoholu. - Nie dostałeś w twarz, ani nic z tych rzeczy. Tylko tamten ciemniak wolno kojarzy fakty.&lt;br /&gt;- I dlatego przygotowaliśmy wielki plan B! - Rei sięgnął po szklankę. - Żadnych świadków, tylko ty i on! Zobaczysz, będziesz mi wdzięczny!&lt;br /&gt;- Nam Reita, nam – poprawił go Ruki.&lt;br /&gt;- A więc wypijmy za powodzenie planu B! - Uruha wzniósł razem z resztą chłopaków szklanki w geście toastu.&lt;br /&gt;Kai przyglądał się im tylko sceptycznie i z pewną obawą. Nie wierzył w ich genialne pomysły, jakiekolwiek by nie były. A ten nadmierny entuzjazm napawał go jeszcze większym strachem. A stwierdzenie, że jest już dobrze, bo po tym wszystkim Aoi go nie wyśmiał, ani nie uderzył, nie napawało optymizmem. Perkusista widział raczej obojętność w zachowaniu Aoi'ego. Zdecydowanie wolał, by się wściekł, a sprawa przynajmniej stała by się jasna. A tak nadal musiał mieć nad sobą rozentuzjazmowanych kolegów, którzy obrali sobie za cel i punkt honoru, zeswatanie go ciemnowłosym gitarzystą. W dodatku ich porozumiewawcze spojrzenia i półsłówka na temat jakiegoś planu, ponownie nie wróżyły do końca czegoś dobrego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8980565410186456749-6926175762868075467?l=imagination-by-ireth.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/feeds/6926175762868075467/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/08/czesc-trzecia-napewno-nic-takiego.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/6926175762868075467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/6926175762868075467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/08/czesc-trzecia-napewno-nic-takiego.html' title='Część trzecia - Napewno nic takiego? [AoixKai; the GazettE]'/><author><name>M.M.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/TNg-burpdzI/AAAAAAAAFPM/g9ZOLHlB6sI/S220/ID-DA.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8980565410186456749.post-7923360774273114483</id><published>2009-07-25T13:16:00.000-07:00</published><updated>2009-07-25T13:28:00.423-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Na wstępie bardzo przepraszam wszystkich czytelników, który czekają na nowe fice.&lt;br /&gt;Ostatnio moja wena płata mi okropne figle i nie potrafię niczego konkretnego sklecić.&lt;br /&gt;Jak wróci, to na pewno coś Wam udostępnię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem zapraszam na moje konto na devianART. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://angel-ireth.deviantart.com/"&gt;http://angel-ireth.deviantart.com/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tam też znajdziecie fica pt &lt;b&gt; Necropolis &lt;/b&gt; - głównie jest tam o Dir en grey, ale gościnnie mamy też w pewnym momencie the GazettE oraz D.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także enjoy~!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8980565410186456749-7923360774273114483?l=imagination-by-ireth.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/feeds/7923360774273114483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/07/na-wstepie-bardzo-przepraszam.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/7923360774273114483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/7923360774273114483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/07/na-wstepie-bardzo-przepraszam.html' title=''/><author><name>M.M.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/TNg-burpdzI/AAAAAAAAFPM/g9ZOLHlB6sI/S220/ID-DA.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8980565410186456749.post-3360401212096051336</id><published>2009-04-26T04:56:00.000-07:00</published><updated>2009-04-26T04:57:29.590-07:00</updated><title type='text'>Prawda o... [the GazettE]</title><content type='html'>Przepraszam wszystkich, którzy zaglądają tu na bloga, ale ostatnio cierpię na brak weny i ciężko zabrać się jest mi za cokolwiek innego. Mam nadzieję, że wreszcie ktoś mnie kopnie, albo sama się zmotywuję, by coś stworzyć ^^'&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ze względu na to, iż z niewiadomych mi bliżej powodów fic'a "prawda o..." wcięło, wrzucam go na razie jeszcze raz, a sama myślę nad napisaniem czegoś nowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuje za uwagę i jeszcze raz przepraszam wszystkich czytających.&lt;br /&gt;_______________________________&lt;br /&gt;&lt;u&gt;&lt;b&gt;Prawda o...&lt;/b&gt;&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko tylko przykrywką. Sceniczną kreacją. Zasługą wielu ludzi ciężko pracujących nad idealnym makijażem i zaskakującymi strojami. To fotograf mówi jak się uśmiechnąć, jak ustawić przed obiektywem. A rzeczywistość jest zdecydowanie inna. W jednej chwili sympatyczny uśmiech, a za chwilę twarz wykrzywiona w paskudnym grymasie. Co wyraża? Wściekłość? Obrzydzenie? Wszystko naraz? A czy to w ogóle ważne?&lt;br /&gt;Chronią swoją prywatność. Nikt nie wie, jacy są naprawdę. Zabawne, gdy piszą, iż jest się osobą miłą, sympatyczną, zabawną. Faktycznie nie potrafią dostrzec tej złej strony. A może po prostu nie chcą? Przecież wygodniej jest myśleć, iż ktoś jest taki wspaniały. Rzeczywistość jest trudna do zaakceptowania.&lt;br /&gt;Tak; na scenie są uwielbianym przez tysiące fanów zespołem. Poza nią też, ale gdy tylko kamery podążają za nimi krok w krok. Powygłupiać się, pokazać właśnie z tej dobrej strony. Ale to tylko przykrywka - jak zawsze. Bo gdy cały koncertowy rozgardiasz się uspokoi, z twarzy schodzi uśmiech, a pojawiają się inne uczucia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uruha siedział jakiś przygaszony i markotny, starając się nie spoglądać na kolegów. Pozostali pozbywali się resztek makijażu. Ruki palił jednego papierosa za drugim. Nie obchodziły go uwagi innych, że przez ten nałóg w końcu nie będzie mógł nic zaśpiewać. Aoi wydawał się kompletnie znudzony, ale jednocześnie zniecierpliwiony. Co chwilę zerkał na drugiego gitarzystę, który dopiero teraz powoli zabrał się do oczyszczania twarzy ze wszelkich pudrów, cieni czy tuszów do rzęs. Kai gdzieś zniknął – pewnie ich menadżer znów chciał coś ustalić odnośnie następnego występu. Reita odwijając opaskę z twarzy, uważnie obserwował kolegów. Tak jak wszyscy inni widział co się dzieje, ale udawał, iż wszystko jest w porządku. Nikt nie sprzeciwiał się, gdy Aoi oświadczył, że na moment musi ich zostawić. Za chwilę wyszedł też Uruha. Basista zauważył, że jego kolega jest jakby wystraszony i bardzo ociąga się z wyjściem z garderoby. Zaniepokoiło go to, dlatego odczekał chwilę, by później udać się za brązowowłosym. Nigdzie go nie zauważył na korytarzu, ale jakiś hałas rozległ się z pomieszczenia obok. Odpowiedź na pytanie co to było, przyszła bardzo szybko, bo drzwi były niedomknięte i bez problemu dało się usłyszeć podniesiony głos Uruhy.&lt;br /&gt;- Nigdy więcej, rozumiesz?!&lt;br /&gt;Reita ostrożnie podszedł bliżej i przez szparę zobaczył gitarzystów stojących naprzeciwko siebie. Obaj byli wściekli, a brązowowłosy nagle spoliczkował Aoi’ego. Chciał go uderzyć jeszcze raz, ale ten złapał go za nadgarstek i warknął.&lt;br /&gt;- Zrobisz to zawsze, gdy będę chciał!&lt;br /&gt;Dalszy przebieg wydarzeń absolutnie zaskoczył basistę. Widział tylko jak jego koledzy zaczynają się szarpać, ale to tym razem Uruha otrzymał cios w brzuch. Aoi chwycił go brutalnie za włosy i spoliczkował. Raz... Drugi... Po twarzy brązowowłosego spływały łzy, ale nadal z wściekłością spoglądał na czarnowłosego. Reita z osłupieniem patrzył, jak jasnowłosy klęka przed Aoi’m i zaczyna rozpinać jego spodnie. W końcu oprzytomniał i jak najszybciej mógł, uciekł do garderoby. Czuł, że palą go policzki, dlatego nie spoglądając na Rukiego, zebrał swoje rzeczy.&lt;br /&gt;- Ja już idę do hotelu – rzucił tylko w stronę wokalisty i czym prędzej wyszedł, by nie słuchać pytań, „po co?” i „dlaczego?”.&lt;br /&gt;Na korytarzu minął Aoi’ego, który obdarował go przeciągłym spojrzeniem, a potem paskudnym uśmiechem. Jakimś cudem musiał się domyślić, że basista widział wcześniejsze zajście. Reita chciał jak najszybciej uciec i nie wdawać się z nim w rozmowę, ale czarnowłosy zareagował szybciej. Szarpnął go za ramię, przyciągając tym samym bliżej siebie.&lt;br /&gt;- Uważaj – szepnął, a potem w znaczący sposób polizał jego ucho.&lt;br /&gt;Blondwłosy wyrwał się i szybkim krokiem ruszył korytarzem. Byle dalej od Aoi’ego. Nie podobało mu się jego spojrzenie, jego zachowanie, tym bardziej dlatego, że widział co się stało chwilę temu. Gitarzysta mu groził, a on wiedział, że powinien się bać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Z ulgą zamknął drzwi swojego hotelowego pokoju. Przekręcił zamek, aby nikt nie mógł wejść i rzucił się na łóżko. Wiedział, że nie zaśnie. Zbyt wiele myśli krążyło mu po głowie, zbyt wiele obrazów miał przed oczami. Nie podejrzewał o to Aoi’ego. Zawsze wydawało mu się, że jest spokojnym facetem z dużym poczuciem humoru. Tyle razy wygłupiał się z Kaiem, z nim, z Uruhą... Uśmiechnięty, nieco zadziorny. Na scenie zmieniał się w wulkan energii, przed obiektywem był niesamowicie seksowny. Przybierał tyle masek. Tak, masek. Bo prawdziwą jego twarz Reita odkrył najprawdopodobniej dzisiaj. I to go przerażało - przytłaczająca i brutalna rzeczywistość. Z kim jeszcze Aoi postąpił, tak jak z Uruhą? Ruki? Kai? Nie miał pojęcia. Ba, nie chciał nawet wiedzieć. Był jednak pewien, iż powinien faktycznie na niego uważać. Chciał się jak najszybciej uwolnić od ponurych rozmyślań i udał się pod prysznic. Może woda zmyje z niego choć trochę nadmiar emocji, uspokoi go.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zasunął drzwiczki kabiny prysznicowej. Po chwili niewielka łazienka wypełniła się parą, a szum wody zagłuszał wszelkie inne odgłosy. Dopiero, gdy poczuł czyjeś dłonie na swoim ciele, Reita otworzył oczy i z przerażeniem odkrył, że za nim stoi nie kto inny jak Aoi. Nagi.&lt;br /&gt;- Co ty tu robisz?!&lt;br /&gt;- Przecież powiedziałem, żebyś uważał – zamruczał Aoi, błądząc dłońmi po ciele basisty. – Jak widzę, nie bardzo ci to wyszło...&lt;br /&gt;- Spierdalaj!&lt;br /&gt;- Nie będę nigdzie spierdalać. Najpierw dostane to, po co przyszedłem...&lt;br /&gt;Aoi zacisnął boleśnie dłonie na pośladkach gitarzysty i ugryzł go w szyję. Reita nie miał wiele możliwości manewru, gdyż kabina była przeznaczona raczej dla jednej osoby. Zaczęła ogarniać go wściekłość i nieudolnie próbował odepchnąć od siebie gitarzystę, co w ciemnowłosym wywołało tylko szyderczy śmiech. W jego zachowaniu nie było nic z namiętności czy zmysłowości. Czysta brutalność. Reita otrzymał cios w twarz. Nie spodziewał się, że Aoi jest tak silny. Wiedział już dlaczego Uruha nie był w stanie zaprotestować. Nie mógł. Bał się otrzymać kolejny cios. Bo jak będzie wyglądać na scenie z wielkim limem pod okiem? I chyba tu nie chodziło o obrażenia. Z niewiadomych powodów, odniósł wrażenie, iż on mógł go kompletnie zniszczyć, ale na tyle perfidnie, że nikt się nie zorientuje. Bezczelnie wykorzystywał strach i bezsilność swoich „ofiar”. Nie trudno było przecież stwierdzić „Powiedz coś komuś, a cię zniszczę”. Albo liczył też na tą wszechogarniającą obojętność ludzi wokół. Najwyraźniej ta ludzka znieczulica pozwalała mu do osiągnięcie swoich chorych celów.&lt;br /&gt;Gitarzysta bez problemu zmusił go, by uklęknął przed nim.&lt;br /&gt;- Chyba wiesz co masz robić? – zapytał ze złośliwym uśmiechem.&lt;br /&gt;Wiedział. Z narastającą nienawiścią do czarnowłosego, wziął jego męskość w dłoń i poruszył nią raz w górę, raz w dół. Potem coraz szybciej, by wreszcie wziąć go w usta. Mina Aoi’ego wyrażała czystą przyjemność, ale nadal gościł na niej ten sam paskudny uśmiech. Jego oddech zdecydowanie przyspieszył. Nagle chwycił basistę za włosy, zmusił do wstania i odwrócenia się do niego tyłem. Reitę przeszył okropny ból, gdy Aoi wbił się w niego bez żadnego ostrzeżenia czy przygotowania. Czuł narastające upokorzenie, a łzy płynące po jego policzkach mieszały się z wodą. Gitarzysta zaczął się w nim brutalnie poruszać, a z jego gardła wydobywały się pełne zadowolenia westchnienia, które ostatecznie przerodziły się w jęk, wyrażający rozkosz. Gdy czarnowłosy wysunął się z basisty, ten opadł na dno brodzika.&lt;br /&gt;- Zawsze dostaję, to czego chcę... – rzucił tylko Aoi z wyższością i wyszedł, zostawiając Reitę przepełnionego nienawiścią do siebie i tego sukinsyna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;I znów koncerty, sesje zdjęciowe pełne pozornej radości, pozornej sympatii. Tak... Wszystko to tylko i wyłącznie pozory. Bo każdy ma dwie twarze. Bo każdy nosi maskę odpowiednią do danej sytuacji. Same kłamstwa i ułuda. A oni nadal są kim są... Tacy jak zawsze... Ulubieńcy wszystkich... Gwiazdy... The GazettE.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8980565410186456749-3360401212096051336?l=imagination-by-ireth.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/feeds/3360401212096051336/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/04/prawda-o-gazette.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/3360401212096051336'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/3360401212096051336'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/04/prawda-o-gazette.html' title='Prawda o... [the GazettE]'/><author><name>M.M.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/TNg-burpdzI/AAAAAAAAFPM/g9ZOLHlB6sI/S220/ID-DA.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8980565410186456749.post-6412262054767832249</id><published>2009-02-20T07:28:00.000-08:00</published><updated>2009-02-20T07:32:53.527-08:00</updated><title type='text'>Część druga - Napewno nic takiego? [AoixKai; the GazettE]</title><content type='html'>Kolejna część z braku laku. Jak z zwykle, gdy mam coś poważniejszego do zrobienia, zajmuję się dokładnie wszystkim innym.&lt;br /&gt;___________________________________&lt;br /&gt;Kai obudził się już dawno. Jednak wiedział, że mając tak ogromnego kaca, nie będzie w stanie ruszyć się jeszcze przez jakiś czas. Wydawało mu się, że nie wypił tak dużo, a jednak rzeczywistość miała inne zdanie. Jedynym wytłumaczeniem był fakt, że pił za szybko i to praktycznie nic nie jedząc. „Co za ironia...” pomyślał perkusista, nakrywając głowę poduszką i przypominając sobie jego mozolne przygotowywanie jedzenia dla kolegów. Sam nie zdążył nic konkretnego przegryźć, gdyż niechlubny obowiązek bycia kucharzem i kelnerem, zajął mu cały wieczór. Zresztą nawet nie pamiętał za bardzo jak ten wieczór się właściwie skończył i to go z lekka niepokoiło. Uchylił ostrożnie jedną powiekę i zanotował, że jest we własnej sypialni. Nie miał jednak pojęcia jak to się stało, gdyż był pewien, że wychodził z klubu, ale co było dalej rozmazywało mu się kompletnie przed oczami. Gdy wreszcie uzbierał trochę więcej sił, uniósł się ciężko na łokciach i rozejrzał nieprzytomnie po pokoju. Na szafce obok łóżka ze zdziwieniem odkrył całą butelkę wody i środki na ból głowy. Za chwilę dotarły do niech całkiem przyjemne zapachy z kuchni, a zaraz potem rozległy się kroki w mieszkaniu. Do pokoju raźnym krokiem wszedł Aoi, który... miał jeden z jego podkoszulków na sobie.&lt;br /&gt;- Co ty tu robisz? – wyrwało się perkusiście, ale zaraz pożałował tego wybuchu. Kac dał o sobie znać i po chwili Kai przyciskał twarz do poduszki. – Idź sobie... – burknął w odpowiedzi na szturchania gitarzysty.&lt;br /&gt;- Nie zachowuj się jak dziecko panie liderze – zakpił brunet, obserwując jak kumpel zakrywa głowę kocem i odwraca się do niego plecami. – Powiem, że ciekawym widokiem jest, widzieć ciebie na totalnym kacu.&lt;br /&gt;- Nie jestem jakimś okazem w zoo – odpowiedział Kai zduszonym głosem.&lt;br /&gt;- Weź przestań. Po tym co dla ciebie zrobiłem i co zniosłem, powinieneś mnie całować po rękach – Aoi wstał z łóżka, po czym rzucił jeszcze na odchodnym – Jak przestaniesz się dąsać, to chodź do kuchni.&lt;br /&gt;Gdy gitarzysta wreszcie wyszedł, Kai odwrócił się na plecy i zapatrzył w sufit. Co się mogło do cholery wczoraj dziać?! Za nic w świecie nie mógł sobie ułożyć niczego w całość - co robi jego kumpel tu w mieszkaniu i do w dodatku w jego ciuchach? I o czym właściwie mówił? Najrozsądniej byłoby zapytać, jednak teraz nie miał na to ochoty. Zmusił się jedynie do połknięcia tabletek przeciwbólowych i wypicia niemal połowy zawartości butelki z wodą, po czym znów przykrył się szczelnie kocem. &lt;br /&gt;Za pół godziny Aoi znów zjawił się w progu. Westchnął tylko teatralnie i siłą ściągnął z kumpla przykrycie. Chciał go jeszcze zrzucić z łóżka, ale oberwał tylko poduszką i musiał zaniechać tego zamiaru. Jednak jakiś efekt osiągnął, gdyż Kai wreszcie wstał i nieprzytomnie poczłapał za nim do kuchni. Gitarzysta mimo wszystkich humorów kumpla, przyrządził mu mocną kawę.&lt;br /&gt;- Rozumiem, że nic kompletnie nie pamiętasz, co? – zapytał stawiając kubek wypełniony zbawczym kofeinowym płynem przed perkusistą.&lt;br /&gt;- Kojarzę moment, jak wychodziłem stamtąd, a potem już nic. Tylko jakieś przebłyski – westchnął Kai ciężko i upił łyk kawy, rozkoszując się przez chwilę jej smakiem. Stwierdził z pełnym przekonaniem, że Aoi przyrządza ją lepiej niż on.&lt;br /&gt;- Chciałeś trafić do domu, jak mniemam, ale się przypadkiem spotkaliśmy w tym parku niedaleko. Wrzuciłeś mnie i siebie do fontanny – brunet roześmiał się na samo wspomnienie. – A potem narobiłeś mi wstydu, wydzierając się na ulicy. Jesteś gorszy, niż Uruha.&lt;br /&gt;- Coś jeszcze? – mruknął zrezygnowanym głosem Kai, jednocześnie modląc się, by jego kumpel zaprzeczył. Wiadomo bowiem, że ludzie pijani są często zbyt szczerzy i zachowują się czasem dość spontanicznie&lt;br /&gt;- Pomyślmy... – gitarzysta zawiesił głos. Przez moment zastanawiał się, czy wspomnieć o tym pocałunku, ale widząc zmarnowanego lidera, wpatrującego się w niego z nadzieję w oczach, zdecydował, że na razie pozostawi to w tajemnicy. – Na szczęście nie – powiedział ze śmiechem.&lt;br /&gt;Perkusista westchnął z ulgą. Najbardziej obawiał się, że palnął coś, co mogłoby popsuć ich znajomość i powstałyby jakieś niesnaski w zespole. I akurat ta myśl, przypomniała mu o popołudniowej próbie. Ku zaskoczeniu Aoi’ego poderwał się gwałtownie na nogi i zerknął na zegarek. Z przerażeniem zanotował, że jeżeli teraz nie wyjdą z domu, to spóźnią się, a przecież liderowi nie wypada. Gitarzysta najwyraźniej zrozumiał, o co chodzi kumplowi i dlatego pociągnął go za ramię, zmuszając by ponownie usiadł. Przez chwilę ważył słowa, ale w końcu odezwał się, przybierając jak najbardziej przymilny wyraz twarzy.&lt;br /&gt;- Wybacz, ale odwołałem próbę...&lt;br /&gt;- Co?! – Kai wrzasnął, ale zaraz tego pożałował, gdyż kac dawał się we znaki. Perkusista spuścił głowę znów wzdychając ciężko i powiedział już spokojniej. – Nie mogłeś...&lt;br /&gt;- Mogłem – brunet pieszczotliwie zmierzył włosy kumpla. – Domyślałem się w jakim będziesz stanie. Sądząc po krótkiej rozmowie z Uru, to on i Reita na bank by nie przyszli... Zresztą, chyba im w czymś przerwałem – Aoi zaniósł się śmiechem na wspomnienie krótkiej telefonicznej rozmowy. Miał wrażenie, że gitarzysta wcześniej gdzieś biegł, ale za chwilę w słuchawce dało się usłyszeć marudzenie Reity, dlatego życzył im obu dobrej zabawy i rozłączył się jak najszybciej. Kai bardzo szybko zorientował się o czym mówi kumpel, ale by zamaskować lekkie zmieszanie, zajął się umyciem kubka po kawie, czując się nadal obserwowanym. &lt;br /&gt;- Wracasz do siebie? – zapytał niby od niechcenia, jednocześnie podświadomi chcąc, by Aoi zaprzeczył.&lt;br /&gt;- Powinienem – brunet przeciągnął się na krześle. – Wypadałoby zmienić ubranie i się ogarnąć. Ach, no i wybacz, że tak perfidnie skorzystałem z twojej łazienki i wziąłem to ubranie – gitarzysta uśmiechnął się przepraszająco, po czym bezceremonialnie ściągnął koszulkę i rzucił ją w stronę kumpla. – Idę się ubrać.&lt;br /&gt;Kai jeszcze przez chwilę siedział pogrążony w lekkim szoku. Właściwie to podziwiał się za to, że nie powiedział Aoi’emu wszystkiego w tym momencie, gdyż ten dość niecodzienny widok – gitarzysta paradujący w samych bokserkach po jego mieszkaniu, jeszcze kiedyś był tylko w ... „Nie, nie, nie!” perkusista potrząsnął energicznie głową. Już kiedyś go przenocował, po którejś z kolei imprezie i to on serwował jemu tabletki na ból głowy. Teraz to rewanż ze strony Aoi’ego? Najwyraźniej, jednak teraz jego uczucia względem gitarzysta trochę się zmieniły – właściwie to chyba nawet od tego jednego razu. Co prawda do niczego pomiędzy nimi nie doszło, ale wtedy też zaczął postrzegać kumpla z zespołu trochę inaczej. Początkowo wszystkiemu zaprzeczał, ale Uruha i Reita jasno dali mu do zrozumienia, iż widzą i wiedzą wszystko. „Punkt dla nich” – pomyślał Kai, krzywiąc się nieznacznie. Był pewien, że kumple kiedyś wykorzystają tę wiedzę, jako swoistą kartę przetargową. Jego ponure rozmyślania przerwał Aoi, już kompletnie ubrany, który zakomunikował, że już nie będzie mu zawracał głowy i wychodzi. Nawet nie zdążył czegokolwiek powiedzieć, gdy usłyszał trzask drzwi wejściowych i został sam. Ku jego zaskoczeniu za jakieś dziesięć minut rozległ się dzwonek, a Kai niemal pobiegł otworzyć. jednak jego uśmiech gwałtownie przygasł, gdy na progu zobaczył Ruki’ego.&lt;br /&gt;- Rozumiem, że mam sobie iść? – burknął wokalista, widząc minę kumpla.&lt;br /&gt;- Wejdź – lider przepuścił go w drzwiach, zaprosił do kuchni i zaczął przygotowywać kawę.&lt;br /&gt;- Przepraszam, że nie jestem Aoi’m – sarknął Ruki, obserwując perkusistę, niemrawo krzątającego się po kuchni. – To zaczyna być irytujące drogi liderze...&lt;br /&gt;- Nie rozumiem – Kai odwrócił się, kompletnie zaskoczony. Nie miał pojęcia o czym właściwie jest mowa.&lt;br /&gt;- Powiedz mu wreszcie. Wszyscy to widzą, oprócz tego idioty, do którego wzdychasz – Ruki wyciągnął nogi na stół. – Jak sam tego nie zrobisz, jestem niemal pewien, że Uruha i Reita się tym zajmą, a pewnie tego nie chcesz.&lt;br /&gt;Lider nic nie opowiedział, gdyż zdawał sobie sprawę, że wokalista ma racje. Ruki jest jaki jest, ma swoje humory, a współpraca z nim czasem nie należy do najłatwiejszych, ale jeżeli chodzi o bycie dobrym kumplem, to sprawdzał się idealnie. Choć jego teksty piosenek zawierały mnóstwo przenośni, tak przy przypadku męskiej rozmowy pomiędzy nimi, mówił prosto z mostu, co o tym wszystkim sądzi. Tak jak teraz, wpatrując się uparcie w kumple, oczekując odpowiedzi.&lt;br /&gt;- To nie takie proste – westchnął w końcu Kai. – Co ty byś zrobił?&lt;br /&gt;- Ruki, zwlekałby z tym do usranej śmierci, tak jak ty – rozległ się głos od strony drzwi, w który stał uśmiechnięty Uruha. – Nie pytaj, dlaczego weszliśmy z Rei’m bez pytania – mężczyźni szybko rozgościli się w kuchni, przygotowując sobie kawę i jakieś kanapki. Gdy wreszcie usiedli przy stole, Uru znów wbił wzrok w perkusistę. – To jak? Powiesz mu, czy nie?&lt;br /&gt;- Jesteś upierdliwy – burknął Kai, zmuszając wreszcie Ruki’ego, by ten zdjął wreszcie nogi ze stołu.&lt;br /&gt;- Jest dobrym kumplem, który chce ci pomóc – do rozmowy wtrącił się tez Reita. – Wszyscy chcemy pomoc naszemu liderowi w jego sprawach sercowych.&lt;br /&gt;- A co wy pomożecie? – perkusista usiadł zrezygnowany, czując się tak, jakby kac znów się wzmacniał. – To nie...&lt;br /&gt;- To ma sens, tylko trzeba tamtego ciemniaka uświadomić – przerwał niecierpliwie gitarzysta. – A my się już o to postaramy, prawda chłopaki?&lt;br /&gt;Uśmiechy całej trójki nie wróżyły niczego dobrego.&lt;br /&gt;____________________&lt;br /&gt;CDN.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8980565410186456749-6412262054767832249?l=imagination-by-ireth.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/feeds/6412262054767832249/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/02/czesc-druga-napewno-nic-takiego-aoixkai.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/6412262054767832249'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/6412262054767832249'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/02/czesc-druga-napewno-nic-takiego-aoixkai.html' title='Część druga - Napewno nic takiego? [AoixKai; the GazettE]'/><author><name>M.M.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/TNg-burpdzI/AAAAAAAAFPM/g9ZOLHlB6sI/S220/ID-DA.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8980565410186456749.post-7157809926206771226</id><published>2009-02-03T09:25:00.000-08:00</published><updated>2009-02-04T11:41:16.878-08:00</updated><title type='text'>Część pierwsza - Na pewno nic takiego? [Aoi x Kai; the GazettE]</title><content type='html'>Pisane w dużej mierze dla Moni, która podała mi pomysły, gdyż chciała, abym zmieniła pairing ^^' Cóż, zobaczymy co z tego wyjdzie ;]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moniś, wiesz, że to dla Ciebie ^-^&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;_________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biegł korytarzem ile tylko miał sił w nogach. Był spóźniony i to ponad pół godziny. Ale to nie była jego wina, że zaspał. Gdy wreszcie dopadł do drzwi studia i otworzył je na oścież, przywitały go wrogie spojrzenia kolegów. Zaskoczyło go to, gdyż wcześniej takie sytuacje nie miały miejsca. Nikt się z nim nie przywitał, jedynie lider podszedł do niego i ze śmiertelnie poważną miną oznajmił.&lt;br /&gt;   - Mamy tego dość. Wylatujesz z zespołu. Od dziś gra z nami Miyavi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aoi poderwał się gwałtownie. Po chwili zorientował się, że nadal jest w swoim pokoju i w swoim łóżku. Opadł znów na poduszki, wzdychając z ulgą. Uśmiechnął się nawet lekko, gdy dotarła do niego świadomość, że ten sen był absurdalny. On nigdy się nie spóźniał, nawet przychodził jako pierwszy, jeżeli Kai’a ktoś zatrzymał po drodze. To Uruha zawsze zjawiał się dziesięć minut po czasie. Najwyraźniej młodszy gitarzysta nie znał pojęcia punktualności.&lt;br /&gt;Brunet zwlókł się z łóżka i poczłapał do kuchni, by zrobić sobie mocnej kawy. Miał jeszcze trochę czasu do próby, dlatego nie spieszył się zbytnio. Stosunkowo dobry nastrój prysł, gdy zobaczył zawartość lodówki, a raczej pustkę w niej panującą. Najwyraźniej będzie musiał obejść się bez śniadania i przeżyć o kawie. Jego żołądek miał inne zdanie i dawał głośno o tym znać, jednak gitarzysta zignorował donośnie burczenie i udał się do łazienki, by nieco się ogarnąć.&lt;br /&gt;Akurat wyszedł spod prysznica, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Nie miał pojęcia kogo niesie o tak wczesnej porze, jednak owinąwszy się ręcznikiem wokół bioder, poszedł otworzyć. Na progu stał Kai uśmiechając się do niego rozbrajająco.&lt;br /&gt;- Cześć! Mogę wejść? No chyba, że chcesz, by sąsiedzi zobaczyli cię w negliżu – powiedział perkusista, lustrując wzrokiem kumpla.&lt;br /&gt;- Co ty robisz u mnie tak wcześnie? – zapytał Aoi, przepuszczając lidera w drzwiach i gestem zapraszając do salonu.&lt;br /&gt;- Miałem po drodze, to pomyślałem, że zabierzemy się razem na próbę.&lt;br /&gt;- Trzeba było pojechać po Uruhę, przynamniej raz by się nie spóźnił – mruknął gitarzysta, idąc do sypialni. – Czekaj, tylko się ubiorę i idziemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kai odprowadził wzrokiem sylwetkę Aoi’ego i jeszcze przez chwilę wpatrywał się w lekko uchylone drzwi sypialni. Dość łatwo przyszło mu to drobne kłamstwo i był w sumie zaskoczony, że tamten się nie zorientował. W gruncie rzeczy obaj mieszkali w kompletnie różnych i oddalonych od siebie dzielnicach i perkusiście na pewno nie było po drodze. Wynik tego małego podstępu, przeszedł jego oczekiwania. Nie dość, że brunet nie zorientował się, to jeszcze miał okazję go poobserwować rano, w dodatku niekompletnie ubranego. Od jakiegoś czasu zaczął bawić się w te podchody, a to z powodu tego, że dopiero niedawno uzmysłowił sobie, co czuje do starszego kumpla z zespołu. Początkowo odrzucał to od siebie, uważając za jakieś dziwne, nienormalne i kompletnie bezsensowne. Jednak cóż... Coś w nim zwyciężyło, jednak postanowił zostawić to tylko i wyłącznie dla siebie, nie informując o tym samego zainteresowanego. Co go podkusiło, żeby spróbować się zbliżyć? Sam nie wiedział, ale wedle zasady „kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa”, zaczął działać.&lt;br /&gt;Gdy tylko Aoi wrócił, ubrany jak zwykle luzacko, ale zachowując odrobinę elegancji, uśmiechnął się do niego lekko i wspólnie udali się na parking. Sama droga do studia upłynęła im w całkowitej ciszy, na szczęśnie nie była ona niezręczna. Gdy dojechali na parking, zostało im blisko piętnaście minut do rozpoczęcia próby, dlatego z ogromnym zdziwieniem zobaczyli samochód Uruhy. Kai miał już złe przeczucia. Podświadomość kazała mu nie wchodzić do budynku, a przynamniej do studia. Najwyraźniej jego obaw nie podzielał Aoi, raźnym krokiem kierując się do wejścia. Lider chcąc nie chcą podążył za nim, by w razie czego móc go zatrzymać. Gdy tylko spotykali kolegów z innych zespołów, ich zdziwienie jeszcze bardziej rosło, gdyż informowali ich, że faktycznie Uruha już przyjechał, a co najdziwniejsze pojawił się też Reita. Zazwyczaj ta dwójka zjawiała się ostatnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;U Aoi’ego nie wzbudził ten fakt żadnych podejrzeń. Stwierdził, że wreszcie jego koledzy nauczą się odpowiedzialności i nikt nie będzie już zmuszony wysłuchiwać marudzenia Kai’a na ten temat. Pracowali teraz nad nowymi piosenkami, potrzebowali skupienia, by doprowadzić je do zadowalającej postaci, a tu takich dwóch notorycznie się spóźnia. I to denerwowało nie tylko lidera, ale także jego i Ruki’ego. Zgadzali się w jednej kwestii – gdyby próby odbywały się później, Uru i Reita nie spóźnialiby się, a oni mogliby się wyspać. Kai’a to jednak nie ruszało. Mimo to Aoi nadal bardzo lubił ich lidera, który gdy nie goniły ich terminy był świetnym, roześmianym kumplem i doskonale bawił się w jego towarzystwie.&lt;br /&gt;Dziś zaskoczyła go poranna wizyta perkusisty. Nie wierzył mu, że miał po drodze i specjalnie wstąpił do niego. Nie to, że mu to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, cieszył się, że choć raz nie będzie musiał jechać sam. Lecz nie był to koniec dziwnych zachować Kai’a, który teraz wręcz z ociąganiem szedł za nim do studia. Aoi zamarł z ręką na klamce i odwrócił głowę w stronę lidera.&lt;br /&gt;- Mam wrażenie, że nie chcesz byśmy tam wchodzili – stwierdził po prostu, ale nie otrzymawszy odpowiedzi otworzył drzwi.&lt;br /&gt;Teraz i jemu coś nie pasowało, nie potrafił jednak dokładnie sprecyzować co, a Kai zerkał mu z zaciekawieniem przez ramię. Wreszcie obaj przekroczyli próg. Jednak gitarzysta gwałtownie się cofnął, przypadkiem nadeptując liderowi na stopę. Ten już chciał coś powiedzieć, ale Aoi zasłonił mu dłonią usta. Brunet gestem kazał być mu cicho, zastanawiając się czy mu się nie przesłyszało. Wszystko stało się jasne, gdy rozległ się czyjś okrzyk zza kuchennych drzwi. Kai i Aoi spojrzeli zaskoczeni na siebie, nie dziwiąc się rumieńcowi na twarzy każdego z nich. Zaczęli się stopniowo wycofywać, udając, że nie słyszą odgłosów świadczących tylko o jednym. Gdy wreszcie zamknęli drzwi i oparli się o nie plecami, mogli odetchnąć. Gitarzysta zaczął się zastanawiać, jak i kiedy to się w ogóle zaczęło. Miał wrażenie, że coś przeoczył. Najwyraźniej Kai dobrze odczytał wyraz jego twarzy, gdyż powiedział:&lt;br /&gt;- Sądzę, że gdzieś od miesiąca.&lt;br /&gt;- Skąd... – Aoi nie dokończył, gdyż Kai roześmiał się serdecznie i poklepał go po ramieniu.&lt;br /&gt;- Jestem liderem, to muszę wiedzieć co się dzieje w zespole. Chodźmy do bufetu na kawę...&lt;br /&gt;Gitarzysta uśmiechnął się. No tak, jego kumpel potrafił rozszyfrowywać ludzi, a jako lider zespołu, musiał wiedzieć o wzajemnych stosunkach między nimi, by zażegnać ewentualne konflikty. Teraz jednak sytuacja była inna i wyjaśniło się też, dlaczego ich koledzy spóźniali się notorycznie na próby. Aoi musiał przyznać, że nieźle się maskowali. Teraz jednak nie bardzo wiedział, jak się do nich odnosić. Miał nadzieję, że jego odczucia są zrozumiałe, a on sam będzie zachowywał się wobec nich tak jak zawsze, nie dając po sobie poznać, że cośkolwiek wie. Zerknął na Kai’a, który od momentu gdy przyszli do bufetu i usiedli z gorącą kawą przy stoliku, nie odezwał się ani razu. Sprawiał wrażenie nadzwyczaj zamyślonego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kai powoli obracał w dłoniach kubek, wpatrując się w jego zawartość. Oczywiście wiedział o wszystkim. I to nawet nie dzięki własnym domysłom, co dzięki Uru. Trafił na gitarzystę w jednym z barów. Tamten już był mocno wstawiony i sam zaczął opowiadać o swoim życiu uczuciowym. Co prawda był to dość nieskładny monolog, ale ogólny sens dało się wyłapać – Uruha zainteresował się Reitą, jednak oczywiście tamten go nie dostrzegał i tu zaczynały się problemy. Lider nie bardzo wiedział co mu doradzić. Co najzabawniejsze sam był już wtedy w identycznej sytuacji. Różniło ich tylko to, że ich basista także ostatnio poświęcał Uru dużo uwagi. Kai doradził wtedy gitarzyście, by zaryzykował i powiedział prawdę.&lt;br /&gt;Nie pamiętał ile czasu od tej rozmowy minęło, ale najwyraźniej tamci się dogadali i to bardzo dobrze, sądząc po dzisiejszym niefortunnym zdarzeniu. A Kai nadal nic nie wydusił z siebie, stwierdzając, że to i tak bezsensu. Wolał skupić się dalej na pracy, co tak czy tak wiązało się z przebywaniem z Aoi’m.&lt;br /&gt;Gdy podniósł wreszcie głowę, napotkał pytające i lekko zmartwione spojrzenie gitarzysty. By zatuszować zmieszanie, uśmiechnął się, jednak miał wrażenie, że zdobył się jedynie na grymas, który miał przypominać uśmiech. Z niezręcznej sytuacji wybrnął tylko dzięki Uru i Reicie, którzy właśnie pojawili się w bufecie. Aoi nagle stwierdził, że musi iść do toalety, a lider został sam na sam z kumplami. Nie widział sensu w ukrywaniu, ze już wie.&lt;br /&gt;- Na przyszłość chłopaki, nie w kuchni, ale w mieszkaniu któregoś z was – powiedział swobodnie.&lt;br /&gt;- Nie rozumiem – zdziwił się gitarzysta, siadając wygodnie na krześle.&lt;br /&gt;- Nie dziwie się, że nie słyszeliście – roześmiał się Kai, obserwując jak Reita ostrożnie zajmuje miejsce i próbuje ukryć, że krzywi się lekko z bólu. – Kuchnia w naszym studiu nie jest najlepszym miejscem. Cieszcie się, ze Aoi usłyszał was dość wcześnie i nie wpadliśmy na was.&lt;br /&gt;Najwyraźniej dopiero teraz do chłopaków dotarło, co sugeruje im perkusista. Sprawiali wrażenie, że chcąc zapaść się pod ziemię, albo udawać, że to wszystko nie jest prawdą. Jednak widząc coraz większe rozbawienie Kai’a, stwierdzili, że to i tak nie ma sensu. By wybrnąć obronną ręką z tej sytuacji, zasugerowali rozpoczęcie próby.&lt;br /&gt;Gdy wychodzili z bufetu natknęli się na Ruki’ego, który z miejsca zaczął marudzić, że szukał ich po całym budynku. By nie wysłuchiwać wokalisty, Kai rzucił, iż idzie po Aoi’ego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brunet opierał się o ziemne kafelki w łazience i odpalał drugiego papierosa. Zachował się dość głupio uciekając, ale nie zniósłby niezręcznej atmosfery. Chciał się zastanowić w spokoju, jak to wszystko rozegrać. Poza tym zainteresowało go też nietypowe zachowanie Kai’a.&lt;br /&gt;Jak na zawołanie drzwi łazienki otworzyły się, a na progu pojawił się lider. Przez chwilę obaj mierzyli się wzrokiem.&lt;br /&gt;- Zaczynamy próbę – powiedział Kai, ale zamiast udać się do studia, wszedł do środka i zamknął drzwi.&lt;br /&gt;- Zaraz przyjdę – mruknął Aoi, zaciągając się mocno papierosowym dymem.&lt;br /&gt;- Wyluzuj – perkusista podszedł bliżej i odebrał brunetowi papierosa, po czym zagasił go pod strumieniem wody i wyrzucił do kosza. Aoi miał wrażenie, że widział lekki rumieniec u przyjaciela, gdy dotknął jego dłoni. Zaczął nabierać przez to coraz większych podejrzeń. Chcąc się upewnić, chwycił  jego nadgarstek. Na początku został obdarzony oburzonym spojrzeniem, które za chwilę zmieniło się, jednak tym razem nie odczytał co oznaczało. Miał przy tym wrażenie, że nagle w łazience zrobiło się gorąco, a odległość pomiędzy nimi jakby zaczęła się zmniejszać. Gitarzysta kompletnie nie wiedział co się dzieje, ale z drugiej strony miał przeczucia, co za chwilę się może wydarzyć. Co zaskakujące, nie bronił się, tylko czekał na rozwój wypadków, a Kai był już zdecydowanie za blisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kai wiedział, że pewnie będzie tego żałował. Chciał tego już od dawna, tylko nie nadarzyła się okazja, by postawić wszystko na szali. Przestanie przynamniej żyć w tej irytującej niepewności. Miał cichą nadzieję, że brak sprzeciwu u Aoi’ego jest oznaką, że nie wszystko stracone. Jeszcze tylko chwila, kilka centymetrów...&lt;br /&gt;Ktoś szarpnął za klamkę od drzwi, co spowodowało, że obaj odskoczyli od siebie. Ku ich zdziwieniu drzwi się nie otworzyły, a jegomość po drugiej stornie bezowocnie usiłował wejść do środka. Aoi podszedł i również szarpnął za klamkę. Zarówno on, jak i ktoś za drzwiami stwierdzili jedno – drzwi zatrzasnęły się.&lt;br /&gt;- Ktoś tam jest? – usłyszeli znajomy, przytłumiony głos.&lt;br /&gt;- Reita, otwórz te drzwi! – krzyknął gitarzysta, na co jego kumpel za drzwiami zareagował donośnym śmiechem. – Przestań debilu rechotać i zrób coś, by otworzyć te cholerne drzwi!!&lt;br /&gt;Odpowiedział mu kolejny wybuch radości u basisty, który za chwilę ucichł. Kai nie patrzył na wściekającego się Aoi’ego, tylko zapalił papierosa. Zaryzykował i za chwilę będzie musiał ponieść tego konsekwencje. Jednak brunet zdawał się niczym nie przejmować, jakby wcześniejsza sytuacja nie miała miejsca. Albo dobrze udawał, że go to nie obchodzi. Wkrótce drzwi do łazienki zostały otworzone, a pierwszą osobą jaka ich przywitała, był absolutnie rozradowany Reita. Objął on ramieniem Kai’a i szepnął złośliwie.&lt;br /&gt;- Myślę, że odpowiedniejszym miejscem byłoby mieszkanie któregoś z was...&lt;br /&gt;Najwyraźniej basista nie pomyślał, zanim rzucił tę uwagę. Zaowocowało to większą niż zwykle harówką podczas próby, a lider miał zastrzeżenia przede wszystkim do niego. Aoi i Uruha jak zwykle musieli się o coś pokłócić, ale równie szybko się pogodzili, natomiast Ruki całkowicie się wyłączył i siedział jedynie nad zapisaną gęsto kartką. Tak wyglądała jedna z prób, kiedy wszyscy byli bez humorów. Raz pracowali szybko sprawnie, żartując i dyskutując przy tym, a innym razem męczyli się przez kilka godzin nad jedną piosenką. Dziś im zdecydowanie nie szło, dlatego Kai skończył wcześniej tę męczarnię i wysłał wszystkich do domów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aoi już miał zamiar wyjść, gdy zderzył się z kimś w drzwiach. Byłby wylądował na ziemi, gdyby nie przybysz, który go podtrzymał. Gdy podniósł wzrok, napotkał rozweselone spojrzenie Miyavi’ego. Bardzo szybko wyswobodził się z jego uścisku, myśląc sobie w duchu, że znów mu będzie ciężko przyzwyczaić się do jego nowego wyglądu, a dokładniej do braku charakterystycznego kolczyka w wardze.&lt;br /&gt;- Cześć! – Kai najwyraźniej ucieszył się z przybycia wokalisty. – Coś się stało?&lt;br /&gt;- Mam romans do ciebie – rzucił Meev, rozglądając się po studiu. – Nadajesz się do tego, lubisz to, więc sam rozumiesz – młody wokalista mrugnął do niego, a za chwilę dorwał się do akustyka Aoi’ego. – Nienastrojona...&lt;br /&gt;- Właściwie to nie rozumiem – odpowiedział perkusista z zainteresowaniem obserwując Aoi’ego, który cicho wymykał się na korytarz, o dziwo nie besztając Miyavi’ego za panoszenie się w ich studiu.&lt;br /&gt;- Kai-chan, zapomniałeś! – wysoki chłopak oburzył się teatralnie, ale widząc zaskoczenie na twarzy kumpla, wreszcie przeszedł do sedna sprawy. – Bo organizuję imprezę, o której ty zapomniałeś. Przychodzą wszyscy znajomi z wytwórni i ty pomożesz robić coś do żarcia, bo się na tym znasz i to lubisz. A teraz lecę. Bądź jutro przed południem tam, gdzie to wszystko ma się odbyć.&lt;br /&gt;Po tych słowach Meev wyszedł ze studia pogwizdując sobie coś pod nosem. Kai jeszcze przez kilka chwil nie mógł pozbierać myśli, ale gdy wreszcie to się udało, przypomniał sobie, że faktycznie miała być impreza, na której zjawią się zapewne wszyscy członkowie zespołów wchodzących w skład wytwórni PSC. I on ma pomóc przygotować jedzenie. Wiedział, że to nie będzie pomoc, a odwalenie niemal całej roboty. Westchnął ciężko i zbeształ się, że brakuje mu asertywności.&lt;br /&gt;Gdy znalazł się wreszcie na parkingu, ze zdziwieniem zauważył, że Aoi stoi przy jego samochodzie. Gdy tylko podszedł bliżej, gitarzysta natychmiast się rozchmurzył i uwiesił mu się na ramieniu, przyjmując jedną z jak najsłodszych min.&lt;br /&gt;- Podwieziesz mnie, prawda?&lt;br /&gt;Lider po krótkim namyśle zgodził się. W końcu to on przywiózł gitarzystę, to teraz powinien także go odstawić do domu. Tamten wydawał się być bardzo zadowolony z tego powodu. Ogólnie sprawiał wrażenie, że jego niezbyt dobry humor z rana gdzieś się ulotnił i teraz gadał o wszystkim, co mu ślina na język przyniosła.&lt;br /&gt;- Co chciał Meev? – zapytał nagle, niechcący strząsając popiół z papierosa na czyściutką tapicerkę samochodu.&lt;br /&gt;- Będziesz to czyścił – burknął Kai, obserwując jak Aoi chce wyczyścić materiał, co zaowocowało jednak jeszcze większym jego zabrudzeniem.&lt;br /&gt;- Przepraszam – brunet uśmiechnął się rozbrajająco. – No więc, co chciał?&lt;br /&gt;- Zostałem mianowany kucharzem na zbliżającej się imprezie – westchnął perkusista z rezygnacją, skręcając w uliczkę, przy której stał wieżowiec, gdzie mieszkał jego przyjaciel.&lt;br /&gt;- Bo się na tym znasz. Wiesz, zaoszczędzimy na kucharzu – zażartował gitarzysta w odpowiedzi, a gdy zaparkowali zgrabnie wysiadł z samochodu i pożegnawszy się, lekkim krokiem ruszył w do klatki schodowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim dotarł do drzwi, a później zamknął je za sobą, ciągle czuł na sobie spojrzenie Kai’a. Miał trochę wyrzuty sumienia, że w pewnym sensie zbył go. Gdy rozmawiali, wyraźnie dało się wyczuć pobrzmiewającą prośbę w głosie lidera. Było jasne, że chłopak sam nie poradzi sobie ze wszystkim. A nawet jeśli, to padnie ze zmęczenia. Rozważywszy wszystkie za i przeciw, opracował wedle jego mniemania, genialny plan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te kilka dni do imprezy minęło pod znakiem ciężkiej pracy w studio. Gdy wstawał w sobotę rano czuł się jednak pełen energii. Nucąc sobie bliżej nieokreśloną melodię, wziął prysznic, doprowadził się do ładu, po czym wrócił do sypialni. Pierwszą rzeczą jaką zrobił, było wyrzucenie zawartości szafy na łóżko. Zadecydowanie, co dziś założy, okazało się być stosunkowo trudnym zadaniem. Gdy wreszcie ubrał się, mógł zadzwonić po taksówkę, aby udać się do mieszkania Kai’a. Miał nadzieję, że go zastanie, ale zważając na dość wczesną porę, było to całkiem prawdopodobne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapłaciwszy taksówkarzowi należność za kurs, niemal wbiegł na drugie piętro i mocno przycisnął dzwonek do drzwi mieszkania Kai’a. Perkusista otworzył nadzwyczaj szybko, ale miny nie miał specjalnie wesołej. Przepuścił go jednak w drzwiach, lecz za chwilę wrócił do gorączkowego pakowania się.&lt;br /&gt;- Co ty tu robisz? Myślałem, że będziesz spać do południa i spotkamy się dopiero na imprezie – rzucił lider w między czasie, ściągając podkoszulek i rozglądając się za czymś na zmianę.&lt;br /&gt;- Pomyślałem, że przyda ci się pomoc – odpowiedział Aoi, siedząc wygodnie na kanapie i śledząc wzrokiem zabieganego przyjaciela. – Nie, to nie pasuje do tego... – jęknął za chwilę, gdy widział jak Kai przegląda się w dużym lustrze w przedpokoju. – Chodź!&lt;br /&gt;Perkusista z lekkim zdziwieniem, ale bez cienia protestu, dał się zaciągnąć do sypialni i posadzić na łóżku. Za to Aoi bezceremonialnie otworzył szafę i zaczął przeglądać zgromadzoną garderobę, mrucząc coś pod nosem. W końcu wybrał odpowiednią jego zdaniem koszulę i spodnie i wręczył kumplowi z wielkim uśmiechem na twarzy i krótkim poleceniem „przebierz się!”. Przez chwilę nie bardzo wiedział, dlaczego Kai nadal siedzi na łóżku i sprawia wrażenie skonsternowanego.&lt;br /&gt;- No co? – zdziwił się gitarzysta, po czym dodał z podejrzanym uśmieszkiem. – Mam ci pomóc?&lt;br /&gt;- Spadaj – warknął Kai i uraczył przyjaciela niezbyt przyjemnym kopniakiem. Co prawda nie był on bolesny i raczej sprawił, iż Aoi wybuchł śmiechem, jednak nadal nie miał zamiaru opuścić pokoju. Perkusista by nie wywołać u kolegi jeszcze większego rozbawienia czy też by nie znosić docinków z jego strony, sprawnie zmienił ciuchy, po czym udał się znów przed lustro. Stwierdził,  że faktycznie ubrania były dobrane bardzo dobrze. Po chwili tuz obok niego znalazł się Aoi, aby poprawić mu kołnierz od koszuli.&lt;br /&gt;- Przestań – Kai odtrącił ze śmiechem dłonie Aoi’ego. – Chodź, pomóż mi to wszystko pozbierać.&lt;br /&gt;Za jakieś pół godziny byli już na miejscu. Wybrano niewielką kawiarnię, która na potrzeby imprezy została lekko przerobiona. Poprzestawiano stoliki, uprzątnięto bar z niepotrzebnych rzeczy, a jacyś ludzie rozstawiali sprzęt muzyczny i ogromne kolumny. Po chwili u ich boku zjawił się mężczyzna, którego imienia nawet nie próbowali zapamiętać, gdyż potok słów, jakim zostali zbombardowani, skutecznie to uniemożliwił. Gdy wreszcie uwolnili się od natręta, udali się do kuchni. Kai z zadowoleniem stwierdził, że jest tu wszystko czego mu potrzeba, a nawet więcej. Bardzo szybko powyciągał najróżniejsze przedmioty i składniki do przygotowania potraw. Dopiero po chwili poczuł na sobie spojrzenie Aoi’ego. Gitarzysta najwyraźniej nie wiedział, co powinien ze sobą zrobić. Lider przez chwilę pomyślał, co w czym ewentualnie kumpel może go wyręczyć, a jednocześnie niczego nie zepsuć. Owszem, darzył bruneta dużą sympatią, ale zdecydowanie wątpił w jego zdolności kulinarne. W końcu wręczył mu fartuch i poprosił o pokrojenie warzyw. Ku jego zaskoczeniu Aoi radził sobie całkiem nieźle i to nie tylko z tym zadaniem. Jedyną rzeczą, która doprowadzała Kai’a do szału, było podjadanie absolutnie wszystkiego przez gitarzystę. Nieraz bił go po rękach, gdy ten chciał czegoś spróbować oraz starał się za wszelka cenę uniknąć bitwy na jedzenie. Jednak Aoi tylko śmiał się do rozpuku i nie przestawał przeszkadzać perkusiście. Całe szczęście uwinęli się ze wszystkim na czas i gdy przyszli chłopaki z alice nine. i SuG, głośno zaznaczając swoją obecność, wszystko było już wystawione na stoliki. Ze wszystkich najbardziej efektowne wejście na imprezę miał Miyavi, chociaż nikt ze zgromadzonych nie był pewien na kim to miało wywrzeć wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zwykle imprezy w tak różnorodny gronie, obfitowały w bardziej lub mniej ciekawe wydarzenia. Czasami groziła drobna kłótnia, ale zazwyczaj koledzy rozdzielali przyjaciół. Alkohol robił też swoje, więc ktoś musiał zasnąć na kanapie. Reita i Uruha znikli gdzieś na pewien czas, a gdy wrócili, Kai natychmiast dostrzegł, że mają wymięte ubrania. W sumie nie zdziwiło go zbytnio i cieszył się w duchu, że jakoś nikt nie zwrócił na to uwagi. W sumie lider Gazette myślał, że jego zadanie skończy się na przygotowaniu jedzenia, ale dziwnym trafem zaczął robić także za kelnera. Nie wiedział czy to był jakiś nawyk, czy zwyczajne dobroć serca, ale zaczynał już odczuwać znużenie.&lt;br /&gt;W końcu znalazł chwilę, by usiąść w kuchni na stoliku i wypić na szybko jednego drinka. Nagle poczuł, że jest obserwowany. Gdy odwrócił głowę zauważył w drzwiach Aoi’ego, opierającego się o framugę drzwi.&lt;br /&gt;- Zmęczony? – zagadał z uśmiechem, po czym przysiadł się do kumpla.&lt;br /&gt;- Pytanie retoryczne – odpowiedział Kai szykując sobie kolejnego drinka.&lt;br /&gt;- Zwolnij – gitarzysta odebrał kumplowi szklankę. – Właściwie to chciałem się pożegnać, bo się zmywam z tej imprezy. Mam jutro cos do załatwienia...&lt;br /&gt;- Dlaczego się przede mną tłumaczysz? – chłopak uniósł brwi w zdziwieniu, po czym roześmiał się, a razem z nim Aoi, który jeszcze objął go po przyjacielsku i opuścił bawiące się grono.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko skończyło się dobrze po drugiej w nocy. Kai ledwo trzymał się na nogach. Był jednocześnie zmęczony, a poza tym miał wrażenie, że niepotrzebnie pił. Cieszył się, że chociaż nie musi sprzątać. Pomimo zmęczenia i lekkiego otumanienia postanowił przejść się do domu chociaż kawałek, a dopiero potem wziąć taksówkę. Wybrał drogę przez jego ulubiony park, gdzie nieraz przychodził, by gdzieś w zaciszu poczytać i zrelaksować się. Automatycznie ruszył w stronę niewielkiej fontanny, gdzie w ciągu dnia bawiły się małe dzieci. Im był bliżej, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że słyszy grę na gitarze. Początkowo myślał, że się przesłyszał, ale teraz musiał zmienić zdanie. Jednak najbardziej zdziwił go widok osoby, która grała. Nie spodziewał się bowiem spotkać Aoi’ego w tym miejscu i o tej porze. Jego przyjaciel zupełnie oddał się grze, patrząc gdzieś przed siebie. Dopiero gdy Kai przysiadł się do niego powrócił do rzeczywistości.&lt;br /&gt;- Co ty tu robisz? – wyrwało się im obu jednocześnie, po czym wybuchli śmiechem.&lt;br /&gt;- Wracam do domu – Kai odpowiedział jako pierwszy, zastanawiając się czy fakt, że robi mu się gorąco spowodowany jest ilością alkoholu jaką w siebie wlał, czy może towarzystwem gitarzysty. – Natomiast twoja obecność tutaj, jest jeszcze bardziej zaskakująca.&lt;br /&gt;- Nie mogłem spać i jakoś tak się tu znalazłem – odpowiedział brunet lakonicznie i ponownie zaczął grać, tym razem dobrze znane „D.L.N”.  – A ty jesteś pijany – dodał z uśmiechem. – Masz strasznie czerwone policzki.&lt;br /&gt;- Nie jestem pijany, tylko lekko wstawiony – burknął Kai, odwracając się w stronę fontanny, by nabrać zimnej wody w dłonie i ochlapać twarz w nadziei, że zniknie zdradziecki rumieniec. Jednakże jego ciało było nie do końca posłuszne i lekko kręciło mu się w głowie i w efekcie runął do tyłu, przy okazji ochlapując kumpla. W pierwszej chwili Aoi miał ochotę nawrzeszczeć na niego za zmoczenie ubrania i jego cennego akustyka, ale widząc zakłopotane i lekko zbolałą minę perkusisty, wybuchł serdecznym śmiechem. Po chwili odłożył instrument w bezpieczniejsze miejsce i podał rękę, by pomóc Kai’owi wstać. Tamten jednak najwyraźniej miał dość spore problemy, by podnieść się na nogi i po krótkiej chwili siłowania się przez przypadek wciągnął także kumpla do wody. Aoi nie bardzo wiedział czy ma się śmiać, czy ma być zły. Jednak jego rozterkę uczuciową bez problemu przerwało jedno spojrzenie na Kai’a, który uśmiechał się do niego przepraszająco. Jak zauważył gitarzysta, lider z tym uśmiechem, rozczochranymi, mokrymi włosami i zaczerwienionymi policzkami, wyglądał rozbrajająco. W niczym nie przypominał surowego perkusisty, który ścigał ich na próbach. Aoi drgnął zaskoczony, gdy Kai z cichym westchnięciem wtulił się w jego ciało i najwyraźniej miał zamiar zasnąć.&lt;br /&gt;- Nie wygłupiał się – mruknął tylko, pomagając perkusiście wstać i wyjść z nieszczęsnej fontanny. Wiedział, że puszczenie go teraz samego do domu, nie będzie najrozsądniejszym pomysłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drobnym problemami udało im się dotrzeć do mieszkania Kai’a, który całą drogę ciężko opierał się na ramieniu gitarzysty i ledwo trzymał na nogach. Dodatkowo mamrotał coś pod nosem, co jakiś czas zanosząc się śmiechem. Aoi stwierdził, że nigdy więcej nie chce widzieć go pijanego. Gdy wreszcie udało mu się otworzyć drzwi wejściowe, zaprowadził przyjaciela do jego sypialni. Ten popatrzył na niego nieco nieprzytomnym wzrokiem, a po chwili już leżał na łóżku przysypiając. Brunet tylko jęknął w duchu i zaczął przekonywać kumpla, że powinien się przebrać, bo w mokrych ubraniach nie pójdzie przecież spać. Jednak ten nie wyrażał chęci współpracy, dlatego gitarzysta zmuszony był pomóc mu zdjąć ciuchy. Był przy tym dziwnie skrępowany i ciągle czuł na sobie dziwne spojrzenie lidera. W końcu Kai został w samych bokserkach, a gdy Aoi chciał już wstać i wyjść, tylko chwycił go za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Gitarzysta kompletnie stracił głowę, a gdy lider pocałował go prosto w usta, natychmiast odzyskał możliwość myślenia. Delikatnie wyswobodził się z uścisku i wyszedł z pokoju, rzucając tylko „dobranoc”. Gdy za dziesięć minut zajrzał do środka, Kai spał już jak zabity. A on? Nie opłacało mu się wracać do domu, więc postanowił przenocować w salonie, wiedząc, że jutro perkusista będzie w nienajlepszej formie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8980565410186456749-7157809926206771226?l=imagination-by-ireth.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/feeds/7157809926206771226/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/02/czesc-pierwsza-na-pewno-nic-takiego-aoi.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/7157809926206771226'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/7157809926206771226'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/02/czesc-pierwsza-na-pewno-nic-takiego-aoi.html' title='Część pierwsza - Na pewno nic takiego? [Aoi x Kai; the GazettE]'/><author><name>M.M.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/TNg-burpdzI/AAAAAAAAFPM/g9ZOLHlB6sI/S220/ID-DA.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8980565410186456749.post-267634584876885543</id><published>2009-01-31T08:47:00.000-08:00</published><updated>2009-02-03T09:29:32.098-08:00</updated><title type='text'>... [the GazettE, AoixUruha]</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/SYh3s5EkYxI/AAAAAAAAAME/RKWOVThN2Zo/s1600-h/1183217088_f.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 252px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/SYh3s5EkYxI/AAAAAAAAAME/RKWOVThN2Zo/s320/1183217088_f.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298616574719320850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proszę...&lt;br /&gt;Chciałbym być dla ciebie tym jedynym...&lt;br /&gt;Proszę...&lt;br /&gt;Nie cofaj swojej dłoni...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Będę podążał za tobą,&lt;br /&gt;Ku nieodgadnionej przyszłości&lt;br /&gt;Wciąż podążał za tobą,&lt;br /&gt;...ku przyszłości, której będziesz częścią&lt;br /&gt;The GazettE - Cassis&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; Dziwne, że zaczął dopiero teraz to zauważać. Jakoś wcześniej traktował to jako część koncertów czy wygłupów przed kamerą. Wiedział bardzo dobrze, że sprawia to ich fanom przyjemność. Szczególnie dziewczynom, które na choćby najmniejszy gest, sugerujący jakieś uczucia, reagowały przeszywającym uszy piskiem. Bawiło go to, dlatego nie szczędził sobie szaleństw na scenie.&lt;br /&gt;Gdy grali zawsze lubił go obserwować kątem oka – ten jego sposób gry, poruszania się, każde spojrzenie w stronę fanek. Ale był przede wszystkim bardzo utalentowanym muzykiem i świetnym kumplem. Jednak z czasem zaczął dostrzegać też inne rzeczy w jego zachowaniu. Niby wszystko było tak jak zawsze, ale dziwiły go spojrzenia, jakie mu posyłał. Odnosił się do niego też jakoś inaczej, a gesty zaczynały być niemal pieszczotliwe. Gdy ktoś się zorientował, zaraz odwracał głowę i udawał, że nic nie robi. To zaczynało być bardzo irytujące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; To było zabawne, obserwować jak się delikatnie rumieni i nie wie gdzie wzrok podziać. Nie robił tego ze złośliwości, raczej czysto po przyjacielsku. Zawsze sobie dokuczali na przeróżne sposoby. A koncerty? To było dla fanów – zwykła zabawa. Ale gdy zaczął powoli odkrywać, że jego kolega po fachu zaczyna mu się podobać, wszelkiego rodzaju gesty nabierały innego znaczenia. Stawały się po prostu okazją, by móc się zbliżyć do siebie. Problem tkwił jednak w tym, że obiekt jego zainteresowania zaczął go przez to unikać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; Postanowił trzymać się od niego z dala. To zainteresowanie było niezdrowe, a on sam zaczął mieć dziwne myśli, a przede wszystkim zaczął dostrzegać, że jego czarnowłosy kolega jest cholernie przystojnym facetem. Czasami, niby przypadkiem, dotknął jego ramienia, czy otarł się o niego przechodząc obok. Te wszystkie podchody zaczęły przyprawiać go o dreszcze. Najdziwniejsze było jednak to, iż były one całkiem przyjemne. Czuł się przede wszystkim rozdarty, gdyż z jednej strony, nie chciał brać udziału w tej grze, a z drugiej interesowało go jak może się to rozwinąć. Widzieli to także pozostali w zespole i niezmiernie ich to bawiło, jednak lider zaczynał mieć dość jego rozkojarzenia. A dla basisty była to okazja do żartów i pewnie dlatego popchnął go na tyle mocno, iż wylądował na kolanach czarnowłosego gitarzysty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; Mógł być wdzięczny Reicie za to co zrobił. Co prawda z początku zabrakło mu tchu, ale natychmiast objął zdezorientowanego kumpla.&lt;br /&gt;- Lecisz na mnie? – zapytał z szelmowskim uśmiechem.&lt;br /&gt;Jednak przez to pytanie brązowowłosy zaczął się wyrywać, by w efekcie jakimś cudem uderzyć go w nos. Reszta zespołu pokładała się już ze śmiechu, jednak jemu nie było wesoło. Widząc przerażenie na twarzy kolegi, dotknął delikatnie bolącego nosa i zorientował się, że krwawi. Pozwolił więc kumplowi wstać, a sam udał się do łazienki, by doprowadzić się do porządku. To był najgorszy podryw w jego życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; Patrzył jak znika w łazience i czuł, że ogarniają go wyrzuty sumienia. Zdecydowanie zachował się zbyt gwałtownie, a napewno nie chciał go uderzyć. Tak wyszło. Spojrzał jeszcze przelotem na rechoczących kolegów i poszedł, by przeprosić za niefortunne zdarzenie. Bo w końcu to jego wina.&lt;br /&gt;Myślał, że nie będzie chciał nikogo widzieć, ale gdy cicho zapukał, odpowiedział nieco zduszonym „proszę”. Siedział na stołeczku przed lustrem i przyciskał do twarzy mokry ręcznik, ale za chwilę podniósł nieco wzrok. W jego oczach nie malowała się już ta figlarność co wcześniej.&lt;br /&gt;- Aoi, nic ci nie jest? – zapytał ostrożnie, ale nie uzyskawszy odpowiedzi, dodał cicho. – Przepraszam...&lt;br /&gt;- Nic się nie stało – mruknął odkładając wreszcie z lekka zakrwawiony ręcznik.&lt;br /&gt;Gitarzysta przyklęknął przy nim nadal spoglądając z niepokojem na mocno zaczerwieniony nos. Czarnowłosy uśmiechnął się delikatnie i pogładził go dłonią po policzku.&lt;br /&gt;- Na przyszłość Uru, nie musisz mnie bić...&lt;br /&gt;Jasnowłosy nie odpowiedział, klnąc w duchu na siebie, że ostatnio zbyt często się rumieni. A o to nie było trudno, gdy miał przed sobą takiego faceta. Jeszcze przez chwilę wpatrywali się w siebie w milczeniu, aż w końcu Aoi wstał i udał się z powrotem do studia, zostawiając Uruhę z mnóstwem pytań w głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; Przez następne dni jego podchody zaczęły odnosić oczekiwany skutek. Uruha przestał uciekać, choć nadal rumienił się za każdym razem, gdy został dotknięty. Dorosły, dwudziestokilkuletni facet, zachowywał się jak niewinna, młoda dziewczynka. Aoi nie chciał się spieszyć, by go nie spłoszyć. Lider mając dość gry pomiędzy gitarzystami zarządził kilkudniowy odpoczynek od prób, gdyż każda piosenka im nie wychodziła. Albo jeden, albo drugi mylił progi i musieli zaczynać od nowa. Może ta przerwa pozwoli ustabilizować stosunki między nimi.&lt;br /&gt;Aoi postanowił wykorzystać sytuację i postawić wszystko na jedną kartę. W drugim dniu urlopu spakował najpotrzebniejsze rzeczy i raźnym krokiem udał się do mieszkania Uruhy.&lt;br /&gt;Jego widok na progu mieszkania zaskoczył jasnowłosego, ale przepuścił go kulturalnie w drzwiach, posadził na kanapie w niewielkim salonie i wyszedł po pretekstem przyniesienia czegoś do picia. Aoi poczuł ulgę, że nie zatrzaśnięto mu drzwi przed nosem i zaczął rozglądać się po mieszkaniu. Pokój gdzie akurat siedział, urządzony był skromnie, ale praktycznie i wygodnie. W przeciwieństwie do niego Uruha utrzymywał porządek. Na niewysokim stoliku zauważył stertę zdjęć, które gitarzysta najwyraźniej zaczął segregować. Część z nich przedstawiała jego rodzinę, a pozostałe zespół. Ze zdziwieniem zauważył, że dwie fotografie odłożone były na sam brzeg stolika. Nie zdążył po nie jednak sięgnąć, gdyż do pokoju wrócił Uruha niosąc dwa kubki z herbatą.&lt;br /&gt;- Co cię do mnie sprowadza? – zapytał bez ogródek, siadając na krześle naprzeciwko.&lt;br /&gt;- Remont.&lt;br /&gt;- Masz zamiar u mnie robić remont?&lt;br /&gt;- Nie – Aoi zaczął głośno się śmiać, ale widząc naburmuszoną minę kumpla, uspokoił się i dodał. – U mnie jest remont i myślałem, że mnie przechowasz... Nie mam ochoty tłuc się po hotelach...&lt;br /&gt;- A dlaczego nie Kai? Ma większe mieszkanie, gotować umie...&lt;br /&gt;- Mieszkasz bliżej. To jak? Przyjmiesz mnie na te parę dni?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; Uruha czuł, że jest pod presją i chyba nie ma innego wyjścia, niż zgodzić się. W końcu przytaknął, a Aoi natychmiast chciał wiedzieć gdzie może się rozpakować. „Szuja. Wiedział, że się zgodzę” – pomyślał i zaprowadził kumpla do sypialni. Uprzątnął parę półek, po czym oprowadził krótko po domu, mówiąc co się gdzie znajduje i jakie zwyczaje nie są tu tolerowane.&lt;br /&gt;- I nie ma strzepywania popiołu na podłogę – dodał widząc, że Aoi wyciąga papierosy.&lt;br /&gt;Dopiero po chwili dostrzegł rozrzucone na stole zdjęcia. Zupełnie o nich zapomniał i zaczął je pospiesznie zbierać. Domyślił się, że czarnowłosy je przeglądał. Schował wszystkie fotografie do jednego pudełka, a dwie leżące na brzegu zgiął na pół i schował do kieszeni spodni. Miał cichą nadzieję, że Aoi nie zauważył ich.&lt;br /&gt;- To może zrobię jakiś obiad? – zaproponował nieśmiało, gdy skończył porządkowanie stołu.&lt;br /&gt;- Nie prościej zamówić pizzę? Dzwoń, a ja się dołożę. A i możesz wybrać jaką chcesz...&lt;br /&gt;Ta jego beztroska była drażniąca. Zaczynał czuć się jak u siebie w domu, a jeżeli Uruha miał mieszkać z nim dłużej, na pewno straciłby cierpliwość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie stracił jej. O dziwo, im dłużej mieszkali razem, tym bardziej przyzwyczajali się do swojej obecności. Uruha poznał pewne zwyczaje Aoi’ego, które musiały wywoływać bałagan w mieszkaniu. Czarnowłosy zostawiał mnóstwo brudnych rzeczy w najróżniejszych częściach domu, stwierdzając, że później posprząta. Ostatecznie to Uru musiał wszystko zbierać. Ale nie tylko to nie dawało mu spokoju. Aoi nie przestawał zachowywać się, tak jak wcześniej na próbach. Mimo iż oduczył się włażenia mu do łazienki, to nadal upierał się, że Uruha nie może przecież spać na niewygodnej kanapie, skoro ma takie duże łóżko, które początkowo odstąpił całkowicie kumplowi. W końcu dla świętego spokoju zgodził się z nim spać, jednak musiał zorganizować drugi koc, gdyż Aoi miał w zwyczaju zabierać całe przykrycie. Każdego wieczoru czuł, że czarnowłosy chce go przytulić „na dobranoc”, dlatego zawsze pierwszy szedł wziąć kąpiel, a potem udawał, że twardo śpi. Sprawdzało się to do czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; Aoi przyzwyczaił się, że Uruha kładzie się wcześniej niż on, co było dość zabawne. Zazwyczaj gdy kładł się na łóżku, jasnowłosy nieudolnie udawał, że śpi. Dobrze, że nie usiłował chrapać.&lt;br /&gt;Pewnego wieczoru Uruha zapomniał wziąć ubrania z łazienki, zastawiając je rzucone niedbale na stołeczek. Aoi widząc, że kumpel wiecznie po nim sprząta, postanowił odnieść mu ubranie. Gdy podniósł spodnie, z kieszeni wypadły pogięte zdjęcia. Czarnowłosy przypomniał sobie, że w dniu jego wprowadzenia się tutaj Uruha je schował. Zdążyły się do tego czasu wyprać, ale nadal widać było na nich postaci. Jedna fotografia przedstawiała ich obu na jednym z koncertów, uśmiechniętych, obejmujących się po przyjacielsku. Ku jego zaskoczeniu na drugim zdjęciu był on – coś musiał wtedy grać na akustyku, a ktoś go sfotografował. Aoi roześmiał się cicho – nie podejrzewał Uruhy o noszenie tych zdjęć przy sobie. Gnany ciekawością poszedł do sypialni, by się o to zapytać.&lt;br /&gt;- Uru, wiem, że nie śpisz – a widząc, że nie dostanie odpowiedzi, postanowił od razu przejść do rzeczy. – Dlaczego nosisz moje zdjęcie przy sobie?&lt;br /&gt;Reakcja była natychmiastowa. Brązowowłosy poderwał się z łóżka i rzucił na drugiego gitarzystę, by odzyskać fotografie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; Gdy czarnowłosy zadał to pytanie, serce podeszło Uru do gardła. Na śmierć zapomniał o tych zdjęciach. Co gorsza Aoi mógł sobie „coś” teraz pomyśleć. Na razie jednak śmiał się, umiejętnie unikając schwytania i trzymając sprane skrawki papieru wysoko nad głową.&lt;br /&gt;- Oddawaj! – syknął Uruha.&lt;br /&gt;Chciał wykorzystać to, że był nieco wyższy i stanął na palcach, by móc sięgnąć po zdjęcia. Nie przejął się, że złamał własne postanowienie, by trzymać bezpieczną odległość od Aoi’ego. Teraz opierając się jedną ręką na jego ramieniu i niemal przytulając się, desperacko próbował odebrać swoją własność. Nie miał czasu by zareagować, gdy Aoi wolną ręką przygarnął go do siebie jeszcze bardziej. Spojrzał z wyrzutem wprost w ciemne oczy przyjaciela. Ten tylko uśmiechnął się samymi kącikami ust, by potem szybko, a zarazem delikatnie pocałować go. Uruha stał jeszcze chwilę w bezruchu z lekko rozchylonymi ustami, będąc w całkowitym szoku. Zesztywniałymi dłońmi wziął zdjęcia, które Aoi zdecydował się oddać, a potem jeszcze obserwował przyjaciela, aż zniknął za drzwiami łazienki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Nie dostał w twarz. Może ze względu na to, że Uru był zbyt zaskoczony. A może, choć była to tylko mała iskierka nadziei, w ogóle nie miał zamiaru tego zrobić. Może na to czekał? Aoi skończył napełniać wannę wodą i tak jak zwykle dolał płynu do kąpieli, którego używał Uruha. Ten zapach przyprawiał go o miłe dreszcze. Teraz zastanawiał się, czy nadarzy się więcej okazji, by skraść jeszcze kilka pocałunków. Może z czasem z ukradkowych zamienią się na całkiem świadome, czy nawet namiętne. Uruha podobał mu się coraz bardziej z każdym dniem, jednak wiedział, że bardziej śmiałe kroki, mogą doprowadzić do wrzucenia go za drzwi. A ich lider na pewno będzie wściekły, bo atmosfera na próbach może stać się nieprzyjemna.&lt;br /&gt;Właśnie uprzytomnił sobie, że zostało im już niewiele wolnego czasu. Jeżeli chciał osiągnąć cel, musiał trochę zaryzykować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia Uru odnosił się do niego tak jak zwykle. Jakby nie pamiętał, albo udawał, że nie pamięta. W każdym razie Aoi towarzyszył mu niemal cały czas pod byle jakim pretekstem. Sukcesem było, że gitarzysta nie irytował się z tego powodu, a nawet odnosił się z większą sympatią niż dotychczas. I wreszcie przestał trzymać go na odległość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Zanim wstał rano z łóżka, dłuższą chwilę przyglądał się śpiącemu Aoi’emu. Z rozbawieniem stwierdził, że wygląda po prostu słodko, skulony w kłębek z rozczochranymi włosami w zwykłej, podniszczonej koszulce. Wczorajszy pocałunek zaskoczył Uruhę, ale był dla niego przysłowiowym przełamaniem lodów. Ciekawość nakazała kontynuować tę grę. Co się stanie dalej? Czy znów go pocałuje? Zaczęło mu sprawiać przyjemność przebywanie z nim. Dlatego zaczął prosić go o drobne przysługi. Jedną z nich było zwykłe wymienienie pościeli, którą Aoi dzisiaj zalał kawą. Nie wiedział, który z nich to zaczął, ale zaczęli siłować się, przeciągając prześcieradło, śmiejąc się i dogadując sobie. Aoi przypadkiem odkrył, że Uru ma łaskotki. Nie omieszkał tego wykorzystać i w końcu obaj wylądowali na łóżku wzajemnie się szturchając i szczypiąc. W końcu ciemnowłosy przygniótł przyjaciela całym sobą, ściskając jego nadgarstki, uniemożliwiając tym samym ucieczkę. Pochylił się nad nim i delikatnie musnął jego usta swoimi wargami. Zaskoczyło go, że Uruha nieśmiało odwzajemnił pieszczotę.&lt;br /&gt;- Z dnia na dzień mnie zaskakujesz – uśmiechnął się ciemnowłosy, znów go całując.&lt;br /&gt;- Sam siebie zaskakuję – odpowiedział cicho Uru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; A później wszystko toczyło się prawie jak w tanim filmie romantycznym. Takie wrażenie przynajmniej odniósł Aoi. Ale przynajmniej wiedział, że powoli tworzy się między nimi inny rodzaj więzi. Z jego strony dawno przyjaźń przerodziła się najpierw w zauroczenie, a później zaczęła się kształtować na coś poważniejszego. Z rozbawieniem zauważył, że myśli o brązowowłosym „mój Uruha”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; Uru odkrywał zupełnie coś innego. I nie podejrzewał się o to, że ciągle będzie oczekiwał na najmniejszy czuły gest ze strony Aoi’ego, że będzie czekał na każdy pocałunek. Teraz gdy wieczorem siedzieli na kanapie, oglądając telewizję, opierał głowę na ramieniu ciemnowłosego, który obejmował go. Ta sielanka mogła trwać w nieskończoność. Aoi pochylił się, by go pocałować. Uruha drgnął zaskoczony, gdy ciemnowłosy chciał wsunąć język pomiędzy jego wargi, ale to zawahanie nie trwało zbyt długo, a po chwili całkowicie zatracił się w tym nowym doznaniu. Obaj wciąż nie mieli dość, a odrywali się od siebie tylko po to, by zaczerpnąć tchu.&lt;br /&gt;Oczywiście życie bywa złośliwe. Ktoś zaczął natarczywie dzwonić do drzwi. Pomimo protestów, Uruha poszedł otworzyć. Jakoś niespecjalnie ucieszył go widok uśmiechniętego Reity i reszty chłopaków, niosących ze sobą reklamówki. Najwyraźniej zdecydowali się wpaść z imprezą do kumpla. Nie zwracając uwagi na jego niezbyt zachwyconą minę, władowali się do salony, głośno witając Aoi’ego, który niby się ucieszył, ale ukradkiem spoglądał na Uruhę z wyrzutem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; Wyszli koło drugiej w nocy, gdy kompletnie zalany basista usnął na kanapie. Ku ich zaskoczeniu, Ruki gorliwie zapewnił, że odstawi go bezpiecznie do domu i za dziesięć minut już ich nie było. Kai pomógł jeszcze sprzątnąć małe pobojowisko jakie zostawili, pożegnał się i z dziwnym uśmiechem życzył im dobrej nocy. Aoi bardzo szybko rozpoznał ten uśmiech i już wiedział, że lider jest bardzo dobrze zorientowany w związkach jakie utworzyły się w zespole. Gdy drzwi zamknęły się za nim, ciemnowłosy odwrócił się do Uruhy, który ścierał ze stolika okruszki po chipsach. Dało się zauważyć, że był już zmęczony, dlatego Aoi podszedł do niego, delikatnie wyjął wszystko z rąk i wysłał pod prysznic. Sam dokończył sprzątać, a po chwili udał się do sypialni. Brązowowłosy właśnie układał się na łóżku, a gdy go zauważył, obdarował ciepłym uśmiechem. Innym niż dotychczasowe, a Aoi bez problemu to dostrzegł. Wziął szybko, prysznic, by potem wskoczyć z rozpędem na łóżko.&lt;br /&gt;- Dobranoc – szepnął, całując Uruhę w policzek.&lt;br /&gt;Ten w odpowiedzi wtulił się w niego i za pięć minut spał już mocno. Tej nocy obyło się bez walki o przykrycie – jedno wystarczyło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; Uruhę obudził czyjeś delikatne dłonie, błądzące powoli po jego ciele. Wiedział do kogo należą. Przeciągnął się i powoli otworzył oczy, na co najwyraźniej Aoi czekał, gdyż od razu pocałował go długo i namiętnie.&lt;br /&gt;- Mogłeś powiedzieć tylko „dzień dobry” – uśmiechnął się brązowowłosy, gdy ich usta się rozłączyły.&lt;br /&gt;- Żeby był dobry, trzeba go dobrze zacząć – odpowiedział gitarzysta, wsuwając delikatnie jedną dłoń za bokserki drugiego gitarzysty. – Pamiętaj, że nie zrobię niczego, czego byś nie chciał...&lt;br /&gt;- Tandetnie to brzmi – Uru roześmiał się serdecznie, czując jednocześnie, że serce zaczyna mu bić coraz szybciej. Podświadomość mówiła mu, co sugeruje ciemnowłosy. – Ale ja nie... Tak z... Sam rozumiesz...&lt;br /&gt;- Ciii... -  Aoi pogładził go po włosach. – Ja też nie...&lt;br /&gt;To były dziwne, ale z drugiej strony piękne chwile. Każdy dotyk i pocałunek zabarwiony był ostrożnością i niepewnością. Brązowowłosy drżał i zaciskał kurczowo dłonie na prześcieradle, kiedy Aoi schodził z pocałunkami coraz niżej. Bał się, ale jednocześnie odczuwał coraz większą przyjemność i podniecenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; Aoi wiedział kiedy zaprzestawać pieszczot. Przecież mu obiecał. Ciągle obserwował Uruhę, wyczuwał kiedy jest spięty, wiedział co sprawia mu przyjemność. Nie niecierpliwił się, gdy z początku jasnowłosy nie śmiał wykonać żadnego kroku. Spokojnie i bez pośpiechu kierował jego dłońmi. Wyczuwał to szaleńcze tętno krwi. Ich przyspieszone oddechy mieszały się ze sobą.&lt;br /&gt;- Jeżeli... Nie chcesz... – wyszeptał Aoi z trudem.&lt;br /&gt;- Chcę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; Gdy Uruha poczuł go w sobie, zacisnął zęby, by nie krzyknąć z bólu, ale czuł jak łzy płyną mu po policzkach. Aoi szeptał coś uspokajająco, scałowywał słone krople z policzków. Z czasem ból zastąpiła przyjemność, rosnąca z każdą chwilą. Brązowowłosy wplótł palce w czarne kosmyki Aoi’ego gorączkowo szepcząc jego imię.&lt;br /&gt;Niemal w tym samym momencie osiągnęli szczyt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;~*~&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; Nigdy nie byli jeszcze tak blisko siebie. Aż w końcu przekroczyli granicę. Małymi krokami, cierpliwe, bez pośpiech, osiągnęli cel. Ktoś stał się tym najważniejszym. Odkryli to uczucie. Zaczęli nowy rozdział w życiu. Razem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8980565410186456749-267634584876885543?l=imagination-by-ireth.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/feeds/267634584876885543/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/02/gazette-aoixuruha.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/267634584876885543'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/267634584876885543'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/02/gazette-aoixuruha.html' title='... [the GazettE, AoixUruha]'/><author><name>M.M.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/TNg-burpdzI/AAAAAAAAFPM/g9ZOLHlB6sI/S220/ID-DA.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/SYh3s5EkYxI/AAAAAAAAAME/RKWOVThN2Zo/s72-c/1183217088_f.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8980565410186456749.post-292039250425290401</id><published>2008-12-03T09:04:00.000-08:00</published><updated>2009-02-03T09:31:00.027-08:00</updated><title type='text'>Centrum handlowe [Aoi - theGazettE, Miyavi, Kanon - An Cafe]</title><content type='html'>Gdy tylko drzwi otworzyły się automatycznie przed nimi, wiedział już, że przyjście tutaj nie było dobrym pomysłem. Całe mnóstwo ludzi niemalże biegało w tę i z powrotem, szukając nowych promocji. W tym zgiełku właściwie nikt nie zwracał na nich uwagi, ale mimo wszystko ochroniarze ciągle kręcili się gdzieś w pobliżu. Było to bardzo słuszne, gdyż co krok mijali grupkę rozchichotanych dziewcząt, które nagle zrywały się do biegu, gdyż rzekomo któraś z nich zobaczyła jakąś gwiazdę. Zdarzały się jednak podejrzliwe spojrzenia, tak jakby ludzie wiedzieli kto przed nimi stoi, jednak on, podobnie jak kumpel, szybko spuszczali wzrok i jak najbardziej spokojnym krokiem oddalali się. Tak, Aoi zdecydowanie już nie wiedział po co tu przyjechał. Pewnie dlatego, żeby mieć święty spokój, gdyż cały ranek Reita męczył go, by odwiedzili to nowe centrum handlowe, gdyż basista potrzebował przecież nowego telewizora, a poza tym niedługo będą urodziny Uruhy i wypada się rozejrzeć za prezentem. Jednak ciemnowłosy już po dziesięciu minutach, miał ochotę wyciągnąć kumpla za fraki. Nigdy nie przypuszczał, że stanie się on takim fanem zakupów.&lt;br /&gt;    - Zdecyduj się wreszcie – jęknął, gdy Reita zastanawiał się głośno nad kolejnym telewizorem.&lt;br /&gt;    - Zamiast marudzić, byś mi doradził... – oburzył się basista i podszedł do sprzedawcy, by dowiedzieć się szczegółów.&lt;br /&gt;- Idę do sklepu obok – rzucił krótko Aoi i skierował swoje kroki do drogerii, chcąc zakupić nowe perfumy. Jak cień ruszył za nim jeden z ochroniarzy. Nie zeszło mu długo. Nawet się specjalnie nie spieszył, wiedząc, że basiście zejdzie trochę z wyborem telewizora. Wybrał te same perfumy co zawsze – myślał nad jakąś zmianą, ale ten zapach nadal najbardziej mu odpowiadał. W nieco lepszym humorze wyszedł ze sklepu i już miał zamiar iść, gdy nagle ktoś wpadł na niego z impetem, praktycznie zwalając z nóg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Ostrzegali go, żeby absolutnie nie szedł sam. Przecież na pewno go rozpoznają – nawet jeżeli będzie bez makijażu czy w innych ubraniach. Ochroniarz u jego boku też był nieodzowny, żeby ewentualnie bronić przed napalonymi dziewczętami. Ale Kanon uparł się i już. Idzie sam – nałoży kaptur od bluzy, ciemne okulary i nikt go nie rozpozna. Ku przerażeniu reszty zespołu wybrał się do jednego z największych centrów handlowych.  Młody basista był pewien, że dziś ma szczęście – przez całą drogę nikt go nie zaczepił, nie słyszał przeszywającego uszy pisku fanek. Czuł się cudownie wolny. Owszem granie w An Cafe sprawiało mu ogromną radość, ale czasem tęsknił za tą odrobiną prywatności. Dzisiejszy wypad miał być czymś w rodzaju namiastki tego, czego mu brakowało. Jak narazie wszystko szło zgodnie z planem, ale wiadomo, że los potrafi bardzo się zemścić. Gdy wychodził z jednego z sklepu, ciesząc się nowo zakupioną koszulką, usłyszał dziewczęcy głosik, wyraźnie wołający „Kanon-san!”. Jak na komendę odwróciło się w jego stronę mnóstwo twarzy, ludzie zaczęli się zbierać, a biedny basista nerwowo rozglądał się za drogą ucieczki. Ostatecznie w akcie desperacji rzucił się w tłum i zaczął uciekać, rozpychając ludzi wokół siebie. Nie mógł niestety przystanąć, by złapać oddech, gdyż wieść, iż jest w centrum handlowym, rozeszła się błyskawicznie i na każdym kroku widział czyhające na niego fanki. By je zgubić kluczył między sklepami, chował się w niektórych i uciekał dalej. Musiał znaleźć jakiś cichy zakątek, by zadzwonić i poprosić, by ktoś po niego przyjechał. Był pewien, że koledzy i menadżer nie dadzą mu żyć. Na razie jednak liczyło się to, by się ukryć. Skręcił w kolejny korytarz i nagle na kogoś wpadł. Gdyby nie to, iż ten ktoś chwycił go za rękę, niechybnie upadłby na ziemię. Nieco zaskoczony podniósł wzrok na swego „wybawcę” i zamarł. Skądś go znał, a tamten najwyraźniej też go rozpoznał. Nie przyszło im jednak porozmawiać, gdyż nagle wokół nich zgęstniał tłum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Aoi przyglądał się młodemu chłopakowi i udało mu się bardzo szybko rozpoznać basistę zespołu An Cafe. Zaskoczyło go, co robi tu sam i w dodatku najwyraźniej przed czymś ucieka. Odpowiedź przyszła nadspodziewanie szybko. Wokół nich zaczęło się zbierać coraz więcej fanek, które niemal mdlały widząc dwóch, znanych muzyków w jednym miejscu. Aoi chciał zerknąć co z Reitą, jednak rozsądek podpowiedział mu, żeby pociągnąć chłopaka za sobą i gdzieś się ukryć. Zignorował ochroniarza i pobiegł przed siebie, trzymając mocno dłoń młodego muzyka. Zatrzymali się dopiero przed jakimiś drzwiami. Gitarzysta otworzył je jednym ruchem i gdy obaj znaleźli się w środku, natychmiast zamknął drzwi. Panowała tu ciemność, jednak Aoi przez przypadek odkrył włącznik i teraz oświetlało ich mdłe światło żarówki, okazało się, że znajdują się w jakimś korytarzu. Nie mieli jednak pojęcia dokąd może prowadzić.&lt;br /&gt;- Znam cię – powiedział krótko. – Jesteś z tego...&lt;br /&gt;- Antic Cafe – uzupełnił chłopak, przyglądając się starszemu koledze. Wcześniej kojarzył go tylko z gazet i telewizji. – Przepraszam, że tak na ciebie wpadłem...&lt;br /&gt;- Nikt nie kazał ci przychodzić samemu. Teraz tu utknęliśmy...&lt;br /&gt;- Może zaraz będzie spokój...&lt;br /&gt;Właściwie na tym wymiana zdań się skończyła. Kanon widział, że jego nieoczekiwany towarzysz jest nie w humorze. Najwyraźniej zepsuł mu wypad na zakupy. Dość niefortunne rozpoczęcie znajomości. A tyle się osłuchał o starszym koledze – że sympatyczny, wesoły. Jednak teraz Aoi wydawał się być chodzącą irytacją i w żadnym wypadku nie przypominał tego wesołka z koncertów. Zaczął chodzić dość nerwowo tam i z powrotem, gorączkowo nad czymś myśląc, dlatego Kanon bał się cokolwiek powiedzieć, by nie pogorszyć swojego położenia. Czarnowłosy nagle zaczął wyciągać wszystko co miał w kieszeni spodni – klucze, najwyraźniej od mieszkania, portfel i paczkę papierosów. Już wyciągał jednego, gdy się zawahał.&lt;br /&gt;- Myślisz, że jest tu alarm przeciwpożarowy? – zapytał już nieco spokojniej.&lt;br /&gt;- Eee...&lt;br /&gt;Basista nie mógł jednak dokończyć wypowiedzi, gdyż nagle dało się słyszeć odgłos przypominający trzaśnięcie metalowymi drzwiami. Nagle gdzieś w głębi korytarza rozległy się szybkie kroki. Obaj muzycy spojrzeli na siebie absolutnie zaskoczeni. Z pewną niecierpliwością czekali, któż to taki zmierza w ich stronę. Jednak gdy osoba ujawniła się, Aoi upuścił paczkę papierosów na ziemię, a Kanon po chwili zamknął szeroko otwarte usta.&lt;br /&gt;    - Miyavi? – wydusił w końcu ciemnowłosy, spoglądając na wokalistę.&lt;br /&gt;    - Aoi, co ty tu robisz? – wysoki chłopak wydawał się być równie zaskoczony. Po chwili jego wzrok padł na młodszego chłopaka. – A ty to...&lt;br /&gt;    - Kanon... Z Antic Cafe – dopowiedział basista.&lt;br /&gt;    - Chyba znam już odpowiedź, czemu takie poruszenie jest na zewnątrz – roześmiał się Meev, schylając się po paczkę papierosów i podając ją Aoi’emu. – Powód, a raczej powody są tu przede mną...&lt;br /&gt;    - To nie jest zabawne – mruknął czarnowłosy, odbierając swoją własność. – Ten tutaj wszystko zaczął...&lt;br /&gt;    - Wiem, wiem – burknął Kanon, spuszczając smętnie głowę.&lt;br /&gt;    - A tam, nawet gdybyś był z ochroniarzami to i tak musiałbyś uciekać przed tym rozwrzeszczanym tłumem. Pokaż się tu młody – wokalista chwycił brodę chłopaka i zmusił by ten spojrzał na niego. – Kolejny z takim kolczykiem – dodał dotykając lekko kolczyka w wardze Kanona i nachylając się tak, jakby chciał go pocałować. Wywołało to u młodszego rumieniec, a Aoi prychnął z dezaprobatą.&lt;br /&gt;    - Weź przestań...&lt;br /&gt;    - A co? – Meev oderwał się od chłopaka i za moment znalazł się przy ciemnowłosym, patrząc na niego nieco z góry. – Zazdrosny jesteś?&lt;br /&gt;    Jednak gitarzysta zaszczycił go jedynie absolutnie potępiającym spojrzeniem, po czym odwrócił się do drzwi i szarpnął za klamkę. Ku jego przerażeniu były zatrzaśnięte. Próbował je otworzyć jeszcze kilka razy, ale zawsze te próby spełzały na niczym. W końcu wbił oskarżycielki wzrok w wysokiego chłopaka, który znów zajął się zagadywaniem Kanona, a ten zaczął się czuć w całej sytuacji coraz bardziej niezręcznie. Wiedział, że Miyavi ma dziwne pomysły i zachowania, wiedział że obaj muzycy są od niego o kilka lat starsi, ale ten obraz nijak miał się do rzeczywistości. Aoi właśnie kopnął ze złością w drzwi, by potem brzydko przeklnąć, gdyż musiało go to zaboleć, a Meev najwyraźniej próbował ich obu podrywać.&lt;br /&gt;    - A te drzwi, którymi przyszedłeś? – zapytał w końcu Kanon, próbując jak najszybciej to wszystko zakończyć.&lt;br /&gt;    - Też są zamknięte – odpowiedział beztrosko wokalista, patrząc na chłopaka z przesadnym zainteresowaniem.&lt;br /&gt;    - Jakim cudem? – Aoi skrzyżował ramiona na piersi, patrząc na kumpla i dając wyraźnie do zrozumienia, że wątpi w jego słowa.&lt;br /&gt;    - Bo słyszałem jak ochroniarz zamykał je za mną – Meev zachowywał się jak gdyby nigdy nic, a ku uldze najmłodszego muzyka, zainteresował się bardziej gitarzystą. – Wiesz, dla bezpieczeństwa – dodał, opierając obie ręce na ścianie za Aoi’m i tym samym blokując mu chwilowo drogę ucieczki.&lt;br /&gt;    Jednak ciemnowłosy wydawał się być niewzruszony i tylko spoglądał na Miyavi’ego obojętnym wzrokiem. Natomiast wyższy chłopak uśmiechał się lekko i pochylił się jeszcze bardziej. Kanon przełknął nerwowo ślinę. Owszem fan-service to dla niego nie nowość, ale dotychczas były to tylko wygłupy na scenie. Sytuacja zaczynała być coraz bardziej niezręczna, ale gdy tylko Miyavi przygniótł Aoi’ego do ściany i już zamierzał pocałować, chłopak szybko powiedział:&lt;br /&gt;    - Nie możemy po kogoś zadzwonić?&lt;br /&gt;    Obaj muzycy spojrzeli jednocześnie na niego, co nie było specjalnie przyjemnym uczuciem. Po chwili jednak Aoi rozpromienił się i wyciągnął telefon. Po krótkiej wymianie zdań, a raczej próbie przekrzyczenia rechoczącego Reity, gitarzysta rozłączył się i oznajmił, że zaraz ktoś przyjdzie i ich wypuści, bo wreszcie się uspokoiło. Aoi był bardzo wdzięczny Kanonowi za przerwanie wcześniejszej sytuacji, która o zgrozo znów zaczęła się powtarzać. Najwyraźniej Miyavi rozkręcił się i gdy tylko ciemnowłosy schował telefon do kieszeni, wokalista znów się do niego przekleił, mówiąc coś cicho o „nie dokończonych sprawach”. Jednakże najbardziej zagubioną osobą w tym wszystkim był Kanon. Pozostała dwójka znała się jakby nie patrzeć od lat. Teraz młody basista był zły na siebie, iż nie posłuchał Miku i nie został w studio, by dopracować szczegóły piosenki, czy cokolwiek, byle nie znaleźć się w takiej sytuacji jak ta. Wiedział, że coś z nim jest nie tak, gdy poczuł jak palą go policzki, na widok Miyavi’ego, który w końcu zdecydował się pocałować starszego kumpla. Tamten jednak nie wydawał się być zachwycony – natychmiast go odepchnął i wygładził pomięte ubranie.&lt;br /&gt;    - Bardzo śmieszne – burknął Aoi. – Znajdź sobie innego naiwnego... A przede wszystkim, kto cię wypuścił tu w takim stanie?&lt;br /&gt;    Kanon zastanawiał się co ma gitarzysta na myśli do momentu, gdy on miał paść „ofiarą” Miyavi’ego, który musiał wyrwać się właśnie z jakiejś imprezy i najwyraźniej był już wstawiony. Teraz jednak modlił się, by ktoś otworzył drzwi i ich stąd wypuścił. Najwyraźniej modły zostały wysłuchane, gdyż korytarz zalała fala światła. Po chwili dało się słyszeć wręcz opętańczy rechot Reity. Jednak pomimo tego całego zamieszania, basista Gazette poinformował menadżera An Cafe, który zjawił się na miejscy wraz z resztą zespołu. Oczywiście wszyscy starali się zachować miny mówiące „a nie mówiliśmy”, jednak Kanon wiedział doskonale, że jak tylko zostaną sami, może być zabity przez nich śmiechem.&lt;br /&gt;    W końcu wszyscy rozeszli się. Aoi, który nadal był wkurzony pojechał do domu i stwierdził, że nigdzie już nie wychodzi, chyba, że zajdzie taka potrzeba. Miyavi przywitawszy się, a następnie pożegnawszy ze wszystkimi udał się na kolejną imprezę. Spod centrum handlowego zgarnęli go kumple z zespołu. Natomiast Kanon, tak jak się spodziewał, stał się obiektem docinek i żartów ze strony kolegów. Stwierdził też, że mieli rację. Wniosek był jednak prosty – żadnych wypadów do centrów handlowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13.06.2008&lt;br /&gt;(piątek)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Tak, zdecydowanie nie dawali mu spokoju, ciągle wypominając wypad do centrum handlowego. Miku i reszta byli co prawda bardziej rozbawieni, niż wściekli, ale nie można tego było powiedzieć o ich menadżerze. Powodem tejże złości była krótka wzmianka w jednej z plotkarskich gazet, o tym jak trzy gwiazdy muzyki zatrzasnęły się w centrum handlowym. Niby to nic takiego, ale kilka zdań budziło zastrzeżenia menadżera i stało się powodem docinek reszty zespołu. Zdania te traktowały o nim i Miyavi’m, który kilka razy mówił o swojej orientacji i w tym przypadku Kanon stał się ponoć jego obiektem zainteresowania. Właściwie młodego basistę zastanawiało, dlaczego nie napisali niczego konkretnego o Aoi’m, gdyż sam widział, iż gitarzysta zdawał się bez najmniejszych problemów zgodzić się na to, by tamten go pocałował i tylko dobrze udawał fakt, że nie jest z tego powodu zadowolony. Jednak gazety bardziej zainteresowały się basistą An Cafe, przez co ten musiał się tłumaczyć przed kolegami, że absolutnie nic go z Miyavi’m nie łączy.&lt;br /&gt;- Tylko winny się tłumaczy – odpowiedział mu wtedy Teruki, a później razem z resztą chłopaków prosił, by kiedyś przedstawił im wokalistę. Któregoś dnia, po takich odzywkach, Kanon zrezygnowany spakował swój bas i wyszedł bez słowa.&lt;br /&gt;- Obraził się? – zapytał Takuya, patrząc na pozostałych.&lt;br /&gt;- Niby o co? – zdziwił się Miku. – Przecież nie raz z niego żartowaliśmy, a on się tym nie przejmował...&lt;br /&gt;- A mi się wydaje, że trafiamy w sedno – stwierdził Yuuki. – Część z tego najwyraźniej jest prawdą. Inaczej tak by nie reagował.&lt;br /&gt;- Słuszna uwaga – Teruki’ego nagle jakby olśniło. – Tylko mówimy o nieodpowiedniej osobie...&lt;br /&gt;- Co masz na myśli? – zapytał wokalista sprzątając już studio, gdyż próba bez basisty nie odbędzie się w należyty sposób.&lt;br /&gt;- Bo tu nie chodzi o Miyavi’ego. Wiecie, zauważyłem jakie strony Kanon przegląda w internecie – powiedział nieco z ociąganiem Teruki, ale widząc potępiające i niewiele rozumiejące spojrzenia, musiał się wytłumaczyć. – Bo nie wyłączył komputera i wtedy zauważyłem, iż większość stron to te o Gazette, a dokładniej galerie zdjęć i profile tego gitarzysty Aoi’ego.&lt;br /&gt;Miny chłopaków wyrażały absolutne zaskoczenie. Aoi? Dlaczego? To przecież Miyavi się do niego dostawiał. To zainteresowanie byłoby zrozumiałe w przypadku, gdyby Aoi był basistą. Mógłby stanowić może wzór, a tak? W końcu zgodnie stwierdzili, że Kanon jest ich kumplem i trzeba mu jakoś pomóc. Ostatnio chodził nieco markotny i w tej chwili zespół wywnioskował, że zaistniała sytuacja w centrum handlowym nie daje mu spokoju. Entuzjastycznie postanowili doprowadzić jakoś do spotkania tej dwójki i zobaczyć, czy to poprawi samopoczucie ich basisty. Niestety mieli mały problem, jak to zrobić. Rozwiązanie przyszło jednak nadzwyczaj szybko – Kanon z roztargnienia zapomniał kluczy do swojego mieszkania, a znając go pewnie się po nie nie wróci, tylko przenocuje w jakimś hotelu, albo cud sprawi, że wyląduje u starszego kolegi z branży. Wreszcie rozeszli się do domów i mieli nadzieję, że na jutrzejszej próbie uda się wszystko wyjaśnić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kanon wsiadł do swojego samochodu, ciesząc się, że jednak dziś przyjechał na próbę. Nad miastem cały dzień zbierały się chmury, a już teraz zaczął coraz bardziej kropić deszcz. Basista zapalił silnik i ruszył w drogę, a gdy był prawie pod swoim mieszkaniem, zorientował się, że zapomniał wziąć kluczy. Zjechał na parking i zaczął przeglądać kieszenie. Nie było ani kluczy, ani nawet karty kredytowej, żeby móc opłacić ewentualnie jakiś nocleg. Chłopak przeklną niezbyt elegancko i zawrócił do studia, łudząc się, że kogoś tam jeszcze zastanie. Był jednak na tyle roztargniony, że pobłądził i teraz kompletnie nie wiedział gdzie jedzie. Co gorsza wskaźnik na desce rozdzielczej nieubłaganie wskazywał kończące się paliwo. W końcu samochód zgasł i Kanon znalazł się na kompletnie pustej i nieznanej mu uliczce, gdzie były jedynie domy najwyraźniej wpływowych osób. Kanon zrezygnowany wysiadł z samochodu i zamknął niezbyt delikatnie drzwi, co okazało się jednak tragiczne w skutkach – zatrzasnął w środku kluczyki od auta. Chłopak już prawie ze łzami w oczach kopnął w oponę samochodu, gdy nagle drzwi wejściowe jednego z domów otworzyły się, a na progu pojawił się nie kto inny jak Miyavi. Nagle wokalista odwrócił się, a obok niego pojawił się Aoi, owinięty jedynie kocem wręczając kumplowi coś, co wyglądało na bluzę. Po chwili drzwi zamknęły się. Kanon zaczął rozglądać się rozpaczliwie, by znaleźć miejsce do ukrycia się, jednak wokalista szybko go spostrzegł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aoi siedział na brzegu łóżka spokojnie paląc papierosa i od czasu do czasu spoglądając na otwarte drzwi. Naprzeciwko znajdowała się łazienka i stamtąd dobiegał go szum wody. Gitarzysta zaciągnął się mocno dymem i zamyślił. Prawdę powiedziawszy, nigdy nie powiedziałby, że ta znajomość zaprowadzi ich aż tutaj, do tej sypialni, do tego łóżka. Żaden z nich nie traktował tego poważnie. Ot, odskocznia taka. Najwyraźniej każdy z nich miał taką, a nie inną potrzebę, a że akurat los skazał ich na znajomość, sprawy potoczyły się w ten sposób.&lt;br /&gt;Drzwi od łazienki otworzyły się powoli. Miyavi jeszcze wycierał ręcznikiem wilgotne włosy, a koszulkę przerzucił sobie przez ramię. Widząc oceniające spojrzenie Aoi’ego, roześmiał się cicho i cisnął w niego ręcznikiem.&lt;br /&gt;- Jeszcze się nie napatrzyłeś? – zapytał, uchylając się przed poduszką, którą gitarzysta rzucił w jego stronę, w ramach rewanżu.&lt;br /&gt;- Zbieraj się już i mnie nie prowokuj.&lt;br /&gt;- Do czego? – wokalista wydął zaczepnie wargi i nachylił się nad czarnowłosym. – I tak poszedłem ci dziś na rękę.&lt;br /&gt;- Ale ostatnim razem, byłem na tyle miły i ci ustąpiłem – odpowiedział Aoi.&lt;br /&gt;- Jasne – Miyavi roześmiał się głośno i wreszcie naciągnął na siebie ubranie. – Dobra, spadam, bo jutro muszę być w wytwórni z samego rana...&lt;br /&gt;Wokalista zebrał szybko swoje rzeczy i ruszył do wyjścia. Przemierzył raźnym krokiem mieszkanie i już praktycznie zamykał za sobą drzwi wejściowe, gdy zawołał go Aoi. Szedł w jego stronę, trzymając w ręku jego bluzę. Meev uśmiechnął się z wdzięcznością i skierował się do furtki. Ku swojemu zaskoczeniu na chodniku stała bardzo znajoma postać.&lt;br /&gt;- A co ty tu robisz? – zapytał, podchodząc do basisty.&lt;br /&gt;- Samochód mi się zepsuł... – odpowiedział wymijająco chłopak.&lt;br /&gt;- Hymm... Niech ci będzie... Jak chcesz, idź do niego – powiedział z uśmiechem Miyavi, poklepując Kanona po ramieniu, ale widząc jego nierozumiejące spojrzenie dodał. – No idź, przecież wiem, że jesteś nim zainteresowany.&lt;br /&gt;- Ja... Ja wcale nie...! – jąkał się chłopak, ale wokalista machnął mu tylko na pożegnanie i ruszył przed siebie, pogwizdując cicho.&lt;br /&gt;Basista został sam. W dodatku zaczęło być mu zimno, gdyż deszcz rozpadał się na dobre i zdążył przemoczyć mu ubranie do suchej nitki. Właściwie to nie miał zbyt dużego wyboru i postanowił zaryzykować. Najwyżej Aoi wyrzuci go za drzwi. Nie będzie to dziwne, gdyż prawie się nie znają. Lekko drżąc na całym ciele, nie wiedząc czy to z zimna czy ze zdenerwowania, podszedł do drzwi i nacisnął dzwonek. Drzwi otworzyły się nadzwyczaj szybko, a pojawił się w nich Aoi, tak jak wcześniej, owinięty kocem.&lt;br /&gt;- Miyavi już wziąłeś wszystko! Eee... Co ty tu robisz? – gitarzysta spojrzał zaskoczony na młodszego.&lt;br /&gt;- Przepraszam, ale...&lt;br /&gt;- Nie stój tak, właź do środka. Jesteś już cały przemoczony – Aoi przepuścił Kanona w drzwiach, a potem zaprowadził do salonu i usadowił na kanapie. – Poczekaj chwilę, dobra?&lt;br /&gt;Młodszy tylko skinął głową będąc absolutnie zaskoczonym. Co gorsza nie mógł oderwać wzroku od gitarzysty, co było nieco dla niego niezrozumiałe. Tak jak wtedy, gdy się zatrzasnęli w tym cholernym centrum handlowym. Kanon odegnał od siebie te myśli i zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Wszystko było urządzone dość skromnie i praktycznie w przyjemnych dla oczu barwach. Całość niezwykle prosta i elegancka. Na stoliku zobaczył opróżnioną butelkę szampana i dwa kieliszki. Teraz ta „chwila”, o której mówił Aoi, zaczęła się nieco przedłużać w jego odczuciu. Było mu nieprzyjemnie zimno w mokrym ubraniu i dlatego zaczął spacerować po pokoju, starając się niczego nie pobrudzić. Właśnie oglądał zdjęcia stojące na szafce, gdy wszedł Aoi. Kanon usilnie starał się nie przyglądać mu zbytnio, tym bardziej, iż gitarzysta był jedynie w spodniach i w lekko wilgotnych włosach, z których od czasu do czasu spływały krople wody.&lt;br /&gt;- Masz, przebierz się– Aoi wręczył chłopakowi jakiś dres. – Nie mam nic lepszego. Aha łazienka jest w korytarzu po prawej. Chcesz coś do picia?&lt;br /&gt;- Herbaty – odpowiedział Kanon nieco zmieszany, zaciskając ręce na trzymanym w dłoniach materiale. Jednak nie chcąc, by Aoi zauważył jego zachowanie, czym prędzej udał się do łazienki. Przebrał szybko w nieco za duże na niego ubranie i po chwili znów był w salonie. Czarnowłosy akurat przyniósł kubek z gorącą herbatą.&lt;br /&gt;- No to jakim cudem tu się znalazłeś? – zapytał, wyciągając papierosy i zapalając jednego.&lt;br /&gt;- Miałem parę spraw do załatwienia na mieście, ale zabrakło mi paliwa – odpowiedział Kanon, nadal nie spoglądając na rozmówcę. – Ogólnie dzisiaj pech mnie prześladuje...&lt;br /&gt;- To znaczy? – Aoi poczęstował młodszego papierosem. – Nie mogłeś zadzwonić po kogoś, by cię zabrał do mieszkania czy coś?&lt;br /&gt;- Nie bardzo... Komórka, portfel ze wszystkim zostały w domu, jedyne klucze zostawiłem w studiu, a te od auta zatrzasnąłem w środku.&lt;br /&gt;- Jesteś nieźle nierozgarnięty – gitarzysta roześmiał się. – Najpierw ta akcja w tym centrum, a teraz to... I przypadek sprawił, że trafiłeś właśnie do mnie?&lt;br /&gt;- Dokładnie... – mruknął Kanon nie będąc zbyt zadowolonym, iż sytuacja tak rozśmieszyła Aoi’ego. Co gorsza czuł się niezręcznie w jego towarzystwie i w dodatku w jego ubraniu, w jego domu. Tym bardziej, iż od pewnego czasu nie mógł wyrzucić go z głowy. Przeglądał mnóstwo stron, by coś się o nim dowiedzieć, zauważył też, że kiedyś jeszcze byli niesamowicie do siebie podobni mimo różnicy wieku. Teraz jednak było nieco inaczej. Aoi nie miał już kolczyka w wardze, czesał się też nieco inaczej. Kanon z kolei zmienił totalnie kolor włosów na czarne z blond pasmami.&lt;br /&gt;- Dlaczego mi się tak przyglądasz? – z rozmyślań wyrwał go glos czarnowłosego gitarzysty.&lt;br /&gt;- Nie przyglądam – Kanon zainteresował się czymś bliżej nie określonym, ale mimowolnie zadrżał, gdy Aoi przysiadł się do niego na kanapie. Nie umknęło to najwyraźniej uwadze starszego, który odsunął się od chłopaka. Przez dobre kilka chwil panowała dość niezręczna cisza. Aoi przyglądał się młodszemu koledze z branży, który uparcie wpatrywał się w kubek z herbatą, co jakiś czas upijając jej łyk. Tylko było patrzeć, kiedy napój się skończy. I w rzeczywistości, gdy to nastąpiło, Kanon nie wiedział co dalej robić. Jednego był jednak pewien – chciał jakimś cudem wrócić do domu, co było dość problematyczne. Jednak nie mógł znieść dłużej lustrującego go spojrzenia gitarzysty.&lt;br /&gt;- Ja wiem, że się nie znamy – Kanon odezwał się w końcu. – Ale nie pożyczyłbyś mi trochę pieniędzy na hotel? Prześpię się tam i rano na próbie będę mógł zabrać klucze do mieszkania...&lt;br /&gt;- Nie będziesz tłuc się po hotelach. Przenocuję cię.&lt;br /&gt;- Co?&lt;br /&gt;Kanon’a absolutnie zamurowało. Nagle, ni stąd ni zowąd, ledwo znany mu facet, bez najmniejszych oporów proponuje mu nocleg. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie te podejrzane fale gorąca, które zalewały młodszego za każdym razem, gdy Aoi wykonywał gest, wyraźnie świadczący, o tym, że chce zmniejszyć odległość między nimi. A może to była tylko jego wyobraźnia? Najwyraźniej ona, chyba trochę pod wpływem obserwacji jak Miyavi opuszczał dom Aoi’ego, podpowiedziała mu jedno wytłumaczenie tego faktu. A co gorsza, teraz sugerowała dokładnie to samo.&lt;br /&gt;    - Nie, nie... Ja... Ja pojadę do hotelu.. Bo...&lt;br /&gt;    - Przestań się denerwować – Aoi roześmiał się i ku przerażeniu Kanon’a przysiadł się bliżej i objął go ramieniem, a młodszy najwyraźniej zesztywniał.&lt;br /&gt;    - Co tu robił Miyavi? – zapytał bezpośrednio basista, starając się zyskać tym na czasie i móc później jak najszybciej ulotnić się stąd.&lt;br /&gt;    - Spotkałeś go? – zapytał nieco zaskoczony czarnowłosy, jednak później znów całkowicie się wyluzował. – No tak, musieliście się minąć przed domem... A on... Przychodzi tu od czasu do czasu...&lt;br /&gt;    - Aha... Przychodzi...&lt;br /&gt;    - Przestań. Dobrze wiesz co i jak, wiec po co się pytasz – powiedział Aoi, przeciągając się lekko. – Wiesz, on nie jest taki głupi na jakiego się zgrywa. Jest spostrzegawczy... I nie mylił się także co do ciebie...&lt;br /&gt;    Kanon chciał się zapytać, co też Miyavi naopowiadał o nim, ale sądząc po przesadnym zainteresowaniu ciemnowłosego, domyślił się o co chodzi. Tym bardziej, że jak się minęli, wokalista powiedział mu to wprost. Uświadomienie sobie tego, zwaliło by pewnie młodego basistę z nóg, gdyby nie fakt, że już siedział na kanapie – Aoi wie. Co gorsza siedzi zdecydowanie za blisko i pilnie go obserwuje.&lt;br /&gt;    - No i co w związku z tym? – odpowiedział w końcu Kanon, nieświadomie sprawiając wrażenie, iż zaczyna się złościć.&lt;br /&gt;    - Nic. Mi to nie przeszkadza, jak sam mogłeś się zorientować – gitarzysta podniósł się wreszcie z kanapy i skierował się do barku, by zrobić sobie jakiegoś drinka. – A co ty zamierzasz z tym zrobić?&lt;br /&gt;    - Z czym?&lt;br /&gt;    - Na przykład z tym...&lt;br /&gt;    Ku totalnemu zaskoczeniu młodszego, Aoi odstawił z trzaskiem szklankę z drinkiem na szafkę i przysiadł się znów do niego, tym razem nie zachowują żadnej odległości. Wręcz przeciwnie – zmniejszał ją, zmuszając chłopaka by ten położył się na plecach. W tym momencie Kanon żałował, iż nie jest silniejszy. Zrzucił by go zaraz na podłogę i zamknął się gdzieś. Najlepiej w łazience. Teraz jednak, czując na sobie ciężar gitarzysty, wpatrywał się w jego oczy lekko przerażonym wzrokiem, a wraz ze zmniejszająca się odległością między ich twarzami, lekko rozchylił usta. Jednak gdy Aoi pocałował go, szarpnął się gwałtownie, zrzucając zaskoczonego gitarzystę na podłogę. Miał przez to małe wyrzuty sumienia, gdyż czarnowłosy uderzył się, na szczęście lekko, o kant stołu. Kanon w żadnym stopniu nie był na to przygotowany, nie wspominając już o tym, że kompletnie nie rozumiał zachowania starszego. Gdy wreszcie usiedli z powrotem na kanapie, Aoi ciągle nie zachowywał należytego, zdaniem basisty, dystansu.&lt;br /&gt;    - No i co ty wyprawiasz? – zapytał w końcu.&lt;br /&gt;    - Mógłbym się o to samo zapytać – burknął młodszy, sztywniejąc gdy czarnowłosy, zaczął bawić się delikatnie kosmykami jego włosów.&lt;br /&gt;    - Trzeba było powiedzieć, że nie chcesz...&lt;br /&gt;    - Trochę po czasie, ale chwilowo nie chcę... To znaczy... W sensie, że... – Kanon próbował jakoś sprostować swoja wypowiedź, gdyż słówko „chwilowo” zabrzmiało, jak zabrzmiało i wywołało podejrzany uśmiech u gitarzysty.&lt;br /&gt;    - Niech ci będzie chwilowo. Jak już ci się odmieni, to wiesz...&lt;br /&gt;    Aoi wstał z kanapy i powiedział, iż idzie uprzątnąć trochę pokój gościnny, gdyż dawno nikogo nie przechowywał, a na widok niewyraźnej miny chłopaka, dodał, że drzwi można zamknąć. Wrócił po kilku minutach, wręczając ręcznik i wskazując młodszemu, gdzie ma iść. Zachowywał się trochę tak, jakby go niańczył i to wywoływało u Kanon’a lekką irytację. Nie mógł pojąć skrajnych zachowań starszego kumpla, który w jednej chwili potrafi zachowywać się całkiem normalnie, ale za chwilę zamienia się w cholernie seksownego faceta. Tak, basista przyznał przed sobą wreszcie, że Aoi podoba mu się, ale w nim jakieś dwie części jego osoby kłóciły się ze sobą. Jedna koniecznie chciała kontynuować tę znajomość w tym kierunku, jaki dziś zapoczątkował gitarzysta, druga natomiast uparcie twierdziła, że to nie ma najmniejszego sensu. Bo co powiedzą inni, jak się dowiedzą? Fanservice to jedno, a prawdziwe życie to drugie. Zresztą on i Aoi praktycznie się nie znają.&lt;br /&gt;    Kanon wziął szybki prysznic i chciał niezauważalnie przemknąć do swojego pokoju, jednak los sprawił, że gdy tylko odwrócił się w stronę drzwi, stanął twarzą w twarz z uśmiechniętym Aoi’m. Przez chwilę obaj mierzyli się spojrzeniami, aż w końcu basista rzucił tylko „dobranoc” i uciekł do przeznaczonej mu sypialni. Porządnie zamknął drzwi i rzucił się na łóżko. Zasnął niemal natychmiast – dziś zdarzyło się zdecydowanie za dużo jak na jeden raz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Przez dłuższą chwilę, nie chciało mu się nawet uchylić powiek, jednak wkrótce do jego świadomości zaczęły docierać inne bodźce – że nie jest u swoim pokoju, a na sobie nie ma swoich ciuchów, tylko jakiś dres. Wreszcie dotarło do niego, że jest w domu gitarzysty Gazette, a za chwilę z całą mocą wróciły wspomnienia dnia wczorajszego. To właśnie wywołało u niego wątpliwości, czy wyjść z pokoju. Jednak nie miał wyjścia – papierosy zamknął w samochodzie, a teraz jeszcze musiał koniecznie napić się kawy. Wstał z łóżka, poprawił zsuwające się z niego ubranie i poczłapał w stronę kuchni. Nie miał pojęcia gdzie się ona znajduje, ale za chwilę poczuł przyjemny zapach świeżo zaparzonej kawy. Gdy dotarł na miejsce, jego oczom ukazał się Aoi paradujący beztrosko w samych bokserkach, jeszcze z wilgotnymi włosami, co u młodszego chłopaka wywołało rumieniec. Najwyraźniej czarnowłosy zorientował się, że jest obserwowany, bo odwrócił swoja uwagę od mikrofalówki i spojrzał z uśmiechem na Kanon’a.&lt;br /&gt;-  Siadaj, zaraz będzie śniadanie.&lt;br /&gt;-  Właściwie to ja powinienem iść. Głowę ci tylko zawracam – młodszy ziewnął szeroko, ale z wdzięcznością przyjął kubek z kawą, a potem zabrał się za prozaiczne śniadanie, czyli jakieś jedzenie odgrzane w mikrofalówce. O dziwo okazało się to zjadliwie. W milczeniu zjedli posiłek, po czym Aoi sięgnął po papierosy. Najwyraźniej zauważył spojrzenie chłopaka, gdyż zapytał.&lt;br /&gt;- Ty palisz?&lt;br /&gt;- Tak... O, dzięki – Kanon przyjął jeden z papierosów i z ulgą zaciągnął się dymem. Nie były to co prawda, te co on sam pali, jednak teraz nie miało to znaczenia. Przypomniał sobie słowa niektórych ludzi, że to zgubny nałóg, ale właściwie nie zawracał na to uwagi.&lt;br /&gt;Palili tak w milczeniu, jednak obaj obserwowali się nawzajem. Kanon stwierdził, że mimo, iż gitarzysta jest bardzo szczupły, to przy tym świetnie zbudowany. Z kolei Aoi widział młodszego kolegę, jako nieco nieśmiałą osobę, która wygląda na swój sposób pociągająco, nawet w luźnych ubraniach i potarganych nieco włosach. Przypomniało mu się też, gdy na niego patrzył, jak sam nosił jeszcze kolczyka w wardze.&lt;br /&gt;Obaj czuli, że atmosfera zaczyna gęstnieć i pewnie dlatego Kanon unikał kontaktu wzrokowego z gitarzystą, bo wiedział jak to się może skończyć. Kurczowo zacisnął dłonie na kubku z resztkami kawy i pilnie się w nią wpatrywał. Jednak wbrew woli podniósł wzrok, gdy usłyszał, jak zaszurało krzesło, gdy Aoi wstał. I tak jak się spodziewał, po tym jak obaj popatrzyli sobie przez dosłownie moment w oczy, czarnowłosy ruszył powolnym krokiem w jego stronę. Po był już przy nim i pochylił głowę w jego stronę, nie wykonując jednak żadnego dalszego kroku.&lt;br /&gt;- A dzisiaj? – zapytał krótko, jednak Kanon dokładnie wiedział o co chodzi. Chyba nigdy nie wahał się, tak jak w tym momencie. Co gorsza nie miał czasu na rozważenie wszystkich za i przeciw. Jakby trochę wbrew swojej woli skinął lekko głową, będąc przygotowanym, by w razie czego znów spróbować uciec. Pójdzie choćby na piechotę do studia po klucze do domu. Rozmyślania te przerwał mu skutecznie Aoi, delikatnie go całując. Nie tak jak wczoraj, nieco natarczywie, tylko ostrożnie i jakby z czułością.&lt;br /&gt;- Boisz się – to było bardziej stwierdzenie, niż pytanie ze strony czarnowłosego, który pogładził młodszego po włosach i ponownie pocałował. Dłuższą chwilę trwało zanim Kanon zdecydował się choć w niewielkim stopniu odwzajemnić tę pieszczotę. Gitarzysta nie miał do niego pretensji – sam kiedyś taki był, a jego pierwszy raz z mężczyzną był totalnym niewypałem. Dlatego się nie spieszył, starając się przy tym, by młodszy chłopak wreszcie się rozluźnił. W końcu stwierdził, że tak jest trochę niewygodnie i dlatego, pomimo protestów Kanona, podniósł go i posadził na stole, by znów wrócić za chwilę do całowania basisty. Spotkał się z dość dużym oporem, gdy chciał pogłębić pocałunek, jednak po chwili tamten zupełnie się poddał.&lt;br /&gt;- Ale... – Kanon oderwał się na chwilę od Aoi’ego, gdy poczuł, że jego dłonie delikatnie wędrują pod jego koszulkę, jednak gitarzysta uciszył go cichym „nie bój się”, po chwili całkowicie pozbawiając młodszego górnego okrycia i przenosząc pocałunki z ust coraz niżej. Czuł, że chłopak drży, widział jego zaciśnięte w pięści dłonie i lekko przestraszony wzrok. Chciał go ośmielić  i sprawić, żeby przestał być bierny. Chwycił delikatnie jego ręce i zmusił, by założył mu je na szyję.&lt;br /&gt;Basista czuł się nieco dziwnie w tej sytuacji i właściwie nie wiedział jak postępować. Modlił się przy tym, żeby Aoi nie usłyszał, jak szaleńczo bije jego serce. I to nie do końca ze strachu. Nie spodziewał się, że to może mu sprawić przyjemność. Tak, to było zdecydowanie miłe i czuł pewien żal, gdy tamten przestał. Sam nie śmiał wykonać pierwszy żadnego kroku i dlatego pozwolił, by to Aoi kierował jego dłońmi. Jednak w końcu udało mu się przemoc, choć gesty pozostawały wciąż niepewne i niezdarne. Myślał gorączkowo przy tym, jak daleko to wszystko zabrnie, a odpowiedź przyszła bardzo szybko – gitarzysta tym razem sięgnął dłońmi do jego spodni. Musiał podjąć szybką decyzję, a gdy napotkał pytające spojrzenie czarnowłosego, ponownie tylko skinął głową . „Niech się dzieje co chce”  pomyślał. Aoi bardzo powoli zsunął z niego spodnie. Mimo zgody nowo poznanego przyjaciela, postanowił poczekać na jego ruch. Kanon nadal czuł się trochę w tym wszystkim zagubiony, ale w końcu coś w nim pękło i zawstydzenie znikło. Poczuł, że naprawdę tego chce. Jego ruchy stały się precyzyjne, wiedział dokładnie co robić. Zszedł ze stołu i zabrał się za bokserki czarnowłosego pozostawiając go kompletnie nagiego. Ten z kolei wydawał się być coraz bardziej zadowolony z obrotu sytuacji i mógł tym samym powoli rezygnować z delikatnych gestów, zastępując je coraz bardziej namiętnymi pieszczotami, które na szczęście nie był powstrzymywane przez młodszego, a nawet przeciwnie – starał się je odwzajemniać. Aoi stwierdził jednak, że kuchnia nie jest najodpowiedniejszym miejscem, dlatego chciał zabrać chłopaka do sypialni, ale ostatecznie wylądowali na kanapie w salonie, nie mogąc się zupełnie od siebie oderwać. Ich przyspieszone oddechy mieszały się ze sobą, a z każdą chwilą rosło pożądanie. Gitarzysta delikatnie obrócił młodszego na brzuch. Na widok lekko przestraszonego wzroku Kanon’a, szepnął coś uspokajająco i jak najdelikatniej mógł wszedł w niego. Mimo to chłopak ledwo zdusił krzyk, ale starał się chociaż nie rozpłakać, jednak po chwili nieprzyjemny ból, zaczął przeradzać się w inne uczucie, całkowicie go przepełniające, gdy Aoi powoli zaczął się w nim poruszać. Teraz nie powiedziałby, który z nich pierwszy osiągnął spełnienie. Zresztą to nie było ważne.&lt;br /&gt;Po wszystkim siedzieli jeszcze obok siebie, nie mogąc znaleźć tematów do rozmowy. W końcu Kanon zakomunikował, że wybiera się wreszcie pod prysznic. Wrócił po pół godzinie, całkowicie już ubrany i uczesany, a Aoi też właśnie kończył zbierać swoje rzeczy.&lt;br /&gt;- Zadzwoniłem po pomoc drogową i zabrali twój samochód. O tej porze masz go odebrać – zwrócił się do chłopaka, podając mu skrawek papieru z zapisanym miejscem i godziną. – A teraz już chodź. Podrzucę cię do studia, a potem sam jadę na próbę...&lt;br /&gt;Kanon podziękował za fatygę i udał się do samochodu gitarzysty, który okazał się być zdecydowanie lepszym kierowcą jak on. Zaczęli rozmawiać o zdarzeniach, jakie mieli na drodze i wyszło na to, że basista jest niemal piratem drogowym. Droga upłynęła bardzo szybko i już po chwili wjeżdżali na parking przed studiem, gdzie akurat znaleźli się także Miku i Teruki, machając wesoło, gdy tylko dostrzegli kumpla. Na chwilę na ich twarzach pojawił się wyraz szoku, gdy zobaczyli, kto przywiózł ich basistę, ale gdy tylko Aoi odjechał, obaj rzucili się na kolegę.&lt;br /&gt;- Ha! – wykrzyknął nagle triumfalnie perkusista, wskazując na zaczerwieniony ślad na szyi Kanon’a i mrugając do niego porozumiewawczo, co wywołało lekki rumieniec u chłopaka.&lt;br /&gt;- Odczep się – burknął basista, zakrywając wskazane miejsce włosami.&lt;br /&gt;Teruki uniósł ręce w obronnym geście, ale nadal uśmiechał się szeroko. Gdy ich kumpel odwrócił się i ruszył w stronę wejścia do budynku, mrugnął porozumiewawczo do Miku. Obaj mieli nadzieję, że ich przyjaciel jakoś to sobie poukłada. Niewiele minęli się z prawdą, gdyż Kanon zachowywał się tak jak zwykle. Jedynym odstępstwem od normy było jego chwilowe odrywanie się od rzeczywistości – potrafił zamyślić się na dłuższy czas i dopiero za którymś razem docierało do niego to, co mówili kumple z zespołu. W sumie to obawiał się, że ich stosunek względem niego się zmieni, jednak były to niesłuszne obawy, gdyż Miku i reszta nadal zachowywali się tak jak wcześniej, nie licząc pewnych docinek.&lt;br /&gt;    Podczas dłuższej przerwy, gdy wszyscy poszli coś zjeść, Kanon zorientował się, że w tylnej kieszeni spodni ma jakąś kartkę, która wypadła, gdy szukał zapalniczki. Treść tejże kartki zdecydowanie go zaskoczyła i szybko domyślił się kto jest nadawcą, mimo, iż nie znał charakteru pisma. „Przyjdź jeszcze kiedyś” – to jedno zdanie basista czytał po kilka razy, wypalając jednego papierosa za drugim, zupełnie zapominając o tym, że powinien coś zjeść. Dopiero, gdy jego brzuch głośno dał o sobie znać, postanowił wybrać się coś przekąsić. Przez całą drogę uparcie odganiał od siebie wspomnienie dzisiejszego poranka. Jakoś nie mógł przyjąć jeszcze do świadomości, że jednak to się zdarzyło, a teraz jeszcze bardziej nie umiał sprecyzować tego, co właściwie czuje. W końcu stwierdził, że właściwie nie ma tu niczego więcej, oprócz tego, że Aoi mu się podoba. Wiedział, że nie jest w tym punkcie sam, gdyż jego zdaniem Miyavi, miał identyczny stosunek wobec gitarzysty.&lt;br /&gt;    Tak rozmyślając, przeszedł przez hol szukając chłopaków, którzy pewnie zorganizowali coś większego do jedzenia. I faktycznie siedzieli przy napoczętej pizzy w jednym z pokoi. Kanon przysiadł się do nich i bez zbędnych pytań poczęstował się.&lt;br /&gt;    - Hej, nie wkurz się, ale muszę o to zapytać – odezwał się Miku.&lt;br /&gt;    - Słuchaj, to moja sprawa – powiedział basista, doskonale wiedząc, jak temat chce poruszyć wokalista. – Zresztą większość wiesz, dużej części się domyślasz, także po co się pytasz?&lt;br /&gt;    - To, proste – do rozmowy włączył się Teruki. – Jesteśmy twoimi kumplami i lepiej byś ty sam to powiedział i ewentualnie wyprowadził nas z błędu.&lt;br /&gt;    - Jesteście niemożliwi – westchnął Kanon, rozkładając się wygodnie na kanapie i sięgając po puszkę z jakimś napojem energetycznym.&lt;br /&gt;    - Tylko nam powiedz, czy on ci się podoba czy nie i dajemy ci spokój.&lt;br /&gt;    - A jeżeli tak, to co w związku z tym?&lt;br /&gt;    - Spaliście ze sobą? – wypalił nagle Yuuki, sprawiając tym samym, iż Kanon zakrztusił się napojem i rozlewając zawartość puszki na spodnie. Najwyraźniej wszyscy bardzo dobrze zrozumieli tą reakcję i tylko wymienili uśmiechy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Aoi przekroczył próg studia z nadzwyczaj zadowoloną miną. Najwyraźniej oprócz niego, tylko Kai był w dobrym nastroju. Jak zawszę zresztą. Ruki’ego i Reity jeszcze nie było, ale nikogo to nie dziwiło. Uruha siedział już z nastrojoną gitarą w ręku i grał bliżej nie określoną melodię. Zauważył rozweselonego czarnowłosego i tylko pokręcił głową.&lt;br /&gt;    - Miyavi znów przyszedł? – zapytał nieco znudzonym głosem, jednak na tyle cicho, by Kai nie usłyszał. Jasnowłosy gitarzysta był jedyną osobą, która wiedziała nieco więcej o życiu ich kumpla. A to wszystko przez jedno dość niezręczne wydarzenie, a mianowicie któregoś wieczoru, Uruha postanowił pojechać do przyjaciela, by zabrać jakieś papiery. Zazwyczaj nie pukał do domu i od razu wchodził do środka, jednak widok jaki zastał w salonie, na zawsze oduczył go tego zwyczaju. Gitarzysta zobaczył Aoi’ego i Meev’a na kanapie w jednoznacznej sytuacji. Obaj byli już praktycznie bez ubrań, gdy Aoi zorientował się, że są obserwowani. W pierwszej chwili chciał zamordować jasnowłosego, ale ostatecznie zagroził mu, że jeżeli piśnie choć słowo na ten temat, to na bank go wykastruje. Dlatego teraz zdecydowanie ściszył głos.&lt;br /&gt;    - Wyobraź sobie, że nie tylko – gitarzysta wyciągnął z futerału swoją gitarę i podłączył do wzmacniacza, po czym dodał już głośniej. – Miałem niespodziewanego gościa.&lt;br /&gt;    - I daję sobie rękę uciąć, że był to ten młody – odezwał się od progu Reita, rzucając jeszcze przepraszające spojrzenie liderowi. Po chwili do sali prób wszedł również Ruki, najwyraźniej bardzo zaspany.&lt;br /&gt;    - Skąd wiesz? – zdziwił się Aoi, odkładając instrument i kierując swoje kroki do czajnika, by zagotować wodę na kawę.&lt;br /&gt;    - Bo jesteś ślepy – burknął basista. – Widziałem was na skrzyżowaniu w twoim samochodzie. Byłeś taki dobry i podwiozłeś go na próbę?&lt;br /&gt;    - Nie ironizuj...&lt;br /&gt;    - A jak było? – Reita nie przestawał wypytywać kumpla z lubością obserwując, iż ten pomału zaczyna się irytować. Jednak tym razem nie zyskał odpowiedzi, gdyż Kai widząc szykującą się sprzeczkę, czym prędzej zapędził ich do rozpoczęcia próby. Jedynie Ruki miał jeszcze chwilę wolnego, by wypić kawę i trochę się rozbudzić. Przez cały czas Aoi musiał znosić zaczepki basisty, który koniecznie chciał się dowiedzieć jak było i czy zamierzają to powtórzyć. Czarnowłosy cieszył się, że nie wiedział o Miyavi’m, bo wtedy nie dałby mu w ogóle spokoju. Poza tym zaskoczyła go dedukcja Reity i wyciągnięte przez niego wnioski.&lt;br /&gt;Tak właściwie to sam nie wiedział, dlaczego akurat postąpił, tak a nie inaczej i trochę się bał, że zraził do siebie Kanon’a, który wydał mu się sympatycznym chłopakiem. Chciał jeszcze się z nim kiedyś spotkać, ale nie po to, by spędzić kilka namiętnych chwil, ale po to by porozmawiać i poznać się nieco lepiej. Miał nadzieję, że chłopak znajdzie karteczkę i zdecyduje się przyjść. Właściwie było mu obojętne kiedy, byle tylko przyszedł. Jednak nie spodziewał się, iż to będzie dzisiaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Po skończonej próbie Kanon udał się odebrać swój samochód. Na szczęście nie miał daleko, ale ze względów bezpieczeństwa, podwiózł go jeden z ochroniarzy. Zapłacił należność za paliwo i ruszył do domu. Z naprawdę wielką ulgą otworzył drzwi do swojego mieszkania. Panował tu trochę lekki zaduch, dlatego pootwierał wszystkie okna, a później poszedł przebrać się w coś wygodniejszego. Gdy ściągał swoje ubranie, wyraźnie czuł jeszcze zapach perfum Aoi’ego. Teraz znów zastanawiał się czy spotkać się z nim jeszcze raz. Obawiał się, że mogą wylądować w sypialni, a taka wizja ich znajomości niespecjalnie mu odpowiadała. Bardzo długo bił się z myślami, jednak w końcu zdecydował się, że jednak zaryzykuje ponowne spotkanie. Wziął szybki prysznic, przez chwilę zastanawiał się nad ubraniami, ale w końcu wyszedł z domu i wyruszył samochodem pod siedzibę wytwórni PSC Company. Całą drogę zastanawiał się, co właściwie mu powie, a najrozsądniejsze wydało mu się zaproszenie go na obiad. W końcu musiał się jakoś odwdzięczyć. Z pewnym zdziwieniem zauważył auto gitarzysty przed budynkiem, gdyż było już późne popołudnie. Najwyraźniej lider Gazette zarządził dziś długą i męczącą próbę. Jak na zawołanie na parking wyszedł Kai, a za nim reszta zespołu. Aoi kłócił się o coś zawzięcie z Reitą, ale gdy zauważył samochód Kanon’a, szybko ruszył w jego stronę.&lt;br /&gt;    - Nie spodziewałem się ciebie tak szybko – powiedział, gdy Kanon otworzył okno w samochodzie, by móc porozmawiać z czarnowłosym.&lt;br /&gt;    - Chciałbym się jakoś odwdzięczyć i zabieram cię na obiad – odpowiedział chłopak, mimo wszystko nie chcąc, by gitarzysta go wyśmiał.&lt;br /&gt;    - Przecież nie musisz – Aoi uśmiechnął się, ale za chwilę wsiadł do samochodu na miejsce pasażera, pokazując w między czasie środkowy palec Reicie, który coś krzyczał w ich stronę. – Tylko odwieź mnie tu później.&lt;br /&gt;    Kanon czuł się tak, jakby kamień spadł mu z serca i przytaknął z uśmiechem, po czym wyjechał z parkingu. Potwierdził się też fakt, że był dość brawurowym kierowcą i nieraz po drodze, Aoi niemal wciskał się w fotel, gdy młodszy przejeżdżał ze zdecydowanie za dużą prędkością na żółtym świetle. Wreszcie zajechali przed jedną restaurację. Nie wyglądała specjalnie imponująco i nie rzucała się w oczy. Gdy weszli do środka, a kelnerka podała im kartę dań, okazało się też, iż jest całkiem niedrogo.&lt;br /&gt;    - Nic specjalnego, ale często przychodzimy tu z chłopakami – rzucił Kanon, by zacząć jakoś rozmowę. – Tanio i smacznie...&lt;br /&gt;    - Wierzę na słowo – Aoi uśmiechnął się i wrócił do czytania menu. Gdy już obaj złożyli zamówienie, gitarzysta zapytał. – Wszystko w porządku?&lt;br /&gt;    - Nie rozumiem – zdziwił się chłopak, gdyż pytanie nie odnosiło się właściwie do niczego konkretnego.&lt;br /&gt;    - No z tobą... – Aoi ściszył głos. – O ile się nie mylę, to był twój pierwszy raz...&lt;br /&gt;    - A... – Kanon zaczerwienił się i wbił wzrok w blat stołu. – Tak...  Ale ja... No wiesz...&lt;br /&gt;    - Daj spokój – czarnowłosy roześmiał, wywołując jeszcze większe zażenowanie u chłopaka. – Poradziłeś sobie lepiej, niż ja za pierwszym razem. Słuchaj, jeżeli masz mi to za złe, to powiedz wprost.&lt;br /&gt;    - Nie, nie mam, tylko jakoś nie potrafię przyjąć tego do wiadomości... To głupie...&lt;br /&gt;    - Nie głupie, tylko zrozumiałe. Dobra, ale ja mam przede wszystkim pytanie do ciebie – gitarzysta nachylił się w stronę chłopaka. – Jak ty to wszystko traktujesz? Tylko szczerze.&lt;br /&gt;    - Nie jako coś znaczącego. Było po prostu i tyle. Nie obraź się, ale związki na stałe z facetami mnie nie interesują – Kanon postanowił być szczery i powiedział całą prawdę, zdając sobie jednak sprawę, że może to w jakimś stopniu urazić jego rozmówcę.&lt;br /&gt;    - Ulżyło mi, bo chciałem powiedzieć to samo...&lt;br /&gt;    - A Miyavi? – młodszy sięgnął po pałeczki, gdyż przed chwilą postawiono przed nimi gotowe dania.&lt;br /&gt;    - To nic zobowiązującego. Jesteśmy tylko i wyłącznie kumplami z wytwórni.&lt;br /&gt;    Obaj zrozumieli się bezsłownie, iż nie ma sensu kontynuować tego tematu, więc zabrali się za jedzenie. Aoi stwierdził, że jego nowy kumpel ma rację – wszystko smakowało wyśmienicie. Gdy skończyli, zapadło niezręczne milczenie, jednak w końcu udało się nawiązać rozmowę. Okazało się, iż mają całkiem sporo wspólnych tematów. Wymieniali się doświadczeniami na scenie, obgadali kumpli z zespołów, opowiadając przy tym najróżniejsze historie. Nawet nie zauważyli, że zrobiło się już późno, a niebo na zewnątrz zmieniło swoją barwę z niebieskiej, na ciemnogranatową. Kanon wedle obietnicy odwiózł Aoi’ego pod wytwórnie, by ten mógł wrócić już własnym samochodem do domu. Pożegnali się krótko, obiecując, że któryś kiedyś się odezwie, by znów spotkać się i pogadać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Aoi zajechał przed swój dom i już na progu zauważył wysoką postać, po czym uśmiechnął się do siebie. Miyavi był już najwyraźniej znudzony czekaniem, gdyż przywitał go dość entuzjastycznie, wypytując, z kim, gdzie co i jak. Gitarzysta otworzył drzwi przy akompaniamencie słowotoku wyższego chłopaka, od czasu do czasu przytakując i skierował się do kuchni. Niestety nie zrealizował tego zamiaru, gdyż Miyavi przyszpilił go do ściany i namiętnie pocałował.&lt;br /&gt;    - Jesteś niecierpliwy – Aoi uśmiechnął się. – Pewnie nawet nie pomyślisz o tym, że mogę być zmęczony, co?&lt;br /&gt;    - Domyślam się... Najpierw ja, później ten młody – Miyavi pociągnął czarnowłosego w stronę sypialni. – Ale ja jestem dziś w pełni sił, dlatego cię wyręczę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;    Zaskakujące było, że pomimo różnicy wieku tak dobrze się dogadywali. Starszy gitarzysta okazał się być wesołą i sympatyczną osobą, mimo iż wyraźnie spoważniał i z chłopaka zaczynał stawać się prawdziwym mężczyzną.  Nie dało się tego przeoczyć. Gdy Kanon dorwał w jednym z magazynów jego ostatnią sesję zdjęciową, był naprawdę zaskoczony i przez kilka chwil kartkował gazetę, zanim złapał nieco zniecierpliwione spojrzenie sprzedawcy.&lt;br /&gt;Młody basista wciąż postrzegał go jednak w dwóch aspektach, mimo iż usilnie starał się skupić bardziej na charakterze czarnowłosego, niż na jego innych walorach. Od incydentu z zepsutym samochodem, Kanon bywał u niego kilka razy, ale nigdy nie wylądowali w łóżku, czego chłopak się obawiał. Wreszcie zaczął czuć się nieco swobodniej w towarzystwie Aoi’ego, choć gdy tamtemu zdarzało się pocałować go delikatnie na pożegnanie, znów zaczynał się czuć nieco niezręcznie. Tym bardziej, że Miyavi bywał znacznie częściej i w wiadomych celach. Zdecydowanie nie lubił się mijać z nim w domu gitarzysty, gdyż zazwyczaj tamten zdawał się lubić wprawiać go w zakłopotanie, nagminnym przytulaniem go. Żeby tylko przytulaniem. Gdyby nie interwencje Aoi’ego, Kanon wylądował by w łóżku wokalisty, który dodatkowo chciałby mieć czarnowłosego jeszcze do towarzystwa. Jednak ani basista, ani Aoi nie wyrażali na to najmniejszych chęci.&lt;br /&gt;    Jeżeli chodziło zaś o pozostałych członków zespołów, to jak w An Cafe wszyscy wiedzieli o nowej znajomości Kanon’a, tak w Gazette tylko Uruha orientował się co i jak. Aoi zresztą wolał by tak to zostało, gdyż nie miał ochoty znosić docinków Reity. Kanon zaś musiał nauczyć się przestać reagować na zaczepki kumpli i pytania o to, czy znów jedzie do swojego chłopaka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Próba, a właściwie przerwa na kawę, gdyż było dość wcześnie. Tak przynamniej twierdził Miku, gdyż dla niego dziesiąta to wczesny ranek. Właściwie koledzy nie zwracali na niego uwagi, gdyż wiedzieli, iż ich kumpel wczorajszego wieczoru był na jakimś przyjęciu. Gdy wokalista wypijał drugą kawę pod rząd, drzwi od studia otworzyły się cicho, a osoba która pojawiła się na progu, spowodowała, iż Kanon rozlał zawartość swojego kubka.&lt;br /&gt;    - Cześć – Aoi bez skrępowania wszedł do środka i spojrzał po nieco zaskoczonych minach młodszych kolegów, po czym zwrócił się do Kanona. – Możemy pogadać?&lt;br /&gt;    Basista zdołał jedynie skinąć głową w odpowiedzi. Zbyt zszokowała go obecność czarnowłosego w ich studiu, gdyż zdecydowanie się tego nie spodziewał. Nie docierała do niego rozmowa gitarzysty z Miku, który z uśmiechem wskazał małą kuchnię, gdzie można spokojnie porozmawiać. Nie zwrócił też uwagi na wołanie reszty kolegów, by się nie spieszyli, ale bardzo dobrze poczuł, jak Aoi lekko obejmuje go i prowadzi do pomieszczenia obok. Gdy drzwi wreszcie się zamknęły, udało mu się wydusić pytanie.&lt;br /&gt;    - Co tu robisz?&lt;br /&gt;    - Właściwie to chciałam ci o czymś powiedzieć – gitarzysta podszedł bliżej i przyciągnął do siebie młodszego, tak że nie dzieliła ich właściwie żadna odległość, po czym dodał. – Osobiście...&lt;br /&gt;    - Chyba już o tym rozmawialiśmy... Wtedy... Ja... – chłopakowi nie dane było do kończyć zdania, gdyż czarnowłosy pocałował go, tym razem jednak leniwie i nie nachalnie. Gdy oderwał się na chwilę, Kanon spojrzał na niego wojowniczo. – Nie tutaj. I mów wreszcie o co chodzi, bo mnie chłopaki zabiją, jeżeli próba się przedłuży...&lt;br /&gt;    - Mnie Kai zabije, jak ja nie wrócę do nas na próbę – roześmiał się gitarzysta, uwalniając kolegę z objęć. – Właściwie, to chciałam zaprosić cię na jutrzejsza imprezę u mnie. Będą co prawda chłopaki z zespołu, ale jak chcesz możesz zabrać jeszcze kogoś ze sobą....&lt;br /&gt;    - Nie mogłeś powiedzieć mi tego przez telefon? – Kanon sięgnął do kieszeni po papierosy i odpalił jednego.&lt;br /&gt;    - Nie mów, że ci się nie podobało...&lt;br /&gt;    - Podobało, podobało... – basista machnął niecierpliwie ręką, ale pod wpływem wyczekującego spojrzenia starszego, dodał. – Dobra, przyjdę...&lt;br /&gt;    Aoi uśmiechnął się i raźnym krokiem ruszył do drzwi. Przez chwilę zawahał się, po czym otworzył je z rozmachem. Miał w tym swój cel, gdyż ten niespodziewany ruch, sprawił, że podsłuchująca reszta zespołu An Cafe, odskoczyła jak oparzona, po czym bardzo szybko znalazła sobie jakieś inne zajęcia, udając, że kompletnie nic nie słyszeli i nie widzieli. Ciemnowłosy pokręcił z rozbawieniem głową, machnął jeszcze wszystkim na pożegnanie i szybko ruszył na parking do samochodu. I tak był już spóźniony na próbę.&lt;br /&gt;Gdy Kanon wyszedł do chłopaków, zaraz został zaatakowany ciekawskimi spojrzeniami, ale chyba tylko Yuuki zdecydował się zadać pytanie.&lt;br /&gt;    - To prawda co Miku widział przez dziurkę od klucza? – wokalista nagle stwierdził, że musi wyjść do toalety i zniknął w przeciągu kilku sekund, natomiast klawiszowiec uściślił swoje pytanie, widząc zdziwienie Kanona. – No, że się całowaliście?&lt;br /&gt;    Basista najpierw nie wiedział co odpowiedzieć, jednak za chwilę priorytetem stało się zamordowanie Miku, który podejrzanie długo nie wracał. Wreszcie do studia zaciągnął go Teruki, a wokalista został obdarowany mocnym pacnięciem w głowę przez Kanona. Gdy wreszcie przestali się kłócić o podglądanie i podsłuchiwanie, mogli kontynuować próbę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Aoi po raz któryś musiał biec otworzyć drzwi. Dziwił się, że aż tyle osób zaprosił i w sumie niepotrzebnie mówił, iż mogą zabrać kogoś do towarzystwa. Owszem, miał dość spory dom, jednak po przybyciu większość gości salon wydał się podejrzanie ciasny. Dobrze, że pogoda dopisywała i mógł pootwierać okna, gdyż większość towarzystwa stanowili palacze i wszystko nieuchronnie mogło przesiąknąć papierosowym dymem. Gitarzysta rozejrzał się po twarzach zebranych – wszyscy to znajomi z wytwórni, kilka osób to ktoś z dawnych czasów, jednak brakowało mu tu dwóch osób. Pewnie dlatego za każdym razem, gdy rozległ się dzwonek drzwi, szedł otworzyć z nieco bijącym sercem. Tak było i tym razem. Nie zdążył powiedzieć nawet słowa, gdy osoba stojąca na progu z miejsca przyszpiliła go do ściany i chciwie pocałowała. Gdy udało mu się wreszcie wyswobodzić, rzucił krótkie niezbyt przyjazne spojrzenie.&lt;br /&gt;- Meev, oby to był ostatni raz na tej imprezie.&lt;br /&gt;- Co, kryjesz się przed kumplami?&lt;br /&gt;- Tylko Uruha wie – rzucił niechętnie czarnowłosy, prowadząc kumpla do reszty gości. Za chwilę dodał cicho. – Zaprosiłem Kanon’a...&lt;br /&gt;- Spodobał ci się chłopak, co? -  zapytał równie cicho Miyavi, co jakiś czas witając się entuzjastycznie z pozostałymi. Widząc jednak naburmuszoną minę Aoi’ego który nie miał najmniejszej ochoty odpowiadać na to pytanie postanowił nie poruszać tego tematu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Mijały kolejne godziny, a Kanon nie pojawiał się. Aoi zastanawiał się, dlaczego ten fakt tak go martwi. Może to była kwestia tego, że ostatnio spędzili trochę czasu ze sobą, poznali się bliżej i zaczęli naprawdę dobrze dogadywać. Jednak ta okazja mogła nie być najlepsza do spotkania się, bo chłopak właściwie nikogo oprócz niego i Miyavi’ego nie znał i pewnie dlatego wolał nie przychodzić. A znając humory Reity i Uru gdy sobie wypiją, na młodszym nie zostałaby sucha nitka.&lt;br /&gt;    Czarnowłosy wyciągał z zamrażarki kolejne dwie butelki wysokoprocentowego napoju, gdy poczuł jak ktoś chwyta go za biodra. Nie musiał się nawet oglądać, kto to, tylko strzepnął niecierpliwie dłonie napastnika i wyprostował się. Jakoś nie uśmiechało mu się, żeby ktokolwiek się czegoś dowiedział. I tak Uruha krzywo się na niego patrzył z niewiadomych powodów, szczególnie, gdy Miyavi kręcił się gdzieś obok czarnowłosego. Jednak wyższy chłopak dziś już wypił wystarczająco dużo, by nabrać chęci dobrania się do Aoi’ego. Gitarzysta musiał tłumaczyć mu cierpliwie, że nie teraz i nie tutaj i pewnie, dlatego nie usłyszał dzwonka do drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Kanon jeszcze raz nacisnął przycisk, ale już zaczął wątpić by ktoś cokolwiek usłyszał. Z otwartych okien wylewała się głośna muzyka i śmiechy. Chłopak zerknął na Miku, który rozglądał się z ciekawością dookoła. Nie wiedział, po co zabrał akurat wokalistę. Chyba tylko dlatego, że podsłuchał rozmowę jego i Aoi’ego i uparł się, że chce iść na imprezę. I to właśnie przez Miku, obaj przyszli zdecydowanie spóźnieni. Kanon nawet nie chciał myśleć ile to było czasu. Ponownie nacisnął dzwonek i długo przytrzymał przycisk, gdy nagle drzwi otworzyły się.&lt;br /&gt;    - Nie dzwoń tak do cholery! – obaj spojrzeli zaskoczeni na tego kto im otworzył  i za chwilę rozpoznali Uruhę. Gitarzysta także przyglądał się im ze zdziwieniem, ale w końcu przepuścił w drzwiach. – Aoi jest w kuchni i jak mniemam zabawia się z Miyavi’m. Wchodźcie i rozgośćcie się.&lt;br /&gt;    Chłopaków przywitały zaciekawione spojrzenia, przez co czuli się trochę jak jakieś okazy na wystawie, jednak za chwilę zebrało się wokół nich mnóstwo ludzi, z których każdy chciał podać rękę, przedstawić się i zagadać. Tak, zdecydowanie alkohol zrobił swoje i po chwili młodsi muzycy zostali wciągnięci w wir zabawy i rozmów. To zamieszanie ściągnęło Aoi’ego do pokoju, który rozpromienił się na widok Kanon’a. Od razu przysiadł się do chłopaka.&lt;br /&gt;    - Co tak długo?&lt;br /&gt;    - Miku nie potrafi się szybko zebrać – odpowiedział basista, wskazują na wokalistę, który akurat toczył zawziętą dyskusję z chłopakami z alice nine. – Przepraszam...&lt;br /&gt;    - Daj spokój – czarnowłosy poczochrał młodszego po włosach i uśmiechnął się. – Dzięki, że w ogóle jesteś...&lt;br /&gt;    Kanon również lekko uśmiechnął się. Tak w ogóle to poczuł ogromną ulgę. Ani Aoi się nie złościł, ani nikt nie potraktował ich jak intruzów – ogólnie wszystko wyglądało nadzwyczaj idealnie. Ale oczywiście coś, a dokładniej ktoś musiał przerwać tę sielankę. Pierwszą taką osobą był oczywiście Miyavi, który gdy tylko spostrzegł chłopaka zaraz się do niego przykleił i zaczął zagadywać. Jednak tym, kto wyswobodził go z jego objęć nie był czarnowłosy gitarzysta, ale jego kumpel Uruha, który poprosił Kanon’a na słówko. Jedynym miejscem, gdzie można było spokojnie porozmawiać, okazała się być kuchnia i tam obaj się udali. Jasnowłosy przez chwilę zupełnie się nie odzywał, tylko palił papierosa, ale w końcu zapytał:&lt;br /&gt;    - Dlaczego cię zaprosił?&lt;br /&gt;    - Aoi? Nie wiem, tak po prostu... – Kanon był zaskoczony pytaniem starszego kolegi. Czuł, że zachowuje on jakiś dziwny dystans i odnosi się do niego nieco chłodno. Jedna myśl, która wpadła mu do głowy była wręcz nieprawdopodobna, ale jednocześnie bardzo wiele mu tłumaczyła. Przez dłuższą chwilę zbierał się na odwagę by zapytać. – Słuchaj, to nic poważnego... ja nie będę stać nikomu na drodze...&lt;br /&gt;- O czym ty w ogóle mówisz? – Uru uniósł brwi w zdziwieniu, a po chwili jednak zorientował się o co chodzi chłopakowi. – Nic mnie z Aoi’m nie łączy. Tu raczej chodzi o ciebie.&lt;br /&gt;- Nie rozumiem – młodszy nadal nie bardzo wiedział, o co chodzi gitarzyście, choć podświadomość, podpowiadała mu dość zaskakujące rozwiązanie. – Przecież my nic...&lt;br /&gt;- Nie? – tym razem jasnowłosy był kompletnie zaskoczony. – Aoi dość często o tobie wspomina i to w superlatywach, więc byłem przekonany, że coś więcej się szykuje... Słuchaj młody, nie patrz się tak na mnie – Uruha roześmiał się głośno widząc spojrzenie chłopaka. – Mówię, że nic mnie z nim nie łączy. No może oprócz jednego niefortunnego zdarzenia, ale pewnie już ci o tym opowiedział.&lt;br /&gt;    - Nie mówiłem - nagle w kuchni pojawił się czarnowłosy gitarzysta, podszedł do Kanona i lekko objął go ramieniem. – Co ty wymyślasz Uruha? Idź do Reity, bo się zaraz z Sagą pokłóci.&lt;br /&gt;    - Nie mam jeszcze przypadkiem pilnować Meev’a?&lt;br /&gt;    - Nie, bo zasnął na kanapie – Aoi roześmiał się, a gdy młodszy gitarzysta wyszedł, usiadł się na krześle obok. – Dlaczego masz taką zaskoczoną minę?&lt;br /&gt;    - Bo byłem przekonany, że on jest o ciebie zazdrosny – odpowiedział basista będąc przy tym nieco zażenowanym.&lt;br /&gt;    - Uru? Nie żartuj. Od miesiąca robi podchody w stronę Reity, tylko tamten debil tego nie zauważa.&lt;br /&gt;    - A między wami... ?&lt;br /&gt;    - Dlaczego pytasz? – czarnowłosy spojrzał badawczo na młodszego, który odwrócił głowę, starając się ukryć coraz bardziej czerwone policzki. – Kanon, wiedz, że jedyne co nas łączy to fakt, że się raz przespaliśmy... To jest ten tragiczny pierwszy raz z facetem o którym ci kiedyś napomknąłem.&lt;br /&gt;    Kanon jakoś nie bardzo wiedział co odpowiedzieć. Z jednej strony czuł ulgę, a z drugiej zastawiał się, dlaczego nagle rozmowa zeszła na tak nieoczekiwany tor. Miał wrażenie, iż wychodzi na zazdrosnego i chce się upewnić, że Aoi jest całkowicie wolny. Nie dane było im więcej porozmawiać, gdyż nagle rozległ się hałas z salonu. Ciemnowłosy natychmiast wybiegł zobaczyć co się dzieje, jednak okazało się, że to tylko Reita chciał coś wytłumaczyć Sadze. Chyba chodziło o sposób gry na basie, jednak nie udało mu się czegokolwiek pokazać, gdyż potknął się i runął jak długi na podłogę. Wszyscy ryknęli śmiechem, natomiast Uruha zaoferował się, że odstawi basistę do domu. Potem już wszystko przebiegło bez najmniejszych problemów. Miyavi do końca wieczoru spał smacznie na kanapie, a pozostali dobrze i głośno się bawili do momentu, gdy każdemu zaczęło się chcieć spać. Ostatecznie zadzwoniono po kilka taksówek, które gdy podjechały, natychmiast zostały oblężone. Kanon przez moment wahał się czy wsiadać czy nie. Spojrzał na Miku, ale ten mrugnął do niego tylko i poklepał po ramieniu. Gdy samochody odjechały młodszy spojrzał na Aoi’ego, który wydawał się być zmęczony tym całym rozgardiaszem.&lt;br /&gt;    - Dlaczego zostałeś? – zapytał ciemnowłosy, przyglądając się z uwagą chłopakowi i wprowadzając go do środka.&lt;br /&gt;    - Po prostu chciałem – odpowiedział cicho i zaczął pomagać zbierać porozrzucane butelki i papiery.  Jednak bardzo szybko zrezygnowali, gdyż okazało się to być zadaniem wymagającym dużej ilości czasu, a oni byli już zdecydowanie zmęczeni. Gdy zebrali to, co leżało gdzieś na drodze i można było się o to potknąć, Kanon udał się wziąć szybki prysznic. Jednak gdy już się wykąpał, przypomniał sobie, że przecież absolutnie nic nie ma ze sobą – ani ubrania na zmianę, ani nie poprosił o ręcznik, by się móc czymś owinąć. Minęła dłuższa chwila, gdy zakręcił wodę i zaczęło mu być zimno, dlatego zdecydował się zawołać Aoi’ego. Ten pojawił się za kilka chwil, a gdy tylko młodszy uchylił drzwi od razu wyciągnął ręcznik uśmiechając się przy tym i oszczędzając mu oceniającego spojrzenia. Rzucił tylko, że czeka na niego u siebie w pokoju i zamknął drzwi, pozostawiając chłopaka w ogromnej konsternacji. Jedno zdanie, niby niewinne, a zabrzmiało dość dwuznacznie. A może to tylko jego chora wyobraźnia? Przecież dotąd nic nie było, więc dlaczego teraz miałoby mieć miejsce? I dlaczego do jego pokoju? Przecież ma pokój gościnny. A może chciał porozmawiać? „Tak, na pewno chce porozmawiać” wmawiał sobie basista, owijając ręcznik wokół bioder i nieco niepewnie kierując kroki do sypialni Aoi’ego. Zamarł przez chwilę z ręką na klamce, gdyż akurat teraz przypomniało mu się, iż ciemnowłosy był ostatnio w stosunku do niego bardziej czuły niż zwykle. Nie przeszkadzało mu to, a nawet się cieszył, jednak teraz zawahał się. W końcu wszedł do środka. Zastał Aoi’ego siedzącego przy laptopie, ale gdy gitarzysta usłyszał, że ktoś wchodzi natychmiast odwrócił swoją uwagę od monitora.&lt;br /&gt;    - Nie zmarzniesz? – zapytał wstając z miejsca i podchodząc do szafy. – Jak chcesz, mogę dać ci do ubrania, to co ostatnio...&lt;br /&gt;    - Byłbym wdzięczny...&lt;br /&gt;    Kanon ponownie otrzymał ten sam dres, który miał na sobie, gdy pierwszy raz wylądował w mieszkaniu gitarzysty, który teraz udał się wreszcie pod prysznic. Chłopak szybko przebrał się, jednak nie wiedział co ma dalej robić. Czy może przenieść się do pokoju, gdzie ostatnio nocował, czy poczekać tutaj. A jeżeli tak, to czym się przez chwilę zająć. Zerknął w stronę laptopa, jednak bardzo szybko porzucił zamiar zobaczenia, czego tamten szukał – nie był aż tak ciekawski jak Miku, a zresztą nie chciał narobić sobie problemów. Usiadł na skraju łóżka i zaczął się rozglądać po niewielkiej sypialni. W porównaniu to ogromnego domu, była bardzo mała, ale za to przytulna. Po chwili wrócił gitarzysta i najwyraźniej wydawał się zaskoczony obecnością chłopaka. Przysiadł się do niego i powiedział:&lt;br /&gt;    - Byłem przekonany, że pójdziesz do tamtego pokoju – nie uzyskał jednak żadnej odpowiedzi, a młodszy znów tylko uparcie wpatrywał się w swoje dłonie. – Jak chcesz zostać, to nie widzę problemu – dodał unosząc głowę chłopaka, tak by móc spojrzeć na niego, po czym pochylił się zamierzając go pocałować.&lt;br /&gt;    - Dlaczego to robisz? – zapytał Kanon, odsuwając się. – Nie jestem Miyavi’m...&lt;br /&gt;    - Wiem – odpowiedział ciemnowłosy, mając spokojny, ale przy tym zdecydowany ton. – I pytasz się dlaczego... – Aoi zamyślił się na chwilę, po czym roześmiał. – Nie przywykłem do takich scen. A tak szczerze, to nie wiem Non-chan...&lt;br /&gt;    - Skąd...?&lt;br /&gt;    - Ten twój kumpel, Miku o ile się nie mylę, tak do ciebie mówił – przerwał ciemnowłosy, któremu spodobało się to zdrobnienie i tak teraz mu pasowało do chłopaka, który siedział nieco zakłopotany tak jak wtedy, gdy pierwszy raz doszło między nimi do czegoś poważniejszego. Wydało mu się to dość zabawne, porównując z zachowaniem kreowanym przez Kanona na koncertach czy sesjach zdjęciowych, a nawet z tym jaki był, gdy ot tak zwyczajnie rozmawiali na stopie przyjacielskiej. Dopiero niedawno postanowił spróbować skierować tę znajomość na nieco inny tor, ale przy tym nie odstraszyć młodszego. Wolał poczekać na jego zgodę, niżeli narażać tę znajomość. Dlatego teraz siedzieli w milczeniu obok siebie, nie chcąc wykonać żadnego gestu, zupełnie tak jak za pierwszym razem. Aoi widział, że Kanon chce coś powiedzieć i cierpliwie czekał. Gdy tamten się odezwał, praktycznie go nie usłyszał i poprosił o powtórzenie. Chłopak przełknął ślinę i powiedział nieco głośniej.&lt;br /&gt;    - Wiesz, że nie powiem ci tego, czego byś pewnie oczekiwał, prawda?&lt;br /&gt;    - Wiem. Nie będę cię przecież zmuszał – gitarzysta ponownie podjął próbę zbliżenia się do chłopaka i tym razem tamten nie odsunął się, nie strącił ręki Aoi’ego ze swojego ramienia. W końcu nawet pozwolił na jeden delikatny pocałunek, później na każde następne, obejmując w końcu ciemnowłosego i nieco nieśmiało odwzajemniając pieszczotę. Kanon wiedział, ze Aoi oczekuje nieco więcej i pomału do tego dąży, jednak tym razem nie bronił mu. Nie pytał się czy to jest w porządku i czy powinni tak postępować. W tym momencie czuł, że najwyraźniej tego im obu brakowało – tej bliskości i tych pocałunków. Młodszy nie protestował, gdy ciemnowłosy powoli ściągnął z niego koszulkę i położył na łóżku. Drżał pod dotykiem jego dłoni, błądzących po jego ciele, powoli kierujących się coraz niżej. Jednak Aoi dziś najwyraźniej nie chciał się spieszyć. Przytulił jedynie chłopaka, gładząc go po włosach.&lt;br /&gt;    - Nie chcę, by to tak wyglądało – szepnął. – Że później znikniesz i będziemy udawać, iż nic takiego nie było...&lt;br /&gt;    - To brzmi tak, jakbyś... – Kanon nie mógł dokończyć zdania, gdyż gitarzysta zamknął mu usta długim pocałunkiem. Zresztą nie było potrzeby kończyć tej wypowiedzi. Domyślił się, ale czuł się nieswojo z myślą, iż nie może mu powiedzieć tego samego. – Aoi... – jęknął, gdy dłoń ciemnowłosego wsunęła się pod jego spodnie. Z minuty na minutę jego oddech zaczął przyspieszać, jednak chłopak nie chciał, by tak to wyglądało. Delikatnie powstrzymał Aoi’ego, by później samemu zacząć pieścić jego ciało i chcąc dostarczyć mu tej samej przyjemności, co on jemu. Nie protestował, gdy ciemnowłosy powoli wszedł w niego. Jak za pierwszym razem, wręcz płakał z bólu, tak teraz nie czuł nic oprócz narastającej przyjemności. Nie wiedział dlaczego, nie rozumiał tego, ale teraz pragnął oddać całego siebie, bez względu na to, jak ta znajomość się rozwinie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Leżeli później jeszcze długo obok siebie, uspokajając oddechy. Mimo wszystko obaj mieli wrażenie, że myślą o tym samym, jednak jakoś nie kwapili się by głośno porozmawiać na ten temat. Kanon domyślał się, co czuje, czy też zaczyna czuć Aoi. Było to dla niego zaskakujące, a że nie znalazł się jeszcze w takiej sytuacji, nie bardzo wiedział co powiedzieć. Czarnowłosy jednak zdawał się od niego nic nie wymagać. Teraz tylko wciąż przytulał go do siebie z lekkim uśmiechem.&lt;br /&gt;    - Proszę, powiedz mi wreszcie prawdę – basista zdecydował się przerwać milczenie, obawiając się jednak, że zniszczy jednym pytaniem całą miła i sielankowa atmosferę. – Czy ty coś do mnie... No wiesz, czy...&lt;br /&gt;    - Dlaczego ma to takie znaczenie dla ciebie? – odpowiedział Aoi, a na jego twarzy pojawił się ledwo zauważalny smutek. – Nie musimy w to mieszać moich uczuć, Non-chan... Tym bardziej, że nie powiesz mi tego samego...&lt;br /&gt;    - Nie powiem, bo sam jeszcze nie wiem... Przepraszam... – młodszy przewrócił się na drugi bok i szczelniej przykrył kołdrą. Zdziwił się, gdy Aoi przytulił się do jego pleców, jednak równocześnie poczuł ulgę, że nie obraził się na niego, a z drugiej strony zalała go przyjemna fala ciepła. Chyba to był bodziec, by w końcu to zaproponować. – Pozwólmy się temu rozwijać...&lt;br /&gt;    Aoi nie odpowiedział, ale sadząc po tym, że jeszcze bardziej się przytulił, zgodził się na propozycję. Tak było najbezpieczniej i najsensowniej. Żadnych kłamstw i patetycznych miłosnych wyznań. Nie byłoby w tym najmniejszego sensu, bo wszystko i tak przyjdzie naturalnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8980565410186456749-292039250425290401?l=imagination-by-ireth.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/feeds/292039250425290401/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/02/centrum-handlowe-aoi-thegazette-miyavi.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/292039250425290401'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/292039250425290401'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/02/centrum-handlowe-aoi-thegazette-miyavi.html' title='Centrum handlowe [Aoi - theGazettE, Miyavi, Kanon - An Cafe]'/><author><name>M.M.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/TNg-burpdzI/AAAAAAAAFPM/g9ZOLHlB6sI/S220/ID-DA.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8980565410186456749.post-4616471764755691350</id><published>2008-11-03T09:09:00.000-08:00</published><updated>2009-02-03T09:31:41.395-08:00</updated><title type='text'>List [AoixUruha - the GazettE]</title><content type='html'>Aoi westchnął przeciągle i wysypał na łóżko zawartość kolejnej szuflady. Tak, za dwa dni miał zmienić mieszkanie na większe i położone w odludnej okolicy. Zapłacił za nie słono, jednak stwierdził, że spokój jest ważniejszy. A poza tym nie raz zalano mu łazienkę, co doprowadzało go do szału. Teraz musiał wynieść się z tych nieszczęsnych czterech ścian, co wiązało się z opróżnieniem wszystkich szaf, komódek i tym podobnych składowisk śmieci, jak to dziś ochrzcił je gitarzysta. Nie przypuszczał, że przez te kilka lat jego zamieszkiwania tutaj, zbierze się aż tak dużo mniej lub bardziej zbędnych rzeczy. To co znajdował niejednokrotnie wprawiało go w zdziwienie, bo na przykład nie miał zielonego pojęcia, skąd w jednej z szuflad w salonie, znajduje się na wpół spleśniała kanapka. Jednak po chwili stwierdził, że to żart kogoś ze znajomych, których zapraszał na imprezy. Pozostałości po tych spotkaniach także się znajdowały w całym mieszkaniu. Z samym uporządkowaniem salonu zeszło mu całe przedpołudnie. Miał zamiar wstać wcześniej, jednak wczorajsza próba przeciągnęła się i jak tylko wrócił do domu padł na łóżko i od razu zasnął. Teraz to się mściło. Zegarek pokazywał już trzecią po południu, a on dopiero był w połowie sprzątania sypialni. Udało mu się właściwie tylko poskładać ubrania w jedno miejsce, by później na spokojnie je spakować. Podobnie pościel i inne drobiazgi. Teraz zabrał się za opróżnianie szafek w biurku. Tony papierów, a wśród nich fragmenty piosenek, stare rachunki, czy nawet zgniecione doszczętnie papierosy. Jednak jego uwagę przykuła dość zżółknięta koperta, która wylądowała na podłodze gdy wszystko wysypywał na łóżko. Podniósł ją z ziemi i zauważył, iż nie była zaadresowana, jednak gdy wyciągnął zapisaną kartkę od razu rozpoznał swój charakter pisma. Stwierdził, że jest to dość stary list, jednak on nadal jak bazgrał, tak bazgra dalej i trudno się po nim rozczytać. Szybko przebiegł wzrokiem tekst, ale wyrwane z kontekstu zdania, zmusiły go do przeczytania całości. Im bardziej wgłębiał się w treść, tym więcej sobie przypominał. Gdy skończył lekturę, odruchowo zerknął na zdjęcie stojące w ramce na nocnej szafce. Przez chwilę sprawiał wrażenie zamyślonego, starannie chowając list do koperty i postanawiając, że musi się go pozbyć. Najlepiej spalić, gdyż jego treść nie była przeznaczona dla osób postronnych, a tym bardziej dla adresata. Może jeszcze kiedyś odważyłby się wysłać. Teraz, gdy niemal udało mu się zapomnieć, znajduje skrawek papieru, a wszystko odżywa na nowo. &lt;br /&gt; Z rozmyślań wyrwał go dzwonek do drzwi. Ktoś bardzo natarczywie dopominał się o wpuszczenie go do środka. Aoi niechętnie skierował swoje kroki do drzwi, ciągle ściskając kopertę w ręce. Osoba stojąca na progu, sprawiła, że jego serce zdecydowanie pospieszyło – Uruha uśmiechał się promiennie i bez zaproszenia wszedł do mieszkania, ciągle coś mówiąc. Do starszego gitarzysty docierało co piąte z słowo, przez co kompletnie nie mógł wyłapać sensu wypowiedzi kumpla.&lt;br /&gt; - Aoi, słuchasz mnie w ogóle? – zapytał brązowowłosy widząc roztargnionego przyjaciela.&lt;br /&gt; - Co mówiłeś?&lt;br /&gt; - Wiedziałem, że mnie ignorujesz – Uruha dobrze udawał oburzonego, ale za chwilę znów się rozpromienił. – Mówiłem, żebyś się zbierał, bo idziemy z chłopakami do klubu.&lt;br /&gt; - Nigdzie nie idę – odpowiedział Aoi, udając się znów do sypialni, a widząc pytające i niezbyt zadowolone spojrzenie kumpla, musiał się wytłumaczyć. – Widzisz jaki jest tu bajzel. Muszę to posprzątać i zacząć rzeczy pakować. Przecież wiesz, że się wyprowadzam.&lt;br /&gt; - Trudno nie zauważyć – roześmiał się młodszy gitarzysta, przeglądając pobieżnie rozrzucone papiery. – Pomóc ci?&lt;br /&gt; Aoi spojrzał na niego z niemałym zaskoczeniem. On, tak sam z siebie, oferuje mu pomoc? Ostatnimi czasy owszem pomagał mu, jednak wcześniej pytał się dlaczego sam tego nie zrobi, albo czy nie mógłby poprosić kogoś innego. Ciemnowłosy odnosił czasem wrażenie, iż to wina tego wywiadu, którego udzielił. Jakoś tak wyszło, iż zaczął mówić, co mu leży na sercu, przez co, jak się później okazało, wpadł po uszy. Fanowskie strony roiły się od najróżniejszych teorii, jednak wszystkie sprowadzały się do jednego wniosku – gitarzysta podkochuje się w koledze po fachu, czyli w Uru. Aoi trochę nieświadomie zasugerował to swoimi wypowiedziami i nie zdawał sobie sprawy, że tak ukrywany od jakiegoś czasu sekret, zaczynał wychodzić na światło dzienne. Starał się o tym zapomnieć, by nie psuć atmosfery między nimi. Zależało mu na opinii Uru, lubił pracować z nim, jak i darzył jego samego sympatią. Jednak jego dzisiejsza nieoczekiwana pomoc, znów wywołała chaos w jego myślach. Niby rozmawiali swobodnie, jednak Aoi ciągle zastanawiał się nad tym, co właściwie czuje i przez to przeoczył fakt, że odłożył stary list na brzeg łóżka.&lt;br /&gt; Uruha już wcześniej zauważył, że jego kumpel coś kurczowo zaciska w dłoni i zaciekawiło go, co też chce takiego ukryć. Widział też dobrze jego zakłopotanie, które całkiem udanie maskował swobodnym zachowaniem. Ucieszyło go, że Aoi wreszcie odłożył interesującą go rzecz i gdy tylko ten odwrócił się, zabrał kopertę i ukrył w kieszeni, by potem jakby nigdy nic dalej pomóc sprzątać mały bałagan. Właściwie to od dłuższego czasu interesowało go, co też właściwie czuje jego przyjaciel. Czytał sławny już wśród fanów wywiad i sam zaczął się zastanawiać nad zachowaniem ciemnowłosego. Pewnie dlatego aż tak bardzo ciekawiło go to, co prawdopodobnie próbował ukryć Aoi. &lt;br /&gt; We dwóch sprzątnie poszło im całkiem szybko i do osiemnastej było już wszystko uporządkowane. &lt;br /&gt; - Dzięki- Aoi uśmiechnął się z wdzięcznością, odgarniając długie włosy opadające mu na twarz. – Sam babrałbym się z tym do północy.&lt;br /&gt; - Drobiazg – Uru machnął ręką. – Idź się umyj, przebierz i idziemy.&lt;br /&gt; - Jasne – roześmiał się czarnowłosy, zbierając jakieś porządniejsze ciuchy i za chwilę skierował swoje kroki do łazienki.&lt;br /&gt; Gdy tylko starszy gitarzysta zniknął z jego pola widzenia, brązowowłosy ukradkiem wyciągnął już porządnie wymiętą kopertę i wyjął list znajdujący się w środku. Zaskoczyło go, iż nie było żadnego adresata, ale bardzo szybko rozpoznał pismo kumpla. Pierwsze oględziny wywołały u niego zawiedzioną minę, gdyż nie padło żadne imię. Już miał zamiar zagłębić się dokładniej w treść, gdy Aoi wszedł do salonu oznajmiając, że jest już gotowy. Uruha szybko schował list i zadowoleniem udał się wraz z ciemnowłosym na parking, a potem do klubu. Oczywiście to Aoi prowadził, bo nie to, iż Uruha był gorszym kierowcą, ale to właśnie młodszego trzeba było odwozić później do domu, gdy już nie mógł ustać na nogach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; W klubie znaleźli bardzo szybko resztę zespołu siedzących przy dużym stole i zawzięcie o czym rozprawiających. Wszyscy byli już w znakomitych humorach, a powód tego stał przed nimi w postaci pustych szklanek. Głośno powitali obu gitarzystów, którzy przysiedli się. Kelnerka pojawiła się niemal natychmiast zbierając zamówienie, po czym zespół pogrążył się w rozmowie. Między innymi został poruszony temat przeprowadzki Aoi’ego, który z rozbawieniem wysłuchiwał solennych obietnic, że wszyscy pomogą mu przewieźć jego rzeczy do nowego mieszkania. Ciemnowłosy wiedział, że na trzeźwo byliby mniej chętni do pomocy, dlatego teraz tylko im potakiwał. Jednak z niemałym zdziwieniem obserwował Uru, który nie zamawiał drinka za drinkiem, jak to zwykł robić i zdawał się być bardziej pogrążonym w rozmowie. Aoi stwierdził, że pewnie przesadza, ale miał wrażenie, iż jego wzrok i wzrok Uru, zdecydowanie za często się krzyżują. Odetchnął z ulgą, gdy drugi gitarzysta wstał od stołu i oświadczył, że idzie do łazienki.&lt;br /&gt; Uru przeszedł szybko przez tłum ludzi, przywitał się z paroma znajomymi i zniknął za drzwiami łazienki. Oparł się plecami o zimne kafelki i wyciągnął list, chcąc go wreszcie przeczytać, co nie okazało się łatwe. Jednak gdy wreszcie rozszyfrował poszczególne znaki i dotarła do niego treść, był wręcz zaskoczony. Wszystko wskazywało na tylko jedno – list miłosny. Do jego świadomości jeszcze nie dotarł ten fakt. „Aoi i listy miłosne?” – zdziwił się w myślach i jeszcze raz przeczytał króciutki tekst. Data w rogu kartki wskazywała na to, że był napisany ponad rok temu. Uruha przeczytał całość po raz trzeci i dopiero teraz zauważył, że list nie był przeznaczony do dziewczyny. Zwroty do adresata na to wskazywały.&lt;br /&gt;  - „Zawsze byłeś, jesteś i będziesz kimś ważnym dla mnie, jednak ja nigdy nie będę umiał powiedzieć ci wprost, tego co czuję” – przeczytał szeptem brązowowłosy, a za chwilę się zorientował się, że jest obserwowany. Z pewną obawą podniósł wzrok znad tekstu i zobaczył przed sobą najmniej oczekiwaną teraz osobę.&lt;br /&gt; - Dlaczego to wziąłeś? – zapytał spokojnie Aoi, choć w jego oczach malowała się złość.&lt;br /&gt; - Zaintrygowało mnie – Uru stwierdził, że akurat teraz powinien zdobyć się na szczerość. – Przepraszam...&lt;br /&gt; - Możesz mi to oddać? – ciemnowłosy wyciągnął rękę po swoją własność, a potem schował do kieszeni. – Proszę, zapomnij o tym, co tam przeczytałeś...&lt;br /&gt; Młodszy skinął tylko głową obserwując teraz już smutną twarz Aoi’ego, który tak jak cicho się pojawił, tak samo cicho wyszedł. Chciał go zapytać do kogo było to skierowane, jednak na pewno okazałoby się to dużym nietaktem. Wszyscy w zespole i on także zauważyli, iż ich starszy kolega jest dość nieśmiałą osobą. I ten kontrast z tym, co wyprawia na koncercie – tej energii można tylko pozazdrościć. Ale co się dzieje w jego sercu, to nikt nie potrafił odgadnąć. Uruha w zamyśleniu wrócił do stolika, ale gitarzysty już nie było. Kai powiedział, że pojechał już do domu, bo źle się czuł. Brązowowłosy siadł ciężko na swoim miejscu i zamówił kolejnego drinka, mając wyrzuty sumienia, że coś go podkusiło i czytał cudzą korespondencję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Aoi przekręcił klucz w zamku jeszcze swojego mieszkania. Zrzucił niedbale buty i powoli ruszył na balkon. Oparł się o balustradę i zapalił papierosa. Czuł się paskudnie i był na siebie wściekły, że tak bezsensownie dał Uru przeczytać ten cholerny list. Na wspomnienie o nieszczęsny skrawku papieru, wyciągnął go z kieszeni spodni i przeczytał jeszcze raz. Może jego młodszy kumpel nie domyślił się niczego. Aoi wyciągnął zapalniczkę i podpalił papier, który poszedł szybko w zapomnienie. To było najbezpieczniejsze – nikt więcej nie przeczyta tych jego wywodów. Nie liczył na jakiekolwiek odwzajemnienie ze strony Uruhy. Wiedział, że to niemożliwe. Chciał się cieszyć tym co ma. Wspólne granie w zespole, wypady na imprezy... Stopa przyjacielska była najsłuszniejszym rozwiązaniem. Nie było sensu mieszać w to jakiekolwiek uczucia i nie daj Boże, zniszczyć, to co tak budowali przez lata. Może i był głupi tak myśląc, ale ludzie zakochani zazwyczaj tacy są. Aoi nie był wyjątkiem.&lt;br /&gt; Nie chciał słyszeć pukania do drzwi, które mimo wszystko niosło się w ciszy panującej w mieszkaniu. Ku jego zaskoczeniu nie było natarczywe, a jako że zaczął rozpoznawać, kto jak puka, szybko wywnioskował, że to Kai przyszedł. Jak zwykle spokojny i cierpliwy, czekał, aż Aoi otworzy drzwi. Gitarzysta wpuścił go do środka bez słowa i gestem zaprosił do kuchni, notabene jeszcze nie posprzątanej. Przygotował dwa kubki z kawą i usiadł naprzeciwko Kai’a.&lt;br /&gt; - Co cię tu sprowadza? – zapytał w końcu.&lt;br /&gt; - Powiedziałbym, że dzisiejsze zajście. Obaj z Uru jesteście nie w humorze i przez co dziś się spił i właśnie odstawiłem go do domu. Mamrotał coś o tym, że musi cię przeprosić – odpowiedział perkusista, nie owijając niczego w bawełnę. Nie widział w tym sensu. W końcu jest liderem i dba o atmosferę w zespole. Teraz sam nie chciał zaczynać rozmowy, by nie zdenerwować Aoi’ego.&lt;br /&gt; - Spił się? – teraz to gitarzysta poczuł lekkie wyrzuty sumienia z powodu chłodnego potraktowania Uruhy.&lt;br /&gt; - Tak się składa... Słuchaj, zrozumiem jak mi nie odpowiesz, ale... O coś się pokłóciliście?&lt;br /&gt; - W zasadzie to o nic – odparł powoli Aoi, grzejąc ręce o kubek i co chwilę upijając łyk kawy. – Po prostu wziął mój list i go przeczytał... I nie mów, że źle zrobił, bo tak naprawdę... Ten list był do niego...&lt;br /&gt; - W takim razie nie rozumiem twojej złości – powiedział Kai, po czym uśmiechnął się lekko. – Aoi, wiesz, że czytaliśmy ten wywiad. Uruha też, tylko on jeszcze nie dostrzegł prawdy. Myślę, że powinieneś mu to powiedzieć osobiście.&lt;br /&gt; - On wie, ale nie ma pojęcia, że to było do niego skierowane... Chodzi o treść tego listu – wymamrotał ciemnowłosy, czując się strasznie zażenowanym.&lt;br /&gt; - To mu to po prostu powiedz. Świat do odważnych należy – lider dopił swoją kawę i wstał z miejsca. – Ja się zbieram już, bo późno, a jutro mamy próbę. I przemyśl to ci powiedziałem. Cześć!&lt;br /&gt; Kai pożegnał się i sprawnie wyniósł z mieszkania, pozostawiając Aoi’ego z masą zagmatwanych myśli. W końcu czarnowłosy udał się wziąć szybki prysznic, a potem do sypialni. Z rozpędem rzucił się na łóżko i dopiero teraz poczuł, że jest zmęczony i senny. Zanim jednak całkowicie odpłynął, postanowił, że jutro z rana odwiedzi Uruhę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Tak jak zamierzał, tak zrobił. Nie spodziewał się jednak, by ktoś otworzył mu drzwi, ale miał to szczęście, iż Uru zwykł zapominać zamykać drzwi. Tak było i tym razem. Cicho przeszedł przez mieszkanie i zerknął przez uchylone drzwi sypialni. Młodszy spał jak zabity w rozgrzebanej pościeli. Aoi uśmiechnął się na ten widok i ostrożnie zamknął drzwi, by go nie obudzić. Następnie udał się do kuchni, by przygotować mocną kawę i znaleźć środku przeciwbólowe. Gdy wszystko przygotował, wyciągnął zimną wodę mineralną, napełnił szklankę i niespiesznie poszedł znów do Uru. Coś w nim nie chciało zakłócać tego miłego widoku śpiącego gitarzysty. Jednak czas ponaglał, a próba zbliżała się nieubłaganie. Dlatego odstawił szklankę na szafkę obok łóżka i pochylił się, by obudzić kumpla. Ten jednak mruknął coś przez sen i niespodziewanie przygarnął do siebie Aoi’ego, który przez chwilę zamarł całkowicie, ale za chwilę wyswobodził się z uścisku Uruhy.&lt;br /&gt; - Wstawaj, bo Kai nas zabije – powiedział odgarniając kosmyki włosów z twarzy młodszego.&lt;br /&gt; - Wody... – wychrypiał Uru w odpowiedzi, a gdy Aoi podał mu szklankę, łapczywie wypił duszkiem jej zawartość. – Umieram... - jęknął i nakrył głowę poduszką.&lt;br /&gt; - Nie dziwię się. Wstawaj, kawę zrobiłem – Aoi wyszedł z pokoju, jednak wiedział, że podniesienie z łóżka, zajmie jego kumplowi sporo czasu. I rzeczywiści, Uru pojawił się dopiero po piętnastu minutach. Bez słowa przyjął kawę i łyknął tabletki, po czym położył ramiona na blacie, następnie ułożył na nich głowę.&lt;br /&gt;- Jakim cudem wszedłeś? – zapytał w końcu.&lt;br /&gt;- Nie zamknąłeś drzwi...&lt;br /&gt;- Aoi, ja cię przepraszam, bo wiesz... – gitarzysta zaczął się nieskładnie tłumaczyć, gdyż pomimo okropnego bólu głowy, udało mu się przypomnieć wczorajsze zajście.&lt;br /&gt;- Przestań, nie ma tu twojej winy – przerwał mu Aoi. Wiedział, że teraz albo nigdy, powie mu prawdę na temat nieszczęsnego skrawka papieru. Najwyżej zostanie wyśmiany lub znienawidzony. – Ten list... Właściwie to... On był do ciebie – dokończył niemal niesłyszalnie.&lt;br /&gt;Uru sączył kawę w milczeniu, jednak wciąż wpatrywał się w siedzącego naprzeciwko kumpla. Ten jednak nie śmiał nawet na niego spojrzeć, bo tym jak wydukał kilka słów. Brązowowłosy spokojnie przyjął podaną mu informację, ale nie bardzo wiedział, co odpowiedzieć. Męcząca cisza przedłużała się do momentu, gdy Uruha odstawił kubek i oznajmił, że idzie pod prysznic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za pół godziny obaj siedzieli już w samochodzie i zmierzali do studia, tak jak wcześniej całkowicie milcząc. Uruha zastanawiał się jak to wszystko rozwiązać, z kolei Aoi wyzywał siebie od kompletnych głupków. Najpierw kazał mu zapomnieć o treści nieszczęsnego listu, a teraz mówi, że był on przeznaczony dla Uru. Czuł, że coś jest nie tak... Że coś będzie nie tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Próba przebiegła bez zarzutu, pomimo dość dziwnej atmosfery. Można było na upartego tłumaczyć to kacem, jednak trzy jednostki wiedziały o co chodzi. Ostatecznie Kai zakończył próbę zdecydowanie wcześniej, niż zamierzał. Gdy już poskładali sprzęt do futerałów, Uruha podszedł do Aoi’ego.&lt;br /&gt;- Porozmawiamy? – zapytał niepewnie.&lt;br /&gt;Starszy skinął tylko głową i obaj wolno ruszyli na parking. Brązowowłosy zaproponował, że podjadą do jakiejś knajpy, aby coś zjeść. Dość długo krążyli po mieście chcąc znaleźć odpowiednie miejsce, co wywołało u Aoi’ego coraz bardziej rosnące zdenerwowanie. W końcu zajechali na mały parking, przed niezbyt okazałym lokalem. Jak się okazało było w nim niewiele osób i obaj gitarzyści bez problemu znaleźli jakiś stolik. Uruha starannie wyszukał ten znajdujący się najbardziej w odosobnieniu, po czym złożyli zamówienie. Brunet wciąż wpatrywał się wyczekująco w przyjaciela, jednak ten nie rozpoczynał tematu, a później pochłaniał jedzenie. Gdy obaj skończyli posiłek i kupili sobie po kawie, Aoi nie wytrzymał tego napięcia.&lt;br /&gt;- O czym chciałeś porozmawiać? – zapytał, nerwowo miętosząc w dłoni serwetkę.&lt;br /&gt; - O tym liście... – odpowiedział Uruha, nie patrząc mu w oczy i tym samym potwierdzając podejrzenia ciemnowłosego, którego serce biło teraz w szaleńczym tempie. – Bo na próbie trochę nad tym myślałem – młodszy przełknął ślinę. – Bo jeżeli to prawda, to tak nie mogę tego zostawić.&lt;br /&gt; - Nie rozumiem – Aoi kompletnie nie wiedział w jaką stronę idzie ta rozmowa, jednak miał zdecydowanie złe przeczucia. Poza tym czuł się okropnie skrępowany, rozmawiając o tym. Tak bardzo pragnął, by to pozostało w tajemnicy, a przez jego własną nieuwagę, musi teraz siedzieć z Uruhą twarzą w twarz.&lt;br /&gt; - Wiesz, jesteś moim kumplem... Tylko kumplem – Uru spojrzał nieco niepewnie na siedzącego naprzeciwko przyjaciela. Ku jego zaskoczeniu tamten uśmiechnął się smutno. – Mam nadzieję, że to jakoś nie zepsuje naszych relacji. Pracujemy razem, a Kai zabiłby nas, gdyby coś poszło nie tak i...&lt;br /&gt; - Przestań – ciemnowłosy przerwał ten potok słów. – Nie musisz się tłumaczyć... Tak wyszło i tyle. Odwieziesz mnie do domu?&lt;br /&gt; Brązowowłosy spełnił prośbę, jednak zastanawiał się dlaczego jego kumpel tak nagle szybko chce wrócić. W końcu stwierdził, że pewnie to przez to, że usłyszał prawdę. Ale po co było dawać złudzenie tego, czego nie ma i nie ma szansy być? Uruha postanowił być szczery, mimo iż domyślał się, że może tamtego zranić. Jednak ciągle trzymał się kurczowo myśli, że Aoi’emu przejdzie, że zrozumie i wszystko będzie po staremu. Zajechał na parking, ale gdy brunet poprosił go, by poszedł z nim na chwilę, bo przecież nie dał mu notatek dotyczących nowej piosenki, jakoś nie mógł odmówić. Co zabawne, rozsądek wręcz wrzeszczał, by nie szedł, albo by poczekał przy samochodzie.&lt;br /&gt; Gdy przekroczyli próg mieszkania został w przedpokoju, stwierdzając, że chociaż będzie miał blisko do wyjścia. Zaraz, jak to blisko do wyjścia? Przecież... Uru rozejrzał się, ale Aoi zniknął gdzieś w głębi mieszkania, ale za chwilę wrócił trzymając jakieś świstki papieru i zaczął coś nieskładnie mówić o piosence i o ewentualnych poprawkach, jakie można by tam wprowadzić. Brązowowłosy nigdy nie widział go w takim stanie i postanowił przerwać ten nieskładny monolog.&lt;br /&gt; - Dobra, dobra, ja to sprawdzę w domu i... – nie skończył, gdyż jego kumpel rzucił kartki na podłogę i przygniótł całym ciałem do ściany.&lt;br /&gt; - Zostań... – wyszeptał, patrząc niemal błagalnie i po chwili mocno go obejmując. – Ten jeden raz. Proszę...&lt;br /&gt; - Nie – odpowiedział stanowczo młodszy, delikatnie próbując się uwolnić. – To nic nie da, przecież wiesz. Nie ma sensu te... – i znów nie skończył, także za sprawą Aoi’ego, który pocałował go. I to nie jeden raz, nie tylko delikatnie i czule. Wreszcie brązowowłosemu udało się odepchnąć przyjaciela. – Aoi, przestań...&lt;br /&gt; Starszy gitarzysta spuścił wzrok i zdusił w sobie chęć ponownego przytulenia się do przyjaciela. Nie podniósł głowy do momentu, gdy został sam w mieszkaniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Odpalił kolejnego papierosa. Nie obchodziło go to, że poprzedniego zagasił minutę temu. Teraz to i tak było mu wszystko jedno. Nie, nie... Nie odbierze sobie życia, skacząc pod pociąg, podcinając żyły czy łykając tabletki nasenne. Wiedział, że to wszystko jest tylko i wyłącznie jego winą. Nie spodziewał się zresztą innej reakcji i czy innych słów. Życie nie składa się tylko ze szczęśliwych zakończeń, gdzie to dwie zakochane osoby wreszcie padają sobie w ramiona i solennie przyrzekają, że będą ze sobą do końca życia. &lt;br /&gt; W takim razie co mu pozostało? Dziwna atmosfera na próbach? Bo przecież nie zrezygnuje z grania w zespole. Za wiele dla niego to znaczy i za bardzo lubi tworzyć muzykę. Zastanawiał się, co na to jego kumple, bo pewnie Uruha wszystko im opowiedział. Bał się iść na próbę i spojrzeć im wszystkim w oczy. Jak powinien się zachować? Co powiedzieć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Wszystko było jak zawsze. Kompletnie jakby nikt nic nie wiedział, co jak później się okazało było prawdą. Reita tak samo z nim żartował, Kai też jak zwykle był w porządku, podobnie jak Ruki. A Uruha? Sprawiał wrażenie jakby też nic się nie wydarzyło, ale wymieniał z nim zaledwie kilka słów i tylko wtedy, gdy zachodziła taka potrzeba, nigdy spontanicznie.&lt;br /&gt; Pech chciał, że obaj spotkali się podczas krótkiej przerwy przy stoliku z kawą. Przez chwilę, żaden z nich się nie odezwał, nie popatrzyli sobie w oczy. Ich wzrok skrzyżował się po chwili całkowicie przypadkowo. Aoi zadrżał lekko będąc znów w jego towarzystwie w dodatku tak blisko niego. Jednak wziął głęboki oddech i zdobył się na to jedno jedyne słowo, które teraz było najbardziej odpowiednie.&lt;br /&gt; - Przepraszam...&lt;br /&gt; Zaskoczyło go, że Uruha uśmiechnął się do niego ciepło, tak jak zawsze. Najwyraźniej to był dla niego nic nie znaczący incydent i nadal traktował go jako kumpla z zespołu. Pozytywne zakończenie pogmatwanej sprawy? Jak dla kogo. Aoi wiedział, że uczucia nie mają w zwyczaju znikać z dnia na dzień. Tylko dlaczego jakaś nadzieja wciąż tliła się w jego sercu?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8980565410186456749-4616471764755691350?l=imagination-by-ireth.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/feeds/4616471764755691350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/02/list-aoixuruha-gazette.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/4616471764755691350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/4616471764755691350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/02/list-aoixuruha-gazette.html' title='List [AoixUruha - the GazettE]'/><author><name>M.M.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/TNg-burpdzI/AAAAAAAAFPM/g9ZOLHlB6sI/S220/ID-DA.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8980565410186456749.post-7015645836046162915</id><published>2008-08-03T09:19:00.000-07:00</published><updated>2009-02-03T09:34:29.902-08:00</updated><title type='text'>Trzy dni [Aoi - the GazettE, Miyavi]</title><content type='html'>TRZY DNI&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;To miały być trzy, piękne, spokojne dni. Zero trosk, zero tłumów - tylko cisza i chwila wytchnienia. Z reguły takie przerwy wykorzystywane były na spotkanie z dawno niewidzianymi znajomymi i rodziną. Ale jak wiadomo, los bardzo lubi płatać figle, będąc przy tym niezwykle złośliwym. Tak było w przypadku zespołu Gazette, który po paru tygodniach ciężkiej pracy chciał złapać trochę oddechu. Gdy zebrali się w sali prób, Kai, lider zespołu, oznajmił, że będą mieć trzy dni przerwy. Spotkało się to z ogromnym entuzjazmem pozostałych. Niemal w jednej chwili pojawiło się mnóstwo planów co, kto, z kim i gdzie. Radosną paplaninę przerwało znaczące odchrząknięcie.&lt;br /&gt;- Chłopaki, nie powiedziałem wam jeszcze wszystkiego - zaczął niepewnie perkusista, obserwując blednące uśmiechy kolegów, którzy najwyraźniej wiedzieli co się święci.&lt;br /&gt;- Rozumiem, że chcesz nam oświadczyć, iż te trzy wolne dni, upłynął nam pod znakiem pracy nad czymś? - zapytał Reita, licząc, iż otrzyma negatywną odpowiedź. Rozczarował się niestety.&lt;br /&gt;- Mamy małe zaległości... - Kai urwał, widząc mordercze spojrzenie gitarzystów, których plany legły w gruzach. - Ale to nie będzie żadna ciężka praca! Obiecuję!&lt;br /&gt;- Ja już cię dobrze znam - warknął Aoi. - Pamiętasz? Kontrolna, krótka próba, która trwała do późnej nocy?&lt;br /&gt;- Ale to nie będzie tak! - bronił się Kai z niepokojem patrząc, jak jego kumpel zaciska dłoń na gryfie gitary.&lt;br /&gt;Zapewne doszłoby do rękoczynów, gdyby nie drzwi, które zostały otworzone głośno i z pełnym rozmachem. Wszyscy byli przekonani, że wylecą one z framug, jednak przybysz, który miał takie wejście, bardziej ich zmartwił, niż zepsute drzwi. Na progu stał wysoki chłopak o dość oryginalnej fryzurze, w dodatku w pełnym makijażu i dziwnych ciuchach. Wydawał się być bardzo uradowany, widząc pełny skład zespołu, gdyż żwawo podszedł do wszystkich, by uściskać każdego z osobna. Jego ofiary były niespecjalnie zadowolone z tak entuzjastycznego powitania, jednak tylko Aoi powiedział głośno to, co wszyscy pomyśleli.&lt;br /&gt;- Chciałeś nam rozwalić drzwi, a potem nas udusić?&lt;br /&gt;- Skądże - roześmiał się przybysz, sadowiąc się na najbliższym stołku i chwytając akustyka czarnowłosego gitarzysty. - Po prostu dawno was nie widziałem.&lt;br /&gt;- Miyavi, co cię tu znowu przywiało? – zapytał zrezygnowanym głosem Kai, najwyraźniej zmęczony całym dzisiejszym dniem.&lt;br /&gt;- Nic... No dobra, nie patrzcie tak na mnie... Co prawda jeszcze z nikim tego nie ustalałem, ale... Może nie zrobilibyśmy jakiegoś małego wspólnego koncertu? Wiecie, taka tam promocja dla mnie i dla was, radocha dla tych wszystkich rozpiszczanych fanek...&lt;br /&gt;- Nie! - Reita przerwał monolog kumpla. - Wróciliśmy z trasy, mamy odpoczynek.&lt;br /&gt;- Nie mamy - sprostował Ruki i dodał z ironią. - Kai przewidział nam inne "zajęcia".&lt;br /&gt;Miyavi spojrzał zdziwiony na perkusistę, który nagle zainteresował się sufitem. Wokalista najwyraźniej zdał sobie sprawę, że atmosfera jest bardzo napięta, zespół Gazette ma ochotę zagryźć się, a on jest tu bardzo niemile widziany. Postanowił dla własnego bezpieczeństwa jak najszybciej opuścić pomieszczenie. Odłożył gitarę Aoi'ego, który odprowadzał go wściekłym wzrokiem, minął wszystkich pozostałych członków zespołu, wpatrujących się morderczo w lidera i pospiesznie zamknął drzwi. Gdy wreszcie odetchnął z ulgą, w jego głowie zrodził się pewien plan.&lt;br /&gt;- Może by tak sobie zrobić małą przerwę? - mruknął do siebie, a na twarzy wykwitł mu lekki uśmieszek.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dzień pierwszy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zbiórka była na następny dzień, koło godziny jedenastej. Kai bojąc się o zdrowie, zgodził się na tę godzinę, gdyż jego propozycja "ósmej rano" sprawiła, że Aoi rzucił w niego, jego własnymi pałeczkami. Teraz biedny perkusista czekał przed studiem przy swoim samochodzie, wiedząc, że słowo "koło" określa dużą rozpiętość czasu i reszta zespołu może pojawić się równie dobrze po pięciu minutach, jak i po pół godzinie. Ku jego zaskoczeniu, pierwszy przyszedł Aoi, taszcząc ze sobą dwie spore walizki, a na pytające spojrzenie kumpla, odpowiedział tylko wzruszeniem ramion. Załadował swoje rzeczy do bagażnika, po czym usiadł wygodnie na masce auta i zapalił papierosa. Za niedługo na horyzoncie pojawili się Reita i Ruki, również z wielkimi bagażami, a ostatni przybiegł Uruha, który już z daleka przepraszał za spóźnienie. On także nie ograniczał się, jeżeli chodzi o pakowanie.&lt;br /&gt;- Po co wam tyle walizek? - zirytował się perkusista. - Mój samochód to nie ciężarówka.&lt;br /&gt;- Nie marudź, trzy dni to dużo - odpowiedział swobodnie Uruha, szukając czegoś po kieszeniach. - Szlag! Nie wziąłem papierosów.&lt;br /&gt;Aoi z westchnieniem poczęstował kumpla, wiedząc iż ten wiecznie czegoś zapomina, natomiast Kai, czując, że ma niewiele do powiedzenia, z pewnym trudem zamknął bagażnik. Nie wiedział jak to się stało, iż on został liderem. Zero posłuchu, jego kumple robią co chcą, a on stał się najwyraźniej ich szoferem. Był pewien na sto procent, że przez te trzy dni, nie nadrobią żadnych zaległości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po dobrych paru godzinach dojechali na miejsce. Nie obyło się bez marudzenia, na temat trasy - że długa, że droga wyboista, że nudno i tak dalej. Argument, iż muszą jechać na około ze względów bezpieczeństwa, został zignorowany. Gdy wreszcie zatrzymali się przed niewielkim domkiem, złe nastroje nieco zelżały. Ich tymczasowe lokum wyglądało przytulnie i zachęcająco, dlatego też szybko weszli do środka. Wygląd wnętrza, był równie miły dla oka - wszystko w najróżniejszych odcieniach brązów, żółci i czerwieni, urządzone praktycznie bez zbędny dodatków. Największe wrażenie zrobił na nich pokój, który zgodnie określili "salonem". Przy kominku ustawiona była duża kanapa, a obok niej jeszcze dwa fotele. Uruha bardzo szybko odkrył dobrze zaopatrzony barek oraz szafkę z najróżniejszymi kieliszkami. Jedynie stół wydał im się za mały - w końcu jakby urządzili imprezę, to nie starczy na nim miejsca. Problemem była łazienka - tylko jedna łazienka. Zespół widział w wyobraźni te bitwy o to, kto pierwszy dorwie się do wanny, by wziąć gorącą kąpiel. Już bali się, iż będą mieć jedną, dużą, wspólną sypialnię, jednak los postanowił być tylko troszkę złośliwy - trzy dwuosobowe pokoje nie stanowiły problemu dla Aoi'ego, który wszedł do jednego z nich, zamknął drzwi i kategorycznie stwierdził, że to tylko jego pokój. Reszta musiała jedynie uzgodnić, kto zajmie pozostałe łóżka. Koniec końców, Ruki i Reita ulokowali się w strategicznym pokoju, będącym najbliżej łazienki, zaś do ostatniego wolnego wnieśli swoje rzeczy Kai i Uruha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aoi rzucił się na łóżko i stwierdził z zadowoleniem, że jest miękkie, tak jak on to lubi. W dodatku sam jeden zajmuje ten pokój. Nie będzie musiał wysłuchiwać niczyjego gadania, nikt nie będzie go zrywał na próby, jeżeli Kai jednak zdecyduje się takowe przeprowadzić. Szykowała się trzydniowa sielanka. Dobry nastrój prysł, gdy ktoś zapukał do drzwi.&lt;br /&gt;- Aoi?&lt;br /&gt;- Uruha, nie dam ci już ani jednej fajki. To nie moja wina, że wiecznie ich zapominasz.&lt;br /&gt;- Nie o to mi chodzi - prychnął gitarzysta, wchodząc do pokoju. - Kai stwierdził...&lt;br /&gt;- Nie obchodzi mnie, co stwierdził nasz lider-sadysta.&lt;br /&gt;- Człowieku przestań marudzić... Jeżeli nie pójdziesz nam pomóc przygotować czegoś do jedzenia, to obawiam się, że zostaniesz o głodzie...&lt;br /&gt;Czarnowłosy nie miał już żadnej wymówki. Jakoś nie uśmiechało mu się mówić, że sam sobie poradzi, więc udał się do kuchni. Pomimo złości na perkusistę, wszyscy stwierdzili zgodnie, że chłopak radzi sobie bardzo dobrze w kuchni i nie będą przymierać głodem przez te trzy dni. Gdy skończyli jeść, a na stole pojawiły się puszki z piwem, Kai postanowił wreszcie załagodzić sytuację.&lt;br /&gt;- Dobra chłopaki, jestem wam winien chyba przeprosiny...&lt;br /&gt;- Nie przepraszaj, tylko po prostu powiedz, że sobie odpoczniemy. Zero prób, zero nadrabiania strat - mruknął Ruki, wyciągając nogi na stół.&lt;br /&gt;Lider uśmiechnął się tylko i wzniósł swoją puszkę w geście toastu. Inni wzięli z niego przykład, po czym każdy pociągnął łyk zimnego napoju. Sielankę przerwał natarczywy dzwonek do drzwi.&lt;br /&gt;- Kogo tutaj niesie? - zdziwił się Uruha.&lt;br /&gt;Kai podniósł się z miejsca i poszedł otworzyć drzwi. Głos, który rozległ się za chwilę w korytarzy najpierw ich zaskoczył, a potem sprawił, iż huśtający się na krześle Ruki efektownie z niego spadł. Osoba, która za chwilę stanęła w drzwiach, potwierdziła ich obawy.&lt;br /&gt;- Witam! - Miyavi wyglądał na osobę, nie posiadającą się z radości. - Ruki, dlaczego ty siedzisz na podłodze? Hymm... Tak sobie pomyślałem, że powinienem też sobie odpocząć... Wiecie, tyle projektów teraz realizuję... O, dzięki Reita za piwo... A chciałem trochę się zrelaksować, więc tak sobie pomyślałem, że najlepszym ze sposobów, jest spędzenie czasu z przyjaciółmi, więc jestem!&lt;br /&gt;- Skąd wiedziałeś...&lt;br /&gt;- ... gdzie jesteście? - wokalista dokończył pytanie Kaia. - Chłopaki... Czy to ważne? Ważne, że jestem! No to gdzie mogę spać?&lt;br /&gt;Wszystkie spojrzenie powędrowały w stronę Aoi'ego, który porażony wizją mieszkania z "nadpobudliwym dzieckiem", jak czasem określano Miyaviego, wpadł w panikę. Rozglądał się po twarzach kumpli z niemym pytaniem w oczach, ale odpowiedź już znał - nikt nie przyjmie wokalisty do siebie, a także nikt z Aoi'm się nie zamieni. Czarnowłosy został postawiony przed faktem dokonanym i w głębi duszy był przekonany, że chcą się na nim zemścić za wcześniejsze niemiłe odzywki. Po pogodzeniu się z zaistniałą sytuacją, skinął głową na Meev'a, by ten udał się za nim. Chłopak był zachwycony i nie przestawał paplać o wszystkim co tylko przyszło mu do głowy.&lt;br /&gt;- Nie gadaj tyle - Aoi w końcu przerwał meczący go monolog, gdy znaleźli się w pokoju. - Pół szafy jest twoje, łóżko pod oknem zająłem ja, łazienka jest na końcu korytarza...&lt;br /&gt;- Nie bądź taki zrezygnowany Aoi-chan - wokalista usiadł z rozpędem na łóżko.&lt;br /&gt;Czarnowłosy, który akurat szukał pościeli, zerknął przelotnie na chłopaka. Był zaledwie dwa lata młodszy od niego, a zachowywał się jakby miał znacznie mniej. Poza tym, któremu dziecku matka pozwoliłaby wygolić boki głowy, a resztę włosów związywać wysoko w dziwacznego kucyka. Wizja, którą Aoi miał przed oczami, nieco kłóciła się z rzeczywistością. Siedzący naprzeciwko niego Miyavi, miał rozpuszczone włosy i nie ubrał tych dziwacznych ubrań w krzykliwych kolorach. W skrócie: wyglądał całkiem zwyczajnie.&lt;br /&gt;- Co mi się tak przyglądasz? - Meev roześmiał się.&lt;br /&gt;- A nie... Nic... To może... Chodźmy do chłopaków, co? - wybąkał w odpowiedzi czarnowłosy, gdy zorientował się, że przez dłuższą chwilę zamarł, wpatrując się tylko w chłopaka. Jedynym sensownym rozwiązaniem wydało mu się jak najszybsze opuszczenie pokoju, dlatego bardzo szybko znalazł się za drzwiami.&lt;br /&gt;Miyavi ze zdziwieniem obserwował zmiany na twarzy kolegi - od zrezygnowania, przez zaskoczenie, kończąc na lekkim rumieńcu. W końcu wstał i udał się do kuchni, gdzie reszta chłopaków kończyła opróżniać drugą puszkę z piwem i zdawała się mieć coraz lepsze humory. Jedynie czarnowłosy gitarzysta był przygaszony, co nie umknęło uwadze innych.&lt;br /&gt;- Hej Aoi, rozchmurz się! - Kai z szerokim uśmiechem usiadł koło kumpla, klepiąc go po ramieniu.&lt;br /&gt;- Idę się wykąpać - odpowiedział tylko gitarzysta i ruszył powoli do łazienki.&lt;br /&gt;Cieszył się, że nikt go nie zatrzymywał, gdyż jedyną rzeczą o jakiej marzył była długa, gorąca, relaksująca kąpiel. Napuścił jak najwięcej wody do wanny, dodał pierwszego lepszego płynu do kąpieli, zrzucił ciuchy i z cichym westchnieniem ułożył się wygodnie. Wiedział, że nie wyjdzie stąd wcześniej niż za godzinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy skończyły się zapasy piwa, jakie kupił Reita, wszyscy stwierdzili, że na dziś dzień koniec wrażeń. Rozgorzała wtedy kłótnia, kto pierwszy idzie do łazienki. Miyavi nie zwracając uwagi na sprzeczających się kolegów, wybrał się wziąć krótki prysznic. Gdy wszedł do sypialni, by zabrać ubranie na zmianę, zobaczył, że nie ma jeszcze jego współlokatora. Minęło dobre półtorej godziny, odkąd Aoi ich opuścił pod pretekstem kąpieli. Chłopak postanowił sprawdzić, czy gitarzysta przypadkiem nie utopił się w wannie i żwawo ruszył do łazienki. Otworzył drzwi i zamarł, podobnie jak Aoi, który w tym momencie wygramolił się z wanny. Ta chwila wydawała się trwać w nieskończoność, chociaż w rzeczywistości po kilku sekundach wrzask gitarzysty było słuchać w całym domu.&lt;br /&gt;- Co ty wyprawiasz?! Wyłaź stąd natychmiast! Debilu, matka cię pukać nie nauczyła?!&lt;br /&gt;W stronę Miyaviego poleciało wszystko co Aoi miał pod ręką - grzebień, jakieś opakowania, a gdy sięgnął po suszarkę, Meev czym prędzej zamknął drzwi. Nie bał się jednak o siebie, tylko o rzeczoną suszarkę, która w najbliższym czasie na pewno byłaby potrzebna. Nagle usłyszał wielki wybuch śmiechu i w korytarzy pojawiła się reszta zespołu, gratulując mu doprowadzenia ich gitarzysty do furii. Jak na zawołanie drzwi łazienki otworzyły się z trzaskiem. Aoi, przechodząc obok, zaszczycił ich złym spojrzeniem i równie głośno zamknął drzwi do pokoju, nie przekręcając na szczęście zamka od wewnątrz. Usłyszał tylko kolejny śmiech na korytarzu, parę przekleństw, zanim szczelnie zakrył się kołdrą i nałożył poduszkę na głowę, by nie słyszeć i nie widzieć już nikogo więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już prawie udało mu się zasnąć, gdy poczuł jak ktoś szarpie go za ramię i usiłuje zmusić, by się odwrócił.&lt;br /&gt;- Aoi, śpisz?&lt;br /&gt;- Teraz już nie. Czego chcesz? - burknął czarnowłosy do Miyaviego, który przysiadł na skraju jego łóżka.&lt;br /&gt;- Tylko przeprosić, że ci tak wparowałem do łazienki...&lt;br /&gt;- Dobra już, dobra. Zdarza się - Aoi przewrócił się na drugi bok, dając jasno do zrozumienia, że chce już móc zasnąć. Zdziwił się, gdy jego współlokator posłusznie udał się na swoje łóżko, a jedynym słowem, jakie jeszcze powiedział było "dobranoc".&lt;br /&gt;Postać Miyaviego, kreowana przez media, bardzo różniła się do tego, jaki był naprawdę. Aoi zdał sobie sprawę, że o tym zapomniał. Przecież byli w tej samej wytwórni, koncertowali razem i oczywiście dobrze się bawili. I jakoś nie odniósł wrażenia, że młodszy muzyk zawsze jest wkurzającym dzieciakiem. Uśmiechnął się do siebie i zamknął oczy. Może te dwa następne dni nie będą takie straszne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dzień drugi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; Obudziło go ciche brzdąkanie na gitarze. Gdy powoli zacząć się rozbudzać, stwierdził, że zna graną melodię, ale nie mógł przypomnieć sobie tytułu piosenki. Otworzył leniwie oczy i spojrzał na łóżko stojące naprzeciwko. Miyavi siedział w rozgrzebanej pościeli, grając na swoim czarnym akustyku. Z nieco potarganymi włosami i pogniecionej koszulce wyglądał jak zwykły japoński chłopak, a nie bożyszcze nastolatek. Najwyraźniej poczuł czyjś wzrok na sobie, gdyż przerwał grę.&lt;br /&gt;- Dzień dobry, Aoi-chan – uśmiechnął się. – Nie obudziłem cię?&lt;br /&gt;- Nie – Aoi ziewnął szeroko, po czym zapytał. – Co to za kawałek?&lt;br /&gt;- Już widzę, że nie przesłuchałeś ani jednego mojego albumu – odpowiedział Miyavi z dobrze udawanym oburzeniem&lt;br /&gt;- Myślisz, że mam na to czas? – burknął czarnowłosy wstając z łóżka i rozglądając się za czymś.&lt;br /&gt;Meev nie odpowiedział, tylko znów zaczął grać, tym razem jakąś nieokreśloną melodię. Aoi stwierdził, że odpowiedzi nie dostanie i znalazłszy szczoteczkę do zębów, pastę i ręcznik udał się do łazienki. Gdy był w połowie korytarza, drzwi pokoju w którym spali Uruha i Kai, otworzyły się z rozmachem, o mały włos nie uderzając gitarzysty. Na progu stał właśnie Uruha, który sądząc po rzeczach trzymanych w rękach, także miał zamiar się umyć. Obaj gitarzyści zmierzyli się wzrokiem po czym równocześnie krzyknęli „ja pierwszy!” i rzucili się do drzwi łazienki. Aoi jako pierwszy szarpnął za klamkę, ale najwyraźniej ktoś ich ubiegł.&lt;br /&gt;- Zamknięte – burknął niezadowolony. – Spadaj Uruha, teraz ja idę...&lt;br /&gt;- Chyba w snach – odpowiedział Uru, odpychając czarnowłosego od drzwi.&lt;br /&gt;Żaden z nich nie chciał dać za wygraną, dlatego też zaczęli się szturchać i przepychać, nie szczędząc przy tym najróżniejszych inwektyw w swoją stronę. Musieli robić to bardzo głośno, gdy na korytarzu znaleźli się wszyscy tymczasowi lokatorzy domku, zainteresowani co się tak właściwie dzieje. Sytuacja jaką ujrzeli nieco ich zaskoczyła. Aoi zdążył przygwoździć Uruhę do ściany, tak że dzieliły ich tylko centymetry i tłumaczył coś przyciszonym głosem. Przez chwilę wszyscy przyglądali się tej scenie z rozbawieniem, ale w końcu Kai postanowił się odezwać.&lt;br /&gt; - Nie przeszkadzamy wam czasem?&lt;br /&gt; Jak na komendę obaj gitarzyści spojrzeli w ich stronę, a na ich twarze zaczął wypełzać rumieniec. Aoi natychmiast odskoczył od kumpla, by zaraz potem zostać uderzonym przez otwierające się drzwi łazienki. Okazało się, że Ruki wstał najwcześniej ze wszystkich z postanowieniem, że weźmie długą kąpiel. Została ona jednak skutecznie zakłócona, najpierw dobijaniem się do drzwi, a następnie wrzaskami.&lt;br /&gt; - Co wy do cholery odstawiacie? – zapytał wokalista rozdrażnionym głosem. – Kto pierwszy ten lepszy...&lt;br /&gt; - Ja byłem pierwszy! – krzyknęli równocześnie gitarzyści, czym spowodowali wybuch śmiechu u pozostałych. Aoi ostatni raz zmierzył wzrokiem Uruhę.&lt;br /&gt; - No dobra – burknął. – Idź pierwszy... Panienki mają pierwszeństwo.&lt;br /&gt; „Panienka” najwyraźniej nie była zachwycona tym określeniem, gdyż czarnowłosy został mocno trzepnięty w głowę. Zapewne doszłoby to poważniejszych rękoczynów, gdyby nie Ruki, który wpakował Uruhę do łazienki oraz Kai, który zaciągnął Aoi’ego do pokoju.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; Miyavi właśnie zamierzał wyjść, gdy drzwi otworzyły się, a stanęli w nich Kai i Aoi. Widok nie byłby zaskakujący, gdyby nie fakt, że perkusista wręcz ciągnął kumpla, który kipiał ze złości. Lider rzucił tylko „Uspokój go” i czym prędzej wyszedł. Meev zaczął się zastanawiać, dlaczego ma niby uspokajać współlokatora, a nawet jeśli, to nie wiedział jak. Aoi łypnął na niego nieprzyjaźnie, zakładając ręce na piersi.&lt;br /&gt; - Pewnie też uważasz to za zabawne, co?&lt;br /&gt; - Brutalną walkę o łazienkę, każdy uważałby za zabawną – odpowiedział spokojnie Miyavi, podając mu paczkę papierosów. – Musimy rozpisać grafik, bo się pozabijamy...&lt;br /&gt; Obaj spojrzeli na siebie, po czym zaczęli śmiać. Cała sytuacja nagle wydała im się absurdalna. Nagle, po raz któryś z kolei, drzwi ich pokoju uchyliły się. Ku ich zaskoczeniu Uruha ostrożnie wszedł do środka już ubrany i doprowadzony do porządku.&lt;br /&gt; - Eee... Aoi, łazienka jest wolna.. Bo Kai i Reita zgodzili się zaczekać... No i czego się śmiejecie?&lt;br /&gt; Nie otrzymał jednak odpowiedzi, gdyż dotąd zwykły śmiech, zaczął przeradzać się w szaleńczy rechot. Gitarzysta spojrzał na nich jak na skończonych idiotów i wyszedł, głośno trzaskając drzwiami i mamrocząc coś mało pochlebnego pod nosem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Dalsza część dnia upłynęła im pod znakiem słodkiego lenistwa. Nie narzekali na nudę, gdyż tego właśnie im brakowało. Atmosfera pomiędzy nimi zdecydowanie się rozluźniła, chociaż Uruha zdawał się być nadal obrażonym na Aoi’ego. Ten natomiast, ku zaskoczeniu wszystkich, szybko dogadał się z Miyavim. Jeszcze jakiś czas temu, byli nieco do siebie podobni przez charakterystyczny kolczyk w wardze, a momentami przez zachowanie. Teraz sprawa miała się inaczej. Wygląd wyglądem, ale ich ciche rozmowy i o zgrozo chichotanie, budziły we wszystkich złe przeczucia. Zdecydowanie szykowali jakąś niespodziankę, niekoniecznie miłą dla tego, dla kogo była ona przeznaczona. Gdy obaj równocześnie wstali ze swoich miejsc i znikli w kuchni, Kai został oddelegowany, by w razie czego ich powstrzymać, bo przecież on jest liderem. Perkusista spojrzał na nich z niedowierzaniem. Gdyby faktycznie miał mocną pozycję lidera w zespole, Gazette nie obijało się teraz, tylko nadrabiało zaległości jakie im zostały. Chcąc nie chcąc poszedł do kuchni. Zastał spiskowców przy kuchennym stole, na którym rozłożyli mnóstwo przyborów do makijażu. Gdy go zauważyli, zaczęli wszystko szybko chować, co zaowocowało rozsypaniem się połowy rzeczy na podłodze.&lt;br /&gt; - Przysłano mnie, bym was pilnował – westchnął Kai, siadając przy stole.&lt;br /&gt; - I powiedziano, że to obowiązek lidera? – zapytał Miyavi, segregując kredki do oczu.&lt;br /&gt; - I zapewne stwierdził to Reita? – dodał Aoi, a gdy perkusista przytaknął, dodał. – Zawsze możesz przyłączyć się do nas.&lt;br /&gt; - I ty to mówisz, Aoi? Najpierw chcesz mnie niemal pobić, bo pokrzyżowałem twoje plany, a teraz...&lt;br /&gt; - Dobra, dobra... Byłem wtedy trochę zły – przerwał mu czarnowłosy. – Teraz, powiedzmy, że chcemy trochę podokuczać co poniektórym.&lt;br /&gt; Kai wzdrygnął się widząc wredny uśmieszek gitarzysty. Meev nie zwracał na nich, najmniejszej uwagi, nucąc sobie coś pod nosem i wybierając kosmetyki, których kolory plasowały się jako „ciemne”. Perkusista domyślał się, że ktoś nieuważny padnie ofiarą nikłego talentu artystycznego któregoś ze spiskowców.&lt;br /&gt; - Kai, skoro już się przyłączyłeś...&lt;br /&gt; - Przyłączyłem się?&lt;br /&gt; - ... to idź sprawdź, czy ktoś nam tam nie usnął – dokończył Miyavi.&lt;br /&gt; Kai po chwili namysłu stwierdził, że może być zabawnie i udał się do salonu, zobaczyć co robi reszta chłopaków. W między czasie musiał wymyślić jakiś pretekst, bo przecież nie mógł po prostu wejść i wyjść. Najrozsądniejsze wydało mu się zaoferowanie zrobienia kawy lub herbaty. Gdy wszedł do pokoju, Uru i Reita utkwili w nim pytające spojrzenia.&lt;br /&gt; - Chcecie może herbaty lub kawy, bo właśnie mam zamiar sobie robić – powiedział beztrosko chłopak, rozglądając się po twarzach wszystkich. Ku jego zdziwieniu zastał jedną śpiącą smacznie osobę, którą był Ruki. W sumie nie zdziwiło go to. Jeszcze przed kilkoma minutami kiwał się sennie na krześle. Pozostawało tylko pytanie, co on robił w nocy zamiast spać.&lt;br /&gt; - A jemu co? Coście robili w nocy? – Kai zwrócił się do Reity.&lt;br /&gt; - Nie robiliśmy, tylko robił – sprostował basista. – Raczył siedzieć do późnej nocy przy laptopie, cholera wie po co, nie dając mi przy tym spać, bo wybuchał ciągle śmiechem...&lt;br /&gt; Po chwili w pokoju zjawili się Miyavi i Aoi dzierżąc w dłoniach wszystko, co było im potrzebne do zrobienia makijażu. Na ich twarzach zagościł wredny uśmieszek, gdy zobaczyli smacznie śpiącego wokalistę. Ostrożnie i po cichu podeszli do niego i zaczęli wprowadzać w życiu swój plan – twarz Rukiego zaczęły pokrywać różne wzorki i napisy. Reita i Uruha usilnie starali się nie śmiać zbyt głośno, natomiast Kai najwyraźniej miał małe wyrzuty sumienia. Gdy Aoi koniecznie chciał wyrwać czarny cień z rąk Meev’a, Ruki ocknął się. Przez chwilę patrzył nieprzytomnie na znajdujące się nad nim twarze, ale bardzo szybko rozbudził go szaleńczy śmiech basisty. Podejrzliwie zerknął na kumpli, którzy pospiesznie chowali kosmetyki z plecami. Zdecydowanie nie podobało mu się, że wszyscy gdy tylko na niego spojrzeli, zaraz się odwracali i było tylko widać, że trzęsą się od cichego śmiechu. Ostrożne przejechał ręką po policzku, by zaraz na dłoni zobaczyć czarne smugi. Spojrzał na chłopaków w poszukiwaniu winnego, co nie było trudne. Miyavi błądził wzrokiem po suficie, nucąc sobie, a Aoi zdążył już uciec.&lt;br /&gt; - Uważacie, że to było zabawne? – wokalista zwrócił się do młodszego chłopaka, który nadal był zainteresowany jakimś nieokreślonym obiektem.&lt;br /&gt; - Mam być z tobą szczery? – zapytał Meev, co wywołało kolejną salwę śmiechu.&lt;br /&gt; Ruki nie otrzymał odpowiedzi, gdyż po paru sekundach wszyscy płakali wręcz ze śmiechu. W jego głowie kołatała myśl, dlaczego właśnie on padł ich ofiarą. Czy to za tą cholerną łazienkę?! A może to po prostu przypadek? Pomyślał jednak, że gdyby to Uruha zasnął, nie skończyło by się na wzorkach. To poprawiło mu nieco humor i dlatego zaraz po zmyciu wątpliwego makijażu, wrócił do reszty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Nie wiedzieli kto konkretnie wpadł na ten pomysł. W każdym razie, miało być to absolutne zawieszenie broni. Ruki przestał być wkurzonym za pomalowanie go, a nawet zaczął z tego żartować, stwierdzając, że mogłaby to być jego nowa charakteryzacja. Nikt nie zapomniał też, że barek w salonie jest nieźle zaopatrzony. Jednak w połowie wieczoru okazało się, że ilości alkoholu na ich szóstkę, były ich zdaniem zbyt małe. Nie oznaczało to jednak, że byli trzeźwi. Przeciwnie. Jedyną osobą, która wypiła najmniej, był Kai, który stwierdził, że woli przypilnować kolegów. Jak się okazało później było to całkiem słuszne zamierzenie. Gdy Reita udał się po laptop Rukiego, jego właściciel zaczął wymachiwać w jego stronę pustą butelką. Gdyby nie interwencja Kaia, poszybowałaby ona przez pokój i rozwaliła się na ścianie lub uderzyła w głowę basisty. Po chwili Reita wrócił do pokoju i włączył sprzęt, głośno oznajmiając, że chce sprawdzić z jakich powodów Ruki siedzi po nocach przy komputerze i spać mu nie daje. Przeglądarka internetowa pokazała mu ostatnio wyświetlone strony, a gdy basista zaczął je przeglądać, jego oczy najpierw robiły się coraz większe, a on sam zaczął się szaleńczo śmiać. Reszta z zainteresowaniem zerkała mu przez ramię. Zapadła cisza, gdyż wszyscy pogrążyli się w lekturze tekstu wyświetlonego na ekranie.&lt;br /&gt; - Ruki, ty to czytasz w wolnych chwilach? – zdziwił się Uruha. – Przecież to jest...&lt;br /&gt; -... zabawne – dokończył Reita. – Uruha, ty nie widzisz, że Aoi jest w tobie nieszczęśliwie zakochany?&lt;br /&gt; - Daj spokój – burknął gitarzysta. – To tylko wymysły nastolatek...&lt;br /&gt; - Które sami prowokujecie – dodał Miyavi, szykując sobie kolejnego drinka, nie zważając na to, iż jest w nim więcej alkoholu, niż czegokolwiek innego. – Wiecie... To obściskiwanie się na scenie i tak dalej...&lt;br /&gt; - Milcz, bo nie jesteś lepszy – mruknął Ruki, nadal zły, że okupują jego laptopa. – Nasze, nazwijmy to, obściskiwanie się w porównaniu z tobą...&lt;br /&gt; - I co z tego? – Miyavi wzruszył ramionami, po czym dodał z chytrym uśmieszkiem. – Założę się, że nigdy byś nie pocałował kolegi z zespołu...&lt;br /&gt; - Nasz perwersyjny wokalista? – zaśmiał się Aoi siadając wygodnie na kanapie, gdyż już znudziła mu się lektura opowieści fanek, ale równie dobrze mogły zacząć mu się literki rozmazywać przed oczami. Zdecydowanie za dużo wypił, ale sprawę zdawał sobie z tego tylko Kai. – Jakby chciał, to i by pewnie pocałował...&lt;br /&gt; - Jesteś pijany i pieprzysz głupoty – odpowiedział wokalista, bezceremonialnie zabierając Reicie laptopa. – Koniec czytania bajek na dobranoc.&lt;br /&gt; - I będziemy mieć po nich fajne sny, ewentualnie rzucimy się na swojego współlokatora – Uruha spojrzał zalotnym wzrokiem w stronę Kaia, który wystraszył się nie na żarty.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; Gdy opróżniali jedną z ostatnich butelek, jasnowłosy gitarzysta niespodziewanie klasnął w dłonie i zaczął coś szeptać Rukiemu na ucho. Im dłużej coś tłumaczył, tym bardziej wokalista uśmiechał się. Nie był to jednak przyjemny uśmiech. Perkusista widząc, że szykuje się realizacja kolejnego głupiego pomysłu, postanowił jakimś cudem wszystkich odprowadzić do swoich łóżek. Był pewien, że ledwo przyłożą głowę do poduszki i już będą spać. Aoi siedział już nieco sennie na kanapie obok Miyaviego, który z zainteresowaniem obserwował cichą i gorączkową wymianę zdań między Rukim a Uruhą. Reita też widział, że coś się święci i usiłował usłyszeć o czym tak jego koledzy dyskutują. Gdy podszedł bliżej, urwali rozmowę.&lt;br /&gt; - Aoi, wracając do poprzedniej wymiany zdań – Aoi spojrzał niezbyt przytomnie na mówiącego do niego wokalistę. – To uważasz, że nigdy bym nie pocałował kumpla z zespołu, co nie?&lt;br /&gt; - Zgadza się... – gitarzysta ziewną potężnie.&lt;br /&gt; - To w takim razie, czy ty byłbyś w stanie to zrobić? – po tym jednym pytaniu plan stał się już jasny, jednak tylko Aoi nie zdawał sobie z tego sprawy.&lt;br /&gt; - Może...&lt;br /&gt;- No to udowodnij! – Uruha uśmiechną się szeroko, składając ręce na piersi.&lt;br /&gt;- Nie no, to już przesada – Kai wstał z miejsca, chwycił przyjaciela pod ramię. – Jesteście wszyscy pijani i najlepszym rozwiązaniem będzie pójście spać...&lt;br /&gt;- A musi być to kolega z zespołu? – zapytał nagle Miyavi, przysuwając się bliżej czarnowłosego.&lt;br /&gt;Odpowiedzią Uruhy było przeczące pokręcenie głową, który wprost nie mógł się doczekać miny kolegi. Żałował tylko nieco, że Aoi jest kompletnie zalany i zapewne nie będzie pamiętał dzisiejszego zajścia o ile do niego dojdzie, gdyż czarnowłosy próbował odsunąć się od Meev’a. Jedyną możliwością ucieczki było szybkie podniesienie się, co w jego obecnym stanie nie było najlepsze. Gdy tylko podniósł się, świat przed jego oczami zamazał się i po chwili znów siedział na kanapie. Nie był w stanie zaprotestować, gdy Miyavi przygarnął go do siebie ramieniem i chciwie pocałował. Usłyszał jeszcze śmiech basisty, ale później całkowicie poddał się przyjemnemu uczuciu, które wywoływało w nim całowanie się z Miyavim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku minutach Uruha zaczął się zastanawiać czy dobrze zrobili prowokując kolegów. I nie był jedynym, którego ogarniały wątpliwości. Jeżeli jeszcze na początku ich to bawiło, tak teraz zaczęło wprawiać w zakłopotanie. Aoi i Miyavi nie skończyli na niewinnym całowaniu się, a wręcz przeciwnie. Co gorsza zupełnie nie zważali na coraz bardziej skonsternowanych kolegów. Gdyby nie szybka reakcja Kaia, Aoi zostałby już pozbawiony koszulki.&lt;br /&gt; - Na litość boską! – jęknął, próbując odciągnąć Miyaviego od gitarzysty, po czym zwrócił się do reszty. – Może byście mi pomogli, co?&lt;br /&gt;  Uruha jako pierwszy pofatygował się pomóc i wspólnymi siłami rozdzielili obu muzyków. Ruki i Reita podnieśli Aoi’ego z kanapy i odprowadzili do łóżka, a gdy wrócili zaledwie po kilku chwilach, Miyavi już smacznie spał na kanapie.&lt;br /&gt; - Wiecie co? – jasnowłosy gitarzysta znów padł na rzekomo świetny pomysł. – Zanieśmy go i połóżmy obok naszego grajka. Ciekaw jestem jak jutro rano zareaguje...&lt;br /&gt; - Będzie zły – burknął Kai zbierając puste butelki do worka na śmieci. – I na pewno będzie miał potwornego kaca... Jak wy wszyscy zresztą...&lt;br /&gt; - Psujesz zabawę – powiedział Reita, pomagając podnieść Miyaviego. – No to idziemy.&lt;br /&gt; Perkusista westchnął ciężko i dokończył sprzątanie. Wiedział, że jutrzejszy poranek nie będzie należał do najprzyjemniejszych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dzień trzeci&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;  Nie otwierał oczu. Wiedział, że jak tylko to zrobi poczuje się jeszcze gorzej niż teraz. Wrażenie posiadania ton piasku w ustach i niemożność poruszenia głowy choćby o cal mówiły tylko jedno – kac gigant. Aoi wiedział, że przesadził wczoraj z ilością wypitego alkoholu, ale winę zwalał w myślach na Uruhę, który ciągle serwował coś nowego do picia. Tym samym ta mieszanka sprawiła, że urywał mu się film i części wieczoru zwyczajnie nie pamiętał, a już na pewno nie widział kiedy zdążył zdjąć ciuchy i położyć się spać. Po kilku chwilach zaczęły docierać do niego inne bodźce. Choćby ten, że jest mu podejrzanie ciasno na łóżku, a czyjaś ręką obejmuje go w pasie. Z trudem otworzył oczy, a to co, a raczej kogo zobaczył, sprawiło, że chwilowo zapomniał o kacu.&lt;br /&gt; - Co ty tu robisz?! – wrzasnął, brutalnie zrzucając Miyaviego na podłogę.&lt;br /&gt;- Nie krzycz – jęknął młodszy.&lt;br /&gt;Gitarzysta skrzywił się, gdyż ból głowy wrócił ze zdwojoną siłą. Przez chwilę obaj mierzyli się wzrokiem. Żaden z nich nie pamiętał, jakim cudem znaleźli się w jednym łóżku. Co się wczoraj wydarzyło? Po chwili Aoi zaczął przypominać sobie pewne obrazu wczorajszego wieczoru. Z niejakim przerażeniem stwierdził, że mogą one mieć związek z dzisiejszym „odkryciem”.&lt;br /&gt; - Czy my...? – zapytał niepewnie czując, że się rumieni.&lt;br /&gt; - A skąd ja mam to pamiętać? – mruknął Miyavi, podnosząc się wreszcie z podłogi i rozglądając za ubraniem.&lt;br /&gt; Z pewnym zaskoczeniem zauważył, że większość jego rzeczy leży porozrzucana na podłodze, a on nie ma pojęcia dlaczego. Niepewne pytanie jego współlokatora, na które wcześniej nie zwrócił należytej uwagi, wymagało przemyślenia, a wnioski były zaskakujące. Gdy podniósł wzrok na Aoi’ego, ten lustrował go wzrokiem od góry do dołu, a na jego twarzy nadal malowało się zmieszanie. Niezręczną ciszę przerwało gwałtowane otworzenie drzwi, a na progu stanął Uruha.&lt;br /&gt; - Dzień dobry! – krzyknął wesoło.&lt;br /&gt; - Nie wrzeszcz! – odpowiedzieli równocześnie Miyavi i Aoi.&lt;br /&gt; - Jak się spało gołąbeczki? – podejrzenie szczęśliwy gitarzysta, usiadł z rozmachem na jednym z łóżek. – Wczoraj fajnie się bawiliście, prawda? Ja rozumiem... Nic nie mam do was, jesteście moimi kumplami, ale chyba dałoby radę trochę ciszej, no nie?&lt;br /&gt; Po tych słowach z lubością obserwował jak twarze kolegów pokrywa krwistoczerwony rumieniec. Najwyraźniej uwierzyli w to, co im zasugerował. Jednak jego delektowanie się tym małym zwycięstwem przerwało wtargnięcie Kaia do pokoju.&lt;br /&gt; - Uruha, przestań gadać głupoty – powiedział. – Poza tym Ruki pyta się, czy idziesz do łazienki, skoro się o nią kłóciłeś...&lt;br /&gt; Gitarzysta zerwał się na równe nogi i pobiegł do łazienki, żeby przypadkiem wokalista jej nie zajął. Kai spojrzał na obu kumpli, którzy nadal nie ruszyli się ze swoich miejsc. Rozbawiło go to, że nieświadomie trzymają między sobą duży dystans.&lt;br /&gt; - Nie mówcie, że mu uwierzyliście – uśmiechnął się pogodnie i poszedł otworzyć okno, by wpuścić trochę świeżego powietrza.&lt;br /&gt; - Czyli...&lt;br /&gt; - Nic nie było. Skończyło się tylko na tym, co wyprawialiście w salonie. Potem Miyavi zasnął snem sprawiedliwego, a ciebie Aoi sam odstawiłem do pokoju. A żeby wpakować was do jednego łóżka było pomysłem Uruhy oczywiście...&lt;br /&gt; - Jak tylko będę w stanie, to go zabiję – warknął czarnowłosy gitarzysta, po czym dodał błagalnym tonem. – Kai, będziesz dobrym kumpel i zrobisz nam kawy? Mocnej.&lt;br /&gt; Perkusista skinął głową w odpowiedzi i wyszedł do kuchni, zastawiają kolegów samych. Wcześniejsza napięta sytuacja nieco zelżała, a wszelkie wątpliwości zostały rozwiane. Dla Aoi’ego była to naprawdę duża ulga, jednak jeszcze jedna rzecz nie dawał mu nadal spokoju, a co gorsza nie potrafił sprecyzować co to dokładnie jest. Z rozmyślań wyrwał go Miyavi, pytający się czy idzie wreszcie napić się tej kawy. Czarnowłosy sięgnął po pierwszą lepszą koszulkę, gdyż nie zamierzał paradować po domu w samych bokserkach. Jednak ubranie wydało mu się zdecydowanie za duże.&lt;br /&gt; - Obudź się wreszcie – Meev wybuchł śmiechem, podchodzą bliżej. – To moje...&lt;br /&gt; - Ach... No tak... – Aoi zaczął niezgrabnie rozbierać się, co prędzej czy później doprowadziło by rozdarcia materiału.&lt;br /&gt; - Może ci pomóc?&lt;br /&gt; - Spadaj – warknął czarnowłosy, ściągając wreszcie z siebie nieszczęsną koszulkę.&lt;br /&gt; Gdy w końcu przyszli do kuchni, zastali już tam wszystkich siedzących przy stole. Ruki wydawał się być nieco senny, ale reszta była okazami zdrowia i dobrego humoru. Aoi przechodząc obok Uruhy palnął go w głowę, na tyle mocno, iż jasnowłosy prawie rozlał zawartość kubka na stół. Gdy odwrócił się, by coś odpyskować, szturchnął go Miyavi, co zaowocowało wielką plamą z kawy na spodniach.&lt;br /&gt; - No za co?! – zbulwersował się gitarzysta.&lt;br /&gt; - Za głupotę – odpowiedział spokojnie Aoi, biorąc od Kaia kubek z życiodajnym, kofeinowym płynem.&lt;br /&gt; Wszyscy wybuchli śmiechem, a Uruha obrażony poszedł się przebrać. W dyskusji jaka się później wywiązała nie uczestniczyli tylko Aoi i Miyavi, gdyż ten drugi chyba nie do końca pozbył się kaca, natomiast ciemnowłosy gitarzysta nad czymś intensywnie rozmyślał, mając przy tym dość ponurą minę. Uruha, gdy tylko wrócił, chciał się zemścić za rozlanie jego kawy i dlatego włączył radio, stojące w kuchni. Ku ich rozbawieniu spiker właśnie zapowiedział piosenkę Gazette, jako jeden z większych hitów tego roku. Na nic zdały się prośby Aoi’ego o przyciszenie, czy chociaż zmianę stacji. W końcu zrezygnowany opuścił kuchnię, odprowadzany zaskoczonymi spojrzeniami. Historia zdawała się zataczać koło – w pierwszy dzień, czarnowłosy też był nie w humorze. Wcześniej przyczyna złego samopoczucia była dla reszty zespołu znana, jednakże dzisiaj zupełnie nie wiedzieli, o co może mu chodzić. Takie zachowanie nie pasowało do niego, a dzisiejszy kac nie do końca to tłumaczył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Aoi usiadł ciężko na łóżku. Mętlik jaki miał w głowie doprowadzał go do szału i miał wielką chęć zamordować Uruhę. „Bo to przez niego” – pomyślał, rozglądając się za czystym ubraniem, gdyż wcześniej włożył co mu wpadło w ręce. Miał nadzieję, że zimny prysznic przywróci mi możliwość trzeźwego myślenia i będzie mógł poukładać wszystko, co teraz było masą często sprzecznych obrazów.&lt;br /&gt; Gdy wreszcie zamknął drzwi łazienki, władował się do kabiny prysznicowej i poczuł jak lodowate strumienie spływają mu po ciele, ktoś wszedł do środka. Aoi zaklną pod nosem, że znów nie przekręcił zamka, a jeszcze większa irytacja ogarnęła go, gdy usłyszał niepewny głos Miyaviego.&lt;br /&gt; - Możemy pogadać?&lt;br /&gt; - Teraz? – warknął czarnowłosy, zakręcając wodę, by móc usłyszeć chłopaka. – Czy ty zawsze musisz mi się ładować do łazienki?&lt;br /&gt; - Dobra, dobra... To ja czekam w pokoju...&lt;br /&gt; Drzwi zamknęły się za Miyavim, a gitarzysta oparł się plecami o ścianę kabiny prysznicowej. Odtrącił od siebie myśl, iż to nie był przypadek, a to co teraz przeszło mu przez myśl, to tylko jego głupia wyobraźnia. Przeszła mu jakakolwiek chęć kąpieli, natomiast był pewien, że musi pogadać z Meev i wszystko wyjaśnić. Bo to nie mogła być w żadnym stopniu prawda... Ani nic normalnego... I co z tego, że im obu się to podobało. Upili się po prostu, a jakieś tam całowanie się, nie może przewrócić jego życia i preferencji do góry nogami. Nie może?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Idąc do pokoju układał sobie w głowie pytania i ewentualne odpowiedzi. Opracował dokładnie plan i wiedział, że bez względu na wszystko musi go zrealizować. Inaczej Gazette zostanie bez gitarzysty, bo on zwariuje. Z przepełniającą go pewnością siebie otworzył drzwi gotów na rozmowę. Zastał Miyaviego stojącego przy oknie. Nie wiedział czy wypatruje czegoś konkretnego, czy podziwia widoki, czy podobnie jak on wcześniej, myśli co powiedzieć. Aoi zamknął cicho drzwi i przekręcił klucz, by nikt niepowołany nie wpadł do pokoju, a chłopak odwrócił się w jego stronę.&lt;br /&gt; - To o czym chcesz rozmawiać?&lt;br /&gt; - Właściwie to powinieneś wiedzieć – odpowiedział Miyavi, pilnie wpatrując się w czarnowłosego. – Gdy wyszedłeś, rozgorzała dyskusja w kuchni nad tym, czy wczorajszy pomysł Uru był aby na pewno dobry.&lt;br /&gt; - Dla nich na pewno... – Aoi sięgnął po papierosy, dodając cicho. – Szkoda, że tylko dla nich...&lt;br /&gt; - Potwierdzają się teraz ich przypuszczenia – Meev roześmiał się. – Nie byliśmy tak pijani, jak im się wydawało...&lt;br /&gt; - Ale na tyle, żeby dać się sprowokować... To było głupie...&lt;br /&gt; - Żałujesz?&lt;br /&gt; To zadane wprost pytanie sprawiło, że Aoi omal nie zakrztusił się papierosowym dymem. Gdy wreszcie odzyskał możliwość normalnego oddychania, spojrzał zaskoczony na chłopaka. Nie wiedział dlaczego ma przeczucie, że na wczorajszej imprezie z ich dwóch, to Miyavi był najbardziej trzeźwy&lt;br /&gt; - Ty chciałeś to zrobić?&lt;br /&gt; - Nazywaj rzecz po imieniu Aoi-chan... Pozwól, że najpierw ty odpowiesz na moje pytanie, a potem kolej na mnie. Więc? Żałujesz?&lt;br /&gt; - Nie wiem... – odpowiedział gitarzysta cicho.&lt;br /&gt; - Zabawne, ale ja właśnie też nie wiem, dlaczego cię pocałowałem – roześmiał się młodszy. – Ale się ckliwie zrobiło. Nie pasuje to ani do mnie, ani do ciebie...&lt;br /&gt; - Zabawne?! – czarnowłosy podszedł ze złością do chłopaka, nie przejmując się faktem, iż tamten patrzy na niego z góry. – Naprawdę uważasz to za zabawne?! Tu nie ma nic zabawnego... To, że ty jesteś przyzwyczajony... To, że uważają, iż jesteś bi... To jest normalne dla ciebie. Tobie łatwo się z tym pogodzić, ale nie mi!&lt;br /&gt; - Aoi-chan...&lt;br /&gt; - Nie przerywaj mi! Każdy inny dałby ci wtedy w pysk. Ja też... Ale tego nie zrobiłem... I to nie dlatego, że między innymi Uruha wlał we mnie tyle alkoholu... To dlatego, że...&lt;br /&gt; Gitarzysta urwał speszony, gdyż zorientował się, że chyba powiedział za dużo i nie tak jak planował. To miało być zakończenie tego incydentu przy pomocy zdań „Zapomnijmy o tym. Za dużo wypiliśmy”. A teraz to, co wcześniej było zbitkiem dziwnych, niejasnych myśli, stało się klarowną całością. W dodatku bardzo zaskakującą. Bo nigdy by nie powiedział, czy nawet nie pomyślał, że zacznie podobać mu się kolega z branży. Kolega! Nie dziewczyna, nie jakaś stylistyka, tylko właśnie Miyavi – młodszy, bardzo utalentowany i pracowity muzyk, wiecznie się wyróżniający, momentami zachowujący się jak małe dziecko, a w każdym razie nie dało się przejść obok niego obojętnie – albo się go bardzo lubiło, albo nienawidziło.&lt;br /&gt; - Dlaczego? – ciszę przerwał Meev, całkowicie zaskoczony potokiem słów, jakim zalał go kumpel. – Aoi?&lt;br /&gt; Jednak ten nadal milczał jak zaklęty i uporczywie wbijał wzrok w podłogę. Serce o mało mu nie wyskoczyło z piersi, gdy poczuł jak dłoń młodszego chłopaka, zmusza go do uniesienia głowy.&lt;br /&gt; - Przestań, bo to wygląda jak w tandetnych filmach romantycznych...&lt;br /&gt; - Nie opierałeś się wtedy, wręcz przeciwnie... Dlaczego? – Miyavi nie ustępował, mimo iż wyduszenie jakiejkolwiek odpowiedzi z Aoi’ego graniczyło z cudem.&lt;br /&gt;- Jeżeli nie znasz odpowiedzi, to jesteś takim głupkiem, na jakiego się zgrywasz – burknął czarnowłosy, zaniepokojony zmniejszającą się odległością między nimi.&lt;br /&gt; Kiedyś byłby już przy drzwiach krzycząc, że fan-service to tylko na scenie. Teraz nie mógł ruszyć się choćby o milimetr. Zbeształ się w myślach za to, że zachowuje się jak zakochana nastolatka, oczekująca na pierwszy w życiu pocałunek. Nie mógł jednak przestać wpatrywać się w twarz Miyaviego, jakby nigdy wcześniej go nie widział. Przypomniał sobie smak ust, które teraz było coraz bliżej jego własnych warg. Przymknął oczy, gdy Miyavi go pocałował. Nie nachalnie, a delikatnie, niemalże nieśmiało. Po chwili odsunął się od niego.&lt;br /&gt; - Dlaczego? – szepnął. – Nie uciekasz, nie miażdżysz mi nosa pięścią...&lt;br /&gt; - Nie wiem... Teraz już nic nie wiem i nic nie rozumiem...&lt;br /&gt; - Moim zdaniem wiesz, tylko nie potrafisz zaakceptować – Meev objął Aoi’ego w pasie i bardziej przyciągnął do siebie.&lt;br /&gt; - Ty mnie podrywasz?! – zapytał zaskoczony czarnowłosy błagając w duchu, by rumieniec wreszcie zszedł z jego twarzy.&lt;br /&gt; - Uświadamiam – zażartował chłopak, przez co oberwał kilka razy po głowie. – Zepsułeś romantyczną scenę, Aoi-chan...&lt;br /&gt; - Bardzo zabawne...&lt;br /&gt; Przez chwilę mierzyli się wzrokiem w całkowitej ciszy. Aoi nadal stał sztywno, choć był niemal pewien, że Miyavi słyszy szalone bicie jego serca. Nie mógł znieść, że tak wpatruje się w niego, a gdy ręce Meev’a zamiast trzymać go w żelaznym uścisku, zaczęły delikatnie błądzić bo jego ciele, mimowolnie zadrżał, powodując cichy śmiech u młodszego.&lt;br /&gt; - Zimno ci? – zapytał z rozbawieniem.&lt;br /&gt; - Jak teraz powiesz, że mnie ogrzejesz, to obiecuję, że zrobię ci krzywdę...&lt;br /&gt; Miyavi znowu wybuchł śmiechem, ale po chwili znowu zbliżył swoją twarz do twarzy czarnowłosego. Bawiło go to drażnienie się, ale wiedział, że w końcu Aoi straci cierpliwość i faktycznie go pobije. Znowu go pocałował. Tak jak za pierwszy razem, delikatnie, cierpliwie oczekując odwzajemnienia pieszczoty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Aoi był zły. Miyavi zaczynał go drażnić. Gdy miał zamiar wreszcie zakończyć tą niewygodną dla niego sytuację, znów usta młodszego znalazły się na jego wargach. Gdy minęło zaskoczenie, zdecydował się odwzajemnić pocałunek. To było dziwne uczucie. Innych obrzydzałaby sama myśl o czymś takim, ale Aoi nie zastanawiał się nad tym. Tak jak wczoraj, jednak z tą różnicą, że dziś obaj nigdzie się nie śpieszyli. Każdy następny pocałunek był delikatny i jakby leniwy. Czarnowłosy rozluźnił się i objął młodszego. Obaj nie usłyszeli początkowo szmerów za drzwiami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Uruha przyciskał ucho do drzwi by usłyszeć choć strzęp rozmowy. Widział jak wcześniej Miyavi znowu wszedł do łazienki bez pukania, ale tym razem nie został zbombardowany wszystkim co popadnie. Potem udał się do pokoju, a za chwilę również dołączył do niego Aoi. Od tego czasu nic nie widział i nie słyszał. Podskoczył gwałtownie, gdy usłyszał za sobą głos Rukiego.&lt;br /&gt; - Co ty wyprawiasz? – zapytał, patrząc jak kumpel przez chwilę próbuje coś dojrzeć przez dziurkę od klucza.&lt;br /&gt; - Nie widzisz, że podsłuchuje i podgląda? – zapytał Reita, patrząc z rozbawieniem, na przyklejonego do drzwi Uru.&lt;br /&gt; - Cicho! Przez was nic nie słyszę! – zdenerwował się jasnowłosy.&lt;br /&gt; - A co chcesz usłyszeć? – zainteresował się wokalista również zbliżając ucho do drzwi. – Wyznania miłosne?&lt;br /&gt; - Nawet jeśli, to nic was to nie powinno obchodzić – odezwał się Kai, obserwując od dłuższego czas małe zbiegowisko.&lt;br /&gt; - Liderze, nie bądź taki poważny – mruknął Uruha. – My po prostu chcemy się dowiedzieć...&lt;br /&gt; - To. Nie. Wasza. Sprawa – powiedział Kai, akcentując każdy wyraz i odciągając kumpli. – Idziemy...&lt;br /&gt; Jeszcze przez dłuższy czas było słychać marudzenie jasnowłosego gitarzysty i nieudolne argumentowanie Rukiego, że trzeba ich pilnować, bo może się pozabijają, ale w końcu Kaiowi udało się całą trójkę posadzić przy stole.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Miyavi usłyszał gorączkową wymianę zdań za drzwiami. Mógł się domyślić, że reszta będzie koniecznie chciała się czegoś dowiedzieć.&lt;br /&gt; - Aoi... – powiedział cicho między jednym pocałunkiem a drugim. – Mamy towarzystwo za drzwiami.&lt;br /&gt; Czarnowłosy niechętnie oderwał się od młodszego, gotów zamordować kogokolwiek ze stojących na korytarzu. Gdy położył już dłoń na klamce usłyszał jak Kai beszta pozostałych ignorując Uruhę, który koniecznie chciał zostać pod drzwiami. W końcu głosy ucichły. Zanim gitarzysta się odwrócił, poczuł że Miyavi przytula się do jego pleców.&lt;br /&gt; - Szybko zmieniasz zdanie – mruknął. – Najpierw na mnie wrzeszczysz, a teraz masz ochotę zabić kolegów z zespołu za przeszkadzanie...&lt;br /&gt; - Czego oczekujesz ode mnie? Dlaczego właściwie to robisz? – zapytał nagle czarnowłosy odwracając się do chłopaka i zarzucając mu ręce na szyję.&lt;br /&gt; - A ty? Bo jeżeli o mnie chodzi, to wszystko co wcześniej powiedziałeś na mój temat to prawda... Jeżeli mam być szczery i bezpośredni, to powiem ci, że od dawna mi się podobałeś... -  Miyavi ponownie pocałował Aoi’ego.&lt;br /&gt; - Ja? Nie wiem... Zabrzmi to tandetnie, ale coś mi tak podpowiada – gitarzysta uśmiechnął się krzywo, dając się prowadzić w stronę łóżka. – Nie interpretuj tego za bardzo...&lt;br /&gt; - Nie mam takiego zamiaru...&lt;br /&gt; Nie było dalszej wymiany zdań. Obaj wciąż nie mogli nasycić się sobą. Ku rozbawieniu Miyaviego, to Aoi jako pierwszy zdecydował się pogłębiać każdy następny pocałunek, ale to młodszy chłopak wykorzystał chwilę nieuwagi, by przewrócić czarnowłosego na łóżko.&lt;br /&gt; - Ty... Ty się zdecydowanie za bardzo rozpędzasz.... – wyszeptał Aoi, czując jak pocałunki Meev’a schodziły coraz niżej.&lt;br /&gt; - Do niczego cię nie zmuszam przecież – uśmiechnął się figlarnie młodszy, powoli wsuwając dłoń pod koszulkę gitarzysty.&lt;br /&gt; - Jasne... Ale wiedz... Że to nie ja będę na tym miejscu... – po czym, po krótkiej wojnie, Aoi’emu udało się przewrócić chłopaka na plecy, a sam znalazł się nad nim.&lt;br /&gt; - Jakie groźne seme – Miyavi z rozbawieniem zacytował jedno z wczoraj czytanych opowiadań, ściągając koszulkę starszego. – A jeszcze jakieś pięć minut temu...&lt;br /&gt; Dalszą wypowiedź skutecznie przerwał mu długi pocałunek. Potem sprawy zaczęły się toczyć bardzo szybko. Ich dłonie stały się bardziej niecierpliwe, a oni sami niemal całkowicie wyzbyli się niepewności. Aoi wiedział, że Uruha nie da mu spokoju, widząc malinki na szyi. W tej chwili to nie było najważniejsze... Jednak gdy ręce Miyaviego powędrowały do zapięcia spodni, powstrzymał go natychmiast. Ten popatrzył na niego zdziwiony, po czym uśmiechnął się uspokajająco i powiedział cicho.&lt;br /&gt; - To dlatego jesteś na górze...&lt;br /&gt; Aoi jeszcze się wahał. Czuł się... dziwnie. To było zupełnie inne doznanie, a on czuł się niepewnie. Nie przyznałby się przed nikim, że miał coś w rodzaju tremy, a wszystko musiał zaczynać Miyavi. Bo to on jako pierwszy zaczął pozbywać się części garderoby najpierw swojej, a potem jego. Widział rozbawienie w oczach chłopaka, a on sam miał wrażenie, że się kompromituje. Jednak powoli wszystko przyszło naturalnie. Każda chwila, każdy kolejny dotyk, pocałunek, ciche westchnienia, przyspieszone oddechy...&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt; W końcu Uruha wyszedł z kuchni pod pretekstem skorzystania z łazienki. Odprowadzało go podejrzliwe spojrzenie lidera, jednak ciekawość była silniejsza. Po cichu podkradł się pod drzwi i zaczął nasłuchiwać. Trochę się rozczarował, gdyż bezproblemowo tłumiły wszystkie odgłosy. Ale tylko te najcichsze, o czym zaraz przekonał się gitarzysta, gwałtownie odsuwając się od drzwi i czym prędzej uciekając do kuchni. Gdy tylko usiadł na krześle, poczuł na sobie zaciekawione spojrzenia, ale nie śmiał unieść głowy, gdyż był wściekle czerwony.&lt;br /&gt; - Uruha, znowu tam poszedłeś – stwierdził spokojnie Kai.&lt;br /&gt; - To widać – zaczął się śmiać Reita. – No powiedz nam, co sprawiło, że tak się zarumieniłeś. Czyżbyś zobaczył jak nasi koledzy namiętnie się całują?&lt;br /&gt; - Nie... – burknął Uruha.&lt;br /&gt; - Więc? Uruha przestań kombinować i powiedz.... – Ruki zaczynał tracić cierpliwość. – Czyżby twoja ciekawość odbiła się na tobie?&lt;br /&gt; - Najwyraźniej... – mruknął perkusista. – To, że wy nie potraficie widzieć pewnych rzeczy, nie oznacza, że inni też ich nie widzą...&lt;br /&gt; - Ale żeby do tego stopnia? – Uruha wreszcie na nich spojrzał. -  A jakbyś ty zareagował, gdybyś usłyszał, jak jeden kumpel w znaczący sposób wyjąkał imię drugiego twojego kumpla?&lt;br /&gt; - W znaczący sposób? – Reita najwyraźniej jako jedyny nie rozumiał co chce im powiedzieć Uru.&lt;br /&gt; - To sam idź i posłuchaj, jak Miyavi woła „Aoi!” – jasnowłosy gitarzysta bardzo dobrze odwzorował, to co usłyszał.&lt;br /&gt; Teraz nie tylko jego twarz była pokryta rumieńcem. Wszyscy byli przyzwyczajeni do objęć na scenie, czy markowania pocałunków, ale teraz nie za bardzo wiedzieli jak mają zareagować. Jako pierwszy otrząsnął się Kai. Już dawno temu zauważył, że Miyavi obserwuje ich gitarzystę i szuka możliwości kontaktu z nim. Nie przestawał być przy tym sobą, więc pewnie dlatego nieliczni zauważyli to zainteresowanie osobą Aoi’ego. Lider miał jednak pewne obawy jak zareaguje jego kumpel, gdy się o tym dowie. Jednakże po wczorajszej imprezie, a teraz po tym co powiedział Uruha, kamień nieco spadł mu z serca. Tylko co na to inni? Na razie byli nieco zszokowani, ale istniała szansa, że zaakceptują stan rzeczy. Postanowił przesunąć nieco godzinę dzisiejszego odjazdu.&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt; Po wszystkim jeszcze długo leżeli obok siebie. Aoi gładził długie włosy przytulającego się do niego Miyaviego. Nigdy nie pomyślałby, że ich znajomość zabrnie aż do tak zaskakującego miejsca. Swoją karierę muzyczną zaczynali w tym samym czasie, byli w jednej wytwórni, mogli spotykać się niemal na co dzień. Grali też razem na Peace &amp;amp; Smile Carnival, ale on zawsze traktował młodszego jako kumpla.&lt;br /&gt; - Nie wydaje ci się, że powinniśmy zacząć się zbierać? Kończy się nasz trzydniowy odpoczynek – powiedział Aoi przeciągając się leniwie.&lt;br /&gt; - Powinniśmy – przytaknął Miyavi, ale nie sprawiał wrażenia osoby, która ma ochotę wstać.&lt;br /&gt; - Ktoś puka do drzwi, możesz mnie puścić?&lt;br /&gt; Miyavi niechętnie uwolnił od siebie gitarzystę, który zaczął się rozglądać za jakimś okryciem, ale w końcu owinął się leżącym na podłodze kocem i ruszył otworzyć drzwi. Gdyby stał tam Uruha zapewne zatrzasnął by mu je przed nosem. Zaskoczył go widok Kaia, który uśmiechał się do niego z niewiadomych powodów.&lt;br /&gt; - Mogę wejść? – zapytał bez ogródek, ale widząc zmieszanie na twarzy Aoi’ego dodał. – Wszyscy już wiedzą, bo nasz kochany drugi gitarzysta znów was podsłuchiwał. To jak?&lt;br /&gt; Czarnowłosy z pewnym ociąganiem wpuścił perkusistę do środka. Miyavi poderwał się gwałtownie na łóżku, zaczął naciągać pospiesznie na siebie pościel, wygładzać ją, by koniecznie sprawiać wrażenie osoby całkiem niewinnej, czym wywołał wybuch śmiechu u Kaia.&lt;br /&gt; - Spokojnie – lider nie przestawał się śmiać.&lt;br /&gt; - Aoi... – burknął Meev, patrząc z wyrzutem na czarnowłosego.&lt;br /&gt; - O co chodzi Kai? – gitarzysta nie chciał przeciągać tej niezręcznej sytuacji. – Pewnie chcesz zakomunikować, że wyjeżdżamy.&lt;br /&gt; - Zgadza się. Zaczekamy na was, a wy doprowadźcie się do porządku. I przepraszam, że wam tak wparowałem...&lt;br /&gt; Kai jak najszybciej wycofał się z pokoju, ale poduszka poszybowała w jego stronę i uderzyła w głowę, zanim zdążył przekroczyć próg. Na korytarzu napotkał wyczekujące i zaraz pytające spojrzenia reszty zespołu. W odpowiedzią skinął tylko głową, a następnie pogonił do pakowania się, gdyż wiedział, że pozbieranie wszystkich rzeczy rozrzuconych po całym domu, zajmie im dobry kawał czasu.&lt;br /&gt; Gdy wszyscy zebrali się obok samochodu, by władować swoje bagaże, których jakimś cudem było więcej, niż wcześniej, co było w dużej mierze zasługą dodatkowego lokatora, atmosfera między nimi była dziwaczna. Uruha ciągle zerkał na Aoi’ego i Meev’a, którzy czuli się ze wszystkich najbardziej niezręcznie. Samochód Kaia jakimś cudem pomieścił ich wszystkich, ale perkusista całą drogę modlił się, by nie złapała ich policja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Następne dni i tygodnie pozwoliły wszystkim oswoić się z nową sytuacją. Kai, jako lider zespołu, przysłowiowo stawał na głowie, by tuszować pogłoski o związku Aoi’ego z Miyavim, którzy niespecjalnie kryli się z okazywaniem uczuć. Wszyscy z wytwórni zaczęli mieć nowy zwyczaj – pukać do drzwi każdego pomieszczenia, nawet jeżeli była to ciasna garderoba. Uruha nie raz o tym zapominał i wiele razy zastał kolegów w dwuznacznej sytuacji. Aoi wiecznie spóźniał się na próby, nie ważne o której były godzinie, a na przerwach gdzieś znikał. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kai zaczął poważnie rozważać propozycję Miyaviego, by zorganizować wspólną trasę, co o dziwo się udało i to nie tylko w Japonii, a także w Europie. Właśnie po którymś z koncertów na starym kontynencie, Aoi przyszpilił Miyaviego do ściany i namiętnie pocałował, nie spotykając się z choćby cieniem protestu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Wiesz co? – zapytał, gdy ich usta rozdzieliły się. – Polska to całkiem fajny kraj ze świetną publicznością...&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8980565410186456749-7015645836046162915?l=imagination-by-ireth.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/feeds/7015645836046162915/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/02/trzy-dni-aoi-gazette-miyavi.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/7015645836046162915'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/7015645836046162915'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/02/trzy-dni-aoi-gazette-miyavi.html' title='Trzy dni [Aoi - the GazettE, Miyavi]'/><author><name>M.M.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/TNg-burpdzI/AAAAAAAAFPM/g9ZOLHlB6sI/S220/ID-DA.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8980565410186456749.post-5687610306151468162</id><published>2008-07-03T09:22:00.000-07:00</published><updated>2009-02-03T09:35:07.794-08:00</updated><title type='text'>Tylko [AoixUruha, the GazettE]</title><content type='html'>Od pewnego czasu wszystko układało mi się nie tak. Nie ważne czy było to drobne uszkodzenie drzwiczek od szafki, które przez moje zwlekanie z naprawą, zaowocowało wysypaniem się jej zawartości na moją głowę.  Albo to po prostu przez moje zagmatwane myśli i galopującą wręcz wyobraźnię, podsuwającą mi tak niewiarygodne obrazy, iż chciałem skorzystać z rad psychologa. A to wszystko zaczęło się... Nawet nie wiem kiedy. Dziwi mnie jednak, że dopiero teraz zacząłem to „coś” dostrzegać. I zacząłem podejrzewać, iż właśnie to wywoływało ten chaos wokół mnie. Nie potrafiłem się skupić. Już któryś dzień z rzędu chłopaki powtarzali mi, że mnie nie poznają i na wszelkie sposoby próbowali przywrócić „dawnego mnie”. Muszę powiedzieć, że nigdy nie widziałem, że moi koledzy potrafią zachowywać się jak skończeni idioci, usiłując mnie rozśmieszyć. Najbardziej zaskoczył mnie nasz lider, który  zazwyczaj w czasie promocji przedkłada pracę nad rozrywki. Ale dzisiaj to właśnie nasz perkusista, zaproponował wspólne wyjście na imprezę. Reita zakomunikował, że przyjedzie po mnie po dziewiętnastej. Wiedziałem, że nie muszę się spieszyć – on zawsze się spóźniał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Tak jak myślałem. Po godzinie dwudziestej, Reita zapukał intensywnie do drzwi mojego mieszkania, a gdy tylko je uchyliłem, nie dawał mi dojść do słowa ciągle przepraszając za spóźnienie.  Powiedziałem mu, żeby nie tłumaczył się przede mną, tylko przed Kaiem. Uciszyło go to na kilka sekund, po czym zaczął mnie poganiać.&lt;br /&gt;    Gdy podjechaliśmy pod klub okazało się, że narazie przyszedł tylko Ruki. Na nasze pytające spojrzenia odpowiedział, że lider się spóźni, bo pojechał po Aoi’ego. Właśnie. Nasz drugi gitarzysta – powód mojego ostatniego „dziwnego” zachowania, jak to określili moi drodzy koledzy. Jednak skwapliwie ukrywałem ten fakt, a przynamniej starałem się ze wszystkich sił. Nikt nie musiał widzieć, że ciągle na niego zerkam, że na dźwięk jego imienia zaczynam się rozglądać, że moją twarz pokrywa delikatny rumieniec za każdym razem, gdy zwróci się do mnie. To jest normalne? Oczywiście... Tylko nie w przypadku dwóch facetów – tak przynamniej twierdzi większość naszego społeczeństwa. Dlatego, choćby mnie torturowano, nie przyznam się, że... No właśnie... Do czego właściwie się nie przyznam?&lt;br /&gt;    Moje chwilowe „wyłączenie się” zostało bardzo szybko zauważone. Gorzej... Potwierdziło najbardziej czarne scenariusze, które układałem sobie w głowie. Oni wiedzieli.&lt;br /&gt;    - Nie martw się, przyjedzie za chwilę – Ruki uśmiechnął się przyjaźnie, klepiąc mnie po ramieniu. Najwyraźniej zauważył, że rozglądałem się wokół, szukając wzrokiem znajomej sylwetki.&lt;br /&gt;    - Wcale się nie martwię – burknąłem, odwracają się by nie mógł zauważyć rumieńca pojawiającego mi się na policzkach. – Wchodzimy do środka, czy czekamy na nich?&lt;br /&gt;    - Właśnie przyjechali – Reita wskazał znajomy samochód, który właśnie podjechał na parking.&lt;br /&gt;    Kai powitał nas jak zwykle uśmiechem i zaczął mówić coś o korkach, ale go nie słuchałem. Bardziej zainteresował mnie on. Patrzyłem na niego tak, jakbym go nigdy nie widział. Coś do mnie mówili, a ja nie mogłem oderwać wzroku od naszego czarnowłosego gitarzysty. Ubrał się niemal zwyczajnie i jak zwykle na czarno - tegoż koloru luźna koszula z nie do końca zapiętymi guzikami oraz zwykłe czarne spodnie. Mimo, iż było już ciemno miał ciemne okulary, a grzywka lekko opadała mu na twarz, którą zdobił teraz nieznaczny uśmiech. Gdyby nie Kai, który pociągnął mnie za ramię, nadal wpatrywałbym się jak urzeczony w Aoi’ego. W końcu weszliśmy do klubu. Prawdę powiedziawszy, nie miałem ochoty w ogóle tu przychodzić. Jedyne czego potrzebowałem to mojego łóżka, telewizora i „czegoś mocniejszego”. I tak przesiedziałbym cały wieczór pozwalając swoim myślom płynąć swobodnie w dobrze znanym mi kierunku. Jednak teraz nie musiałem puszczać wodzy fantazji, gdyż obiekt mojego zainteresowania siedział tuż obok mnie. Czułem się niezręcznie i ciągle miętosiłem w spoconych dłoniach wziętą ze stołu serwetkę, starając się nie spoglądać na Aoi’ego. Poczułem ulgę, gdy został oddelegowany, by przynieść nam piwo. Jednak nie dane mi było odprężyć się, gdyż chłopaki postanowili porozmawiać ze mną.&lt;br /&gt;    - I co masz zamiar z tym zrobić? – zapytał bez wstępów Ruki.&lt;br /&gt;    - Z czym? – zdziwiłem się, wbrew sobie szukając wzrokiem drugiego gitarzysty w tłumie gości.&lt;br /&gt;    - Raczej z kim – sprostował Reita. – Myślisz, że nie widzimy jak się na niego gapisz?&lt;br /&gt;    Milczałem. Nie miałem najmniejszej ochoty dzielić się moimi uczuciami, mimo iż wiedziałem, że chłopaki chcą mi najwyraźniej pomóc. Irytujące było to, iż oni wiedzieli co się dzieje w moim sercu, a ja oczywiście temu zaprzeczałem. Nie potrafiłem głośno przyznać się do tego. A już napewno byłem rozdarty – bo z jednej stron, chciałem zatrzymać to wszystko w sobie. Może kiedyś mi przejdzie... Natomiast z drugiej nie pragnąłem niczego innego jak bycia przytulonym przez niego. Tylko tyle i aż tyle. Potem może coś więcej... Nie, to już jest chore! Czułem na sobie wyczekujące spojrzenia kumpli, bo już jakiś czas zwlekałem z odpowiedzią. Jednak nie dokończyliśmy rozmowy, gdyż Aoi wrócił do stolika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Czas dłużył się niemiłosiernie. Wypijaliśmy kolejne piwa, co jakiś czas schodząc na parkiet. Około trzeciej w nocy zacząłem być już zmęczony. Gdy siedziałem przy stoliku, głowa sama zaczęła mi opadać i dobrze wiedziałem, że mogę zaraz usnąć, nie zważając na hałas panujący wewnątrz. Nagle poczułem, że ktoś ciężko zwala się koło mnie na kanapę. Gdy odwróciłem głowę, serce mało mi nie wyskoczyło z piersi.&lt;br /&gt;    - Uru, nie śpij – uśmiechnął się do mnie Aoi.&lt;br /&gt;    - Yhym – mruknąłem niezbyt inteligentnie w odpowiedzi.&lt;br /&gt;    - Przejdziemy się? – zapytał ni stąd ni zowąd.&lt;br /&gt;    Co miałem odpowiedzieć? Co zrobić? Ostatecznie posłuchałem serca, które wrzeszczało „idź i wykorzystaj szansę”. Tak, zdecydowanie była to możliwość, by pobyć z nim trochę sam na sam. Dawno nie mieliśmy ku temu okazji. Byliśmy obaj zapracowani, jak cały zespół zresztą. Teraz jednak przemierzaliśmy kolejne uliczki w milczeniu. Jak dla mnie, było to bardzo krępujące i drżałem za każdym razem, gdy Aoi przypadkiem otarł się o mnie ramieniem. Gdy dotarliśmy do jakiegoś małego parku, przestałem czuć w sobie alkohol, który mnie usypiał. Przysiedliśmy na moment na ławeczce, a ja czułem się coraz dziwniej. On był jednocześnie tak blisko i tak daleko. Przyznam się, że bolało mnie to, iż wszyscy wiedzą co czuję, tylko nie on sam. Teraz też zdawał się nie zwracać na mnie uwagi, spoglądając w niebo. W końcu odwrócił twarz w moją stronę.&lt;br /&gt;    - Co się z tobą ostatnio dzieje, co? – zapytał.&lt;br /&gt;    - Kai cię na mnie nasłał? – zapytałem, zmęczony już ciągłym martwieniem się o mnie.&lt;br /&gt;    - Nie, sam chcę wiedzieć... Gdzie jest ten uśmiechnięty Uruha, którego znam?&lt;br /&gt;„Zniknął i to przez ciebie!” odpowiedziałem sobie w myślach. W ogóle chciałem wykrzyczeć mu teraz wszystko w twarz. Powiedzieć, że jest cholernie przystojnym facetem, że mi się podoba i ze to wszystko przez niego. Ale nie potrafiłem, a raczej bałem się. Czego? Wyśmiania? Czy tego, że może zacząć mnie unikać? Że zniszczę naszą długoletnią przyjaźń? Niecodziennie przecież słyszy się takie wyznania. Jakie miałem teraz wyjście? Uciec? Tak, chyba tak... Wstałem szybko z ławki i już chciałem odejść, gdy Aoi złapał mnie za nadgarstek.&lt;br /&gt;    - Nie idź... Porozmawiajmy...&lt;br /&gt;    „Głupi, głupi, głupi!” wrzeszczałem na siebie w myślach. „Puść mnie... Błagam, puść mnie... I nie patrzy tak na mnie...”.&lt;br /&gt;    - O czym? – zapytałem.&lt;br /&gt;    - O tobie? O nas?&lt;br /&gt;    - Nie ma żadnych nas...&lt;br /&gt;    Udało mi się wyrwać. Zacząłem biec. Jak najdalej, jak najszybciej. Tak by mnie nikt nie złapał, nie znalazł, nie zauważył. Dlaczego ja do cholery płaczę?! Dlaczego do jasnej cholery stchórzyłem?! Miałem tę szansę. Chciałem tego, ale uciekłem. Tak jestem tchórzem, który najwyraźniej wstydzi się swoich uczuć, tchórzem, który marnuje chyba jedyną szansę w swoim życiu. Szansę na bycie z kimś. Szanse na uczucie, jakie by ono nie było... Jestem skończonym kretynem. Wiem, że będę tego żałował, ba, już żałuję... On dał mi wyraźny sygnał, ale może tylko to nadinterpretuję? Bo serce podpowiadało co innego, a jakaś cześć mojej osobowości karciła mnie, za wyobrażanie sobie niewiadomo jakich scenariuszy. Bo czego mogłem oczekiwać? Że wyzna mi miłość, padniemy sobie w ramiona i będziemy żyć długo i szczęśliwie? To było zbyt piękne i zbyt nierealne... Głupek ze mnie... Zakochany głupek...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Nie wiedziałem dokąd biegnę. Nie wiele mnie to obchodziło. Wreszcie brakło mi tchu i oparłem się o ścianę najbliższego budynku. Gdy rozejrzałem się wokół, zobaczyłem, że jestem gdzieś w połowie drogi do mojego mieszkania. Chyba podświadomość mnie tu pokierowała... Nagle zmrużyłem oczy przed ostrym światłem samochodowych reflektorów. Po chwili pojazd odjechał, a ja zobaczyłem najbardziej nieporządną teraz osobę. Swoją drogą, skąd wiedział, gdzie się udam, gdzie mnie znajdzie? Śledził mnie cały czas? Dlaczego w ogóle przyjechał?&lt;br /&gt;    - Co tu robisz? – zapytałem, chcąc odwrócić się, by nie zobaczył moich łez. Przecież faceci nie płaczą.&lt;br /&gt;    - Oj Uru, Uru... –  Aoi szepnął  tylko i... przytulił mnie.&lt;br /&gt;    Czułem, że nie był to przyjacielski uścisk. Zdecydowanie nie, a ja się nie wahałem i objął go starając się zbliżyć do niego jeszcze bardziej, o ile było to możliwe. Niech ta chwila trwa wiecznie... A jeżeli to się nie uda, to niech ona się powtórzy jeszcze raz, dwa razy... Nieskończenie wiele razy. Jak najczęściej...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8980565410186456749-5687610306151468162?l=imagination-by-ireth.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/feeds/5687610306151468162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/02/tylko-aoixuruha-gazette.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/5687610306151468162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8980565410186456749/posts/default/5687610306151468162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://imagination-by-ireth.blogspot.com/2009/02/tylko-aoixuruha-gazette.html' title='Tylko [AoixUruha, the GazettE]'/><author><name>M.M.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_GTi8TYbnk50/TNg-burpdzI/AAAAAAAAFPM/g9ZOLHlB6sI/S220/ID-DA.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry></feed>
